Jan Kobuszewski: Wszystko zawdzięcza... kobietom

Kobiety miały decydujący wpływ na jego życie i karierę zawodową. Bez ich pomocy nie osiągnąłby tak wielu sukcesów.

Jana Kobuszewskiego od wczesnej młodości otaczały przedstawicielki płci pięknej. W domu rodzinnym na warszawskim Bródnie były to matka i dwie znacznie starsze od niego siostry: Hanna i Maria.

Reklama

- Moje dzieciństwo było cudowne, wspaniałe - wspominał po latach. - Miałem ukochanych rodziców oraz siostry, które właściwie traktowały mnie jak synka. Miałem też ciocię Janinę. To była siostra mojej mamy, która praktycznie całe życie mieszkała razem z nami, w oddzielnym pokoju.

Rodzinnym genom zawdzięcza nie tylko swój wysoki wzrost, ale również poczucie humoru, które to cechy ujawniły się również u jego siostrzeńca, Wiktora Zborowskiego.

O wyborze zawodu także zadecydowały kobiety. Po maturze nie miał pomysłu na kierunek studiów, więc najstarsza siostra, Maria namówiła go na szkołę aktorską. Pierwsza próba zakończyła się jednak niepowodzeniem i młodemu Jankowi zagroziła zasadnicza służba wojskowa. Wówczas w sprawę włączyła się kolejna kobieta. Tym razem była to jego koleżanka, Bożena Olbromska. Zaproponowała, aby zapisał się do dwuletniej Państwowej Szkoły Dramatycznej Teatru Lalek. Tak też zrobił, dzięki czemu nie poszedł do wojska, a przy okazji poprawił swój warsztat aktorski.

Gdy po ukończeniu szkoły ponownie przystąpił do egzaminu na PWST, to tym razem wraz ze Zbigniewem Zapasiewiczem otrzymał najwyższe oceny. Na drugim roku studiów poznał swą przyszłą żonę, aktorkę Hannę Zembrzuską. Byli parą przez cały okres nauki, a po ukończeniu szkoły zdecydowali się pobrać. Pan Janek postanowił oficjalnie poprosić rodziców Haliny o jej rękę. W niedzielę, elegancko ubrany, pojawił się u nich w domu.

- Ponieważ byłem bardzo nieśmiałym człowiekiem, więc rozmawialiśmy tak sobie pół godziny, godzinkę, a mnie z tremy nie mogła przejść przez gardło ta formuła, że proszę o rękę ich córki - opowiadał. - W końcu ojciec Hani się zdenerwował: "Janek, tyś zdaje się w jakimś celu tu do nas przyszedł, a my sobie tu gadamy półtorej godziny o niczym".

Ślub odbył się w warszawskim kościele św. Anny i aktor do dzisiaj uważa, że było to najlepsze, co mogło go spotkać w życiu. Nigdy z żoną nie rywalizowali na gruncie zawodowym, za to dopingowali się nawzajem. Hanna urodziła córkę (kolejna ważna kobieta w życiu aktora), która po latach obdarzyła go dwójką wnuków. Kobuszewski zresztą zawsze powtarzał, że bez żony i córki nigdy nie zrobiłby takiej kariery.

Był wierny nie tylko w miłości. Nie zdradzał teatrów, w których występował, nie lubił "skakać z grządki na grządkę", dlatego przez kilkadziesiąt lat kariery zawodowej związany był tylko z kilkoma zespołami. Przez blisko 40 lat grał w warszawskim Teatrze Kwadrat i do dzisiaj uważa właśnie tę scenę za swój drugi dom.

Ogromną popularność zawdzięcza telewizji. Wraz z Janem Kociniakiem prowadził pierwszy polski cykliczny program satyryczny "Wielokropek". "Byłem świadkiem na cywilnym i kościelnym ślubie Jasia. Zaprzyjaźniłem z nim i jego żoną Hanką. Ja Janek, on Janek, jego żona Hanka i moja żona Hanka, wiele podróży zagranicznych, a człowieka się poznaje właśnie wtedy".

W tym czasie Kobuszewski zagrał tytułową rolę w pierwszym polskim serialu "Barbara i Jan", jednak jego specjalnością filmową stały się epizody. Potrafił rozbawić widzów do łez jako hydraulik ("Wojna domowa", "Poszukiwany, poszukiwana"), bufetowy w klubie sportowym ("Czterdziestolatek") czy kierowca z MPO ("Brunet wieczorową porą"). Święcił triumfy w kabarecie, widzowie do dzisiaj wspominają skecz "Ucz się Jasiu" na scenie legendarnego "Dudka", gdzie jako majster pouczał klienta (Wiesław Michnikowski) i udzielał praktycznej nauki zawodu podwładnemu (Wiesław Gołas).

Jeszcze większy sukces odniósł w "Kabareciku" Olgi Lipińskiej, w roli zwariowanego pana Janeczka. Reżyserka, tytan pracy, zmuszała go do ogromnego wysiłku i niezliczonej ilości dubli. Ale opłaciło się - Kobuszewskiego telewidzowie wprost uwielbiali! Do historii przeszedł opowiedziany przez niego dowcip o ruskich pierogach. "Kto prosił leniwe? Nikt, same przyszli" - wyjaśnił w "Kabareciku" aktor. Ambasada Związku Radzieckiego doszukała się w tym skeczu aluzji do obecności sojuszniczych wojsk w Polsce i program w 1978 r. zawieszono na kilkanaście miesięcy.

Widzowie pamiętają pana Jana również jako narratora telewizyjnych "Bajek dla dorosłych". Kolejna świetna, charakterystyczna rola. Przez te wszystkie lata karierę Kobuszewskiego dokumentowała jego mama Alina. Gromadziła recenzje, wycinki prasowe. Jej odejście w 1978 r. było dla aktora bolesną stratą. Pod koniec lat 80. dowiedział się, że cierpi na chorobę nowotworową jelita grubego. Natychmiastowa operacja ocaliła mu życie, a podczas długiej rekonwalescencji największym oparciem były dla niego żona i córka. Wówczas też zwrócił się w stronę Kościoła.

Wprawdzie jak twierdził, wcześniej też "odmawiał rano i wieczorem paciorek", lecz u spowiedzi nie był blisko 30 lat. Nawrócenie okazało się trwałe. W 2007 r. na Jasnej Górze świętował 50-lecie pracy scenicznej. Natomiast dwa lata temu obchodził w Częstochowie 80. rocznicę urodzin.

W odróżnieniu od innych aktorów nie narzeka na wysokość swojej emerytury. Uważa, że 2 tys. zł, jakie mu przyznano, wystarcza na skromne życie. W wywiadach zawsze z szacunkiem wypowiada się na temat kobiet, a szczególnie dziękuje tym, które towarzyszyły i pomagały mu przez całe życie. Obecnie opiekuje się chorą żoną. Ma nadzieję, że w październiku będą mogli razem świętować 60. rocznicę ślubu.

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje