Jadwiga Smosarska: Nie skusiło jej Hollywood

Przed wojną była królową ekranu. Wolała jednak wyjść za mąż w Polsce niż robić karierę w amerykańskiej Fabryce Snów.

Swojska i dziarska Jadzia Smosarska albo po prostu... nasza Jadzia kochana - mawiali o niej rodacy. Zwłaszcza na początku swojej kariery grała dziewczęta dobre i skromne - patriotki, które do grzechu mogła przywieść jedynie wielka miłość. Jej bohaterki nie tańczyły na stołach. Bywały "charakterne", lecz w granicach rozsądku.

Reklama

Jak zauważa biografka aktorki, Małgorzata Hendrykowska, nawet stateczna mecenasowa mogła pójść na film Smosarskiej z nastoletnią córką i powiedzieć: "Patrz, tak się zachowuje panna z dobrego domu".

Prywatnie też była spokojna i grzeczna

Rzadko widywano ją w lokalach. Wolała zostać w domu i poczytać albo urządzić małe przyjęcie dla dzieci, które czasem partnerowały jej na planie. A kiedy już musiała się pokazać, imponowała świetnymi manierami. I nade wszystko: żadnych skandali, a teksty w prasie - kontrolowane! Nie darmo tata-chemik i mamusia "przy mężu" posłali ją do dobrej stołecznej pensji dla panien. Dom był co prawda niezamożny, jednak na wykształcenie dzieci starczyło.

Dopiero ukończywszy pensję, Jadzia wybrała sobie szkołę dramatyczną. Musiała jednak pracować w banku, aby zapłacić za naukę. Wiedziała więc, co znaczy codzienna praca, a zwykłych ludzi nie lekceważyła. Kiedy została gwiazdą, zatrudniła sekretarkę, by w jej imieniu odpisywała wielbicielom na listy. I za to też ją lubili.

Propozycja kontraktu za oceanem

Większość jej filmów to tzw. wyciskacze łez, chlastane przez krytykę (która jednakże dostrzegała talent aktorki), ale za to kochane przez publiczność. Dramat kostiumowy ze Smosarską w roli głównej pt. "Księżna Łowicka" (1932) sprzedano za granicę, m.in. do USA. Polką zainteresowało się Hollywood. Amerykańska wytwórnia zaproponowała jej kontrakt na dwa lata i udział w co najmniej dwóch produkcjach!

Tymczasem Smosarska grymasiła: nie chciała jechać do Stanów na tak długo! Zgodziła się na jeden film, co się z kolei nie opłacało Amerykanom. Rozmowy toczyły się na Riwierze Francuskiej, dokąd aktorka udała się na wypoczynek. Dobrym duchem tych rokowań miała być sama Pola Negri, która specjalnie przyjechała nad morze i nie raz zapraszała rodaczkę do swojej willi.

Jednak Jadzia się uparła. Ostatecznie z kontraktu nic nie wyszło. Zapewne, jako dobrze wychowana panna, kierowała się rozsądkiem. U nas już była wielką gwiazdą, a kto wie, co by ją spotkało w Ameryce? Był jeszcze jeden powód. Mężczyzna.

Rozsądny ślub

W czasie gdy spece z Hollywood kusili dolarami, Jadwiga znała już inż. Zygmunta Protassewicza - człowieka majętnego i przystojnego, którego chciała poślubić. Wyjazd do Stanów na dwa lata mógł pokrzyżować jej plany. Znajomość tę zawdzięczała Janowi Kiepurze. Inż. Protassewicz był jego przyjacielem, interesował się teatrem i operą. Na prośbę słynnego tenora nadzorował budowę hotelu w Krynicy.

Smosarska przyjechała tam na występ. Kiepura kupił bilety, a na potem zarezerwował stolik w restauracji. Przy nim wybuchła miłość, która doprowadziła parę do ołtarza. "Proszę mi wierzyć, że to ona mi się oświadczyła. (...) Powiedziała, że dużo dobrego o mnie słyszała, ceni moje zalety. I choć zna wielu przystojnych i wartościowych mężczyzn, zdecydowała się wyjść za mnie" - wspominał Protassewicz po latach. Pobrali się w 1935 r.

Uciekła przed wojną

Drugi jej film, który spodobał się w USA to "Barbara Radziwiłłówna" (1936). Podobno jeszcze pół roku przed wybuchem wojny Amerykanie sprawdzali, czy aktorki nie skusi propozycja wyjazdu. W pierwszych dniach września 1939 r. Smosarska opuściła z mężem Polskę i przez Skandynawię dotarła do Stanów. Byli w fatalnej sytuacji materialnej, więc sama pojechała do Hollywood za pracą. Ale uciekinierek z Europy było tam już wiele, jej akcent uznano za zbyt kłopotliwy. Występowała więc dla Polonii. Angażowała się też w pomoc rodakom poszkodowanym przez wojnę.

Powrót po latach

Choć brakowało jej aktorstwa, w Stanach kolejny raz się przekonała, jak dobrze wyszła za mąż. Inżynier Protassewicz nie poddał się emigranckiej melancholii, lecz zaczął wszystko od nowa. Dosłownie: pracował z łopatą w ręku na budowie, jako robotnik! Potem awansował, został nawet wicedyrektorem fabryki.

Smosarska i Protassewicz tworzyli zgodną parę. Wybudowali dom, gdzie aktorka przyjmowała gości, m.in. artystów z Polski. Sama też do nas przyjeżdżała. Pierwszy raz w 1958 r, a potem częściej. Odwiedzała rodzinną Warszawę, wypoczywała w sanatorium w Nałęczowie. W 1968 r. wygrała plebiscyt programu "W starym kinie" na najpopularniejszą przedwojenną aktorkę polską. Trzy lata później, już na stałe, wróciła z mężem do Polski. Nie zdążyła jednak urządzić nawet nowego mieszkania. Zmarła w ojczyźnie.

Dorota Filipkowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje