Jego wielkie tajemnice

Jego odejście z „Szansy na sukces”, którą prowadził przez 19 lat na antenie TVP2, zaskoczyło wszystkich. Życie dziennikarza jest pełne takich niespodziewanych zwrotów akcji. Skąd ta decyzja? Odkrywamy ten i inne sekrety.

"Wojciech Mann nie jest takim sobie zwyczajnym Wojciechem Mannem", przekonywał kiedyś Krzysztof Materna, zawodowy partner dziennikarza. To by tłumaczyło, dlaczego biografia "RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą" trafiła do pierwszej dziesiątki bestsellerów 2010 roku. Opowieść o życiu muzycznego eksperta sprzedawała się lepiej niż wydane wówczas nowe czytadło Paula Coelho i kultowy poradnik dietetyczny Pierre’a Dukana.

Reklama

Trudno o lepszy dowód popularności dziennikarza muzycznego, jednak jego książka jest także dowodem na coś zupełnie innego. Otóż nawet pisząc autobiografię, Wojciech Mann wciąż potrafi pozostawić czytelników z niedosytem informacji o swoim życiu. Większość osób nie wie chociażby, w jakich okolicznościach poznał Krzysztofa Maternę, z którym od kilkudziesięciu lat tworzy bodaj najbardziej znany duet medialny. "Proszę mnie nie dopytywać o dokładne daty, bo nie mam do nich pamięci. Ale samo spotkanie z Krzyśkiem oczywiście pamiętam. Odbyło się na moim terenie. Prowadziłem wtedy audycję, wyjątkowo nie w Trójce, ale dla Programu I Polskiego Radia. Ktoś przyprowadził Krzysztofa jako chętnego do pracy. Miał się zorientować, jak ta praca wygląda, przysłuchiwać się. I tak się złożyło, że trafił akurat na mój dyżur" - opowiada SHOW Wojciech Mann.

Między panami, którzy później zrealizowali wspólnie popularne programy takie jak "Mann do Materny", od razu nawiązała się nić porozumienia. "Od początku to samo nas bawiło, rozumieliśmy się. Zaiskrzyło" - mówi dziennikarz. Ta współpraca trwa z przerwami do dzisiaj. Jednym z ostatnich jej efektów są reklamy banku bazujące na dawnych skeczach słynnego duetu. Krążą plotki, że interesy interesami, ale prywatnie dwóch panów M. nie pała już do siebie sympatią. "Teraz gdy nie robimy razem programów, rzeczywiście widujemy się rzadziej" - przyznaje Wojciech Mann. "Ale z drugiej strony warto pamiętać, że my się nigdy o nic nie pokłóciliśmy! A przecież mogliśmy się pożreć o wszystko: o pomysły, ambicje, pieniądze. Mogliśmy już dawno skończyć w sądzie albo okładać się sztachetami" - dodaje z typowym dla siebie poczuciem humoru. Jak to możliwe? "My po prostu zachowujemy higienę w naszych kontaktach. Nie musimy spędzać razem wakacji, czytać razem książek. Nie przedstawiamy sobie kolejnych żon" - zdradza sekret wieloletniej przyjaźni pan Wojciech.

A gdy już mowa o żonach... Choć nie był nigdy klasycznym amantem, dziennikarz przyciąga kobiety jak magnes. Mało kto wie, że dziś jest w udanym związku z trzecią już żoną, o 15 lat młodszą od niego Ewą Bańską-Mann. Mają syna Marcina, dziś 21-letniego młodzieńca. Tata jest z niego ogromnie dumny. "Sądzę, że udało nam się wychować kulturalnego człowieka, który słyszy i rozumie, co się do niego mówi, sam ładnie mówi i dobrej muzyki słucha" - chwalił go w jednym z wywiadów dziennikarz.

Na marginesie warto zdradzić kolejną tajemnicę. Otóż wymagający krytyk muzyczny, jakim jest Wojciech Mann, słucha nie tylko "muzealnych kawałków", jak mogłoby się wydawać. SHOW zdradza, że uwielbia Adele, mało tego, docenia... Lady Gagę! Tego byśmy się po nim nie spodziewali. Zarówno syn jak i żona są najbardziej szczerymi recenzentami byłego prowadzącego "Szansy na sukces". "Z rodziną ludzie często się pieszczą, a moi bliscy potrafią być naprawdę nieprzyjemni. Podziwiam ich za to i cenię. Żona zawsze mi powie, że się brzydko ubrałem do telewizji, a syn wytknie, że powtórzyłem stary dowcip" - mówi SHOW Mann. Ewa Mann jest nie tylko uczciwym krytykiem pana Wojciecha, dba też m.in. o jego dietę. "Pilnuje, żebym się nie napchał. Mam problemy z wagą, zwłaszcza odkąd rzuciłem palenie" - wyznaje dziennikarz. Dietetyczna samodyscyplina wyklucza szaleństwa kulinarne, a szkoda, bo jak zapewnia Mann, jego małżonka "gastronomicznie radzi sobie świetnie". 


Umiłowanie dobrej kuchni to w rodzinie Mannów tradycja. Kiedyś ukazała się nawet na ten temat książka "Pasja pokoleń. 100 lat kuchni rodziny Mannów" autorstwa Bożenny Mann, krewnej. Tradycja ta wywodzi się ze Lwowa. Stamtąd pochodzą rodzice showmana. On sam urodził się w Świdnicy, 64 lata temu. Dziś najbardziej związany czuje się jednak z warszawskim Powiślem. To tu, do sublokatorskiego pokoju przy Dobrej 22/24, trafił z rodzicami tuż po wojnie. "Spędziliśmy w nim dobrych parę lat. W mieszkaniu gnieździły się trzy rodziny, więc łazienka, toaleta i kuchnia były wspólne, ale »własne« było w tamtym czasie zupełnie jak teraz podróż na Marsa" - opowiadał w jednym z wywiadów.

Rodzicom dziennikarz zawdzięcza dobre wykształcenie. W tym doskonałą znajomość języka angielskiego, wcale nieoczywistą jak na osobę wychowaną w PRL. Młody Mann już jako 16-latek wyjechał do Wielkiej Brytanii do pracy i spokojnie porozumiewał się po angielsku. Mało tego, znajomość języka była u niego na tyle dobra, że od razu udało mu się znaleźć pracę w biurze. "To prawda, język pomógł mi przeskoczyć całą tę budowlano-hotelową część. Całe szczęście, bo nigdy nie lubiłem wysiłku fizycznego. Tymczasem pracowałem na czarno w travel agency, firmie polonijnej. Ponieważ umiałem nie tylko mówić, ale i pisać po angielsku, pisywałem listy do klientów, wystawiałem też bilety" - wspomina.


W jaki sposób udało mu się do 16. roku życia tak dobrze opanować język obcy? Zaczęło się w szkole podstawowej, w której wdrożono akurat eksperymentalny program nauczania angielskiego. Potem, gdy zainteresował się kulturą anglosaską, w tym oczywiście muzyką, kontynuował naukę.
"Mama załatwiła mi korki u pana, który wcześniej wykładał u metodystów" - wspomina. Najważniejsze jednak były chęci i zapał ucznia. "Niemieckiego
też mnie uczono, ale jakoś nieskutecznie" - mówi ze śmiechem. Angielski, ostatecznie doszlifowany na anglistyce, okazał się istotną częścią także późniejszej działalności zawodowej Wojciecha Manna, znanego również z rubryki "Monday Manniak" w "Dużym Formacie", gdzie tłumaczył rockowe teksty z angielskiego na polski.


Różne formy działalności zawodowej dziennikarza pobudziły kilka lat temu wyobraźnię redaktorów "Super Expressu", którzy donieśli, że jest on milionerem. Sześć zer na koncie miało się rzekomo udać zarobić dzięki MM Communications, agencji zajmującej się reklamą i promocją, której Mann jest współwłaścicielem (do spółki z Materną). Tabloid wycenił też miesięczne zarobki dziennikarza w mediach na 45 tys. zł i w końcu podsumował Manna na 1,5 mln zł rocznie. W rozmowie z SHOW dziennikarz nie potwierdza tych rewelacji. "Ja głowy do interesów nie mam. Firemka MM Communications istnieje długo, ale tych milionów jakoś nie widziałem. To Krzysztof jest motorem działań w firmie. Panu Kulczykowi jakoś ciągle nie zagrażamy. Tak naprawdę to ratuje nas dobry księgowy i nieraz byliśmy już na krawędzi" - tłumaczy Mann.

A jaki cel ma teraz Wojciech Mann? Co dalej po "Szansie na sukces"? Zapewne możemy się spodziewać kolejnych książek. Być może jesienią zobaczymy go też w nowych programach w Dwójce, ale na razie nie są to jeszcze sprecyzowane plany. Dlaczego tak naprawdę odszedł z popularnego programu? To pytanie wciąż brzmi w uszach miłośników "Szansy". SHOW udało się ustalić najbardziej prawdopodobną przyczynę. "Jestem pewna, że Wojciech Mann odszedł z programu, bo format już się wyczerpał. Po prostu nie ma już kogo zapraszać: wszyscy liczący się artyści przewinęli się przez show, a nowych dobrych jakoś nie widać na horyzoncie. Pan Wojciech zdaje sobie z tego sprawę i pewnie nie chce brać udziału w kolejnych odcinkach, do których przychodziłyby gwiazdy mniejszego formatu. Dla niego byłoby to dyshonorem" - zdradziła nam osoba blisko z nim współpracująca, znająca dobrze kulisy powstawania programu.

Także o współczesnych talent shows dziennikarz dobrego zdania nie ma. Uważa, że prowadzący obiecują debiutantom gruszki na wierzbie, a potem zostawiają ich samych sobie w trudnym, showbiznesowym świecie. Nie uważa natomiast, że członkowie jury w tych programach są nieprzyjemni dla uczestników. Boli go natomiast ich niekompetencja. "Nadmiernej krytyki w talent shows akurat nie widzę, raczej drażni mnie, gdy po raz kolejny słyszę komentarz, jak to któremuś z jurorów ciarki przeszły po plecach" - krytykuje jurorów w rozmowie z SHOW. I jak go nie kochać za taką szczerość?

Agnieszka Niedek


Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Mann | krzysztof materna | Szansa na sukce

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje