Jestem ikoną pop-kultury!

Królowa polskiego show-biznesu - Doda zdradza Ilonie Adamskiej sekret swojego sukcesu, opowiada o popularności i mężczyźnie swoich marzeń.

Nazywają cię "elektryczną laską polskiej sceny muzycznej", "królową show-biznesu", "kobietą o urodzie anioła". Czujesz się gwiazdą?
Doda: Czuję się na maksa gwiazdą. Powiem więcej - czuję się ikoną pop kultury, magicznym zjawiskiem i wszystkim tym, co najlepsze.
Wzorujesz się na jakiś gwiazdach rynku zachodniego? Masz swoje muzyczne autorytety?

Reklama

Doda: Jako takich autorytetów nigdy w życiu nie miałam. Wręcz stroniłam od nich. Jedyni artyści, którzy wisieli na moich ścianach to byli chłopcy, w których się po prostu kochałam. Teraz aż wstyd się przyznać - Kelly Family ( śmiech). Jeżeli natomiast chodzi o jakieś przedsięwzięcia marketingowe, jakieś show, koncerty, to rzeczywiście czerpię przykład z zagranicznych managmentów, "pijarowców", bo przecież same gwiazdy tego nie wymyślają. Nasz polski show- biznes kuleje, więc ciężko byłoby wzorować się na nim.

W jednym z wywiadów powiedziałaś , że najważniejszy jest wygląd, wizerunek sceniczny...

Oczywiście, że tak. Wizerunek sceniczny znajduje się ex equo na pierwszym miejscu z charyzmą. Talent i umiejętność śpiewania oczywiście też się liczą, ale bardzo prostym przykładem jest tu Madonna, która kompletnie nie umie śpiewać, jest totalnym imbecylem muzycznym, a zrobiła oszałamiającą karierę i nadal będzie ją robić. Wszyscy artyści, których wielbią tłumy są zupełnie innymi ludźmi za ścianami swojego domu, a widząc kamerę, flesze zmieniają się nie do poznania. Są to tzw. zwierzęta sceniczne. To jest ich praca, chleb powszedni, dlatego maska, którą przywdziewają jest dla nich czymś oczywistym, czymś normalnym. Muszą to robić. Nabiera się na to tysiące ludzi. Ja natomiast mam o tyle komfortową sytuację, że żadnej maski nie muszę przybierać. 24 godziny na dobę mam zryty beret (śmiech).

Na scenie trzeba się kreować czy można pozostać sobą?

Można, jeżeli bycie sobą jest równoznaczne z byciem showmanem. Ja jestem showmanką w domu, gdy śpię, cały czas jest we mnie duża dawka emocji, nie potrafię być normalna. Uważam, że można pozostać na scenie sobą - nawet trzeba, bo wtedy człowiek się nie męczy i czerpie przez wiele lat pracy w show-biznesie same korzyści. A tak... ile można udawać kogoś, kim się nie jest? Można w końcu popaść w jakieś paranoje.

Prowokujesz. Dla wielu jesteś wyzywająca, tandetna, w złym guście. Masz specjalistę od wizerunku?

Nie mam. Nigdy nie miałam, bo byłoby to równoznaczne z tym, że ktoś by mi coś narzucał, coś kazał, coś doradzał. W życiu... Nigdy... Nie, nie, nie!

Dowiedz się więcej na temat: show-biznes | śmiech | show

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje