Irena Kwiatkowska: Nie chciała dzielić czasu na pracę i dom

Kobieta Pracująca na ekranie i w życiu. Zrezygnowała z macierzyństwa, z własnej woli wybrała wyłącznie aktorstwo. Dobry kolega, Lech Ordon mówił o niej: „Tytan pracy”. Grała nawet na późnej emeryturze...

Aktorka nie miała łatwego startu, pochodziła z niespecjalnie zamożnej rodziny z warszawskiej Woli. Jej ojciec był zecerem, w domu brakowało pieniędzy. Ale Irena skończyła liceum imienia Klementyny Hoffmanowej, a następnie pojawiła się na egzaminie w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej. Była ubrana w znoszoną sukienkę siostry i rozczłapane buciki, a spotkana na korytarzu uczelni Nina Andrycz zapytała ją, czego tutaj szuka.

Reklama

Na przekór wszystkim dziewczyna z Woli znakomicie zdała egzamin, a Aleksander Zelwerowicz przyznał po latach, że była jego najlepszą studentką. Nigdy w pełni nie wykorzystano jej ogromnego talentu, co brzmi aż nieprawdopodobnie. Chociaż zagrała ponad sto ról scenicznych i dziesiątki razy pojawiała się w Teatrze Telewizji, to jednak w filmie grywała głównie epizody i postacie drugoplanowe. Ale w jak genialny sposób!

Pokazała to w serialu "Wojna domowa", gdzie wcieliła się w rolę Zofii Jankowskiej, matki Pawła, oraz jako Kobieta Pracująca w "Czterdziestolatku". W każdym jego odcinku pojawiała się w kluczowym momencie, często podając bohaterom rozwiązanie problemów, w jakich się znaleźli. A jej krótkie monologi to prawdziwe mistrzostwo świata.

Kwiatkowska uważała, że uroda nie jest jej atutem, dlatego zawsze tym usilniej dbała, by być starannie ubraną i zadbaną. Do tego dysponowała wielkim talentem aktorskim i doskonale wyczuwała, czego widzowie od niej oczekują. Łączyła mądrość życiową z komizmem we właściwy tylko sobie sposób. Czasami jej jedno znaczące uniesienie brwi znaczyło więcej niż cały monolog.

Aktorstwo było najważniejszą sprawą w jej życiu, całkowicie oddała się pracy. Do każdej roli: radiowej, teatralnej czy filmowej przygotowywała się starannie. Mozolnie odsłuchiwała nagrane na taśmę swoje kwestie, eliminując błędy. W teatrze zjawiała się na długo przed próbą czy przedstawieniem, chyba nigdy w życiu nie spóźniła się do pracy. A chociaż lubiła dzieci, to świadomie zrezygnowała z macierzyństwa, uważając, że wychowywania potomstwa nie pogodzi z pracą zawodową. Mimo braku dzieci twierdziła, że ma udane życie rodzinne.

W 1948 r. wyszła za mąż za lektora radiowego, Bolesława Kielskiego. Partner całkowicie podporządkował swoje życie karierze żony. Woził ją do pracy, dużo razem podróżowali. Podobno jako pierwsi wychodzili z różnego rodzaju imprez, gdyż woleli własne towarzystwo. Mieszkali w bloku na tyłach warszawskiej Tamki, lubili spacerować po parku przy pobliskiej Akademii Muzycznej. Byli sobie całkowicie oddani i nie wyobrażali sobie bez siebie życia. Dlatego śmiertelna choroba, na jaką zapadł Kielski na początku lat 90, była dla pani Ireny ciężkim ciosem.

Pielęgnowała partnera z całym oddaniem, była przy nim do końca. ̵ Jej mąż już wtedy nie mówił - wspominała aktorka Sławomira Łozińska. - Traktowała go jak zupełnie zdrowego, normalnego człowieka, opowiadała mu wszystko, co się w ciągu dnia zdarzyło, tak jakby pili herbatkę, a nie zajmowali się odleżynami. Powiedziałam, jak bardzo ją podziwiam. Roześmiała się perliście.

Po śmierci męża aktorka załamała się, a w odzyskaniu równowagi pomogła jej wiara. Publicznie przyznała się, że słucha wyłącznie Radia Maryja, ale gdy pojawiły się informacje, że zapisała rozgłośni swój majątek, zaprzeczyła. Ostatnie lata spędziła w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie. Po raz ostatni pojawiła się na ekranie w 2009 r. w serialu "Niania", na dwa lata przed śmiercią. Miała wówczas 97 lat...

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje