Jestem szczęściarzem

Doskonały saksofonista, klarnecista, flecista i kompozytor. Przez wiele lat związany z zespołem De Mono. Robert Chojnacki opowiada o muzyce, nowej płycie, kobietach i planach na tegoroczne Święta Bożego Narodzenia.

Muzyczne wykształcenie zdobyłeś w Warszawskiej Szkole Muzycznej, w klasie klarnetu. Karierę zaczynałeś od współpracy z zespołem warszawskiego Teatru Syrena, zespołem Pulsar, Radar, Five i De Mono. Kiedy postanowiłeś na stałe związać swoje życie z muzyką?
Robert Chojnacki: Od zawsze byłem związany z muzyką. Mój dom był pełen muzyki. Mama kiedyś też śpiewała zawodowo, a mój starszy brat posiadał sporą kolekcję płyt z których poznawałem najciekawsze zespoły z jednej i drugiej strony Atlantyku. Dzięki temu ominęła mnie (na szczęście), wspaniała era disco.

Reklama

Twoimi przewodnikami, autorytetami byli...?
Jest to trudne pytanie, ponieważ nie da się na nie odpowiedzieć ot tak; w krótkich żołnierskich słowach. Wzorowałem się na ogół na zespołach brytyjskich i amerykańskich. Uwielbiałem zespoły z dobrymi gitarzystami, lub perkusistami. A było tego w tamtym czasie do wyboru do koloru. Cały angielski, czy amerykański rock z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych to wspaniały materiał do nauki gry na każdym instrumencie, który mnie wtedy interesował. Gitara, czy bębny były mi najbliższe!

Ale los sprawił zupełnie inaczej...
... i wylądowałem w szkole muzycznej na klarnecie. Matko jedyna! To było dopiero doświadczenie. Ale ja bardzo chciałem uczyć się muzyki, poznać jej zasady i być częścią tego środowiska. Dlatego też było mi zupełnie wszystko jedno na czym będę grać, byle tylko się dostać do tej szkoły i już (śmiech). Będąc przyszłym muzykiem moje zainteresowania muzyczne szybko zwracały się w stronę muzyki dojrzałej i różnorodnej stylistycznie. Tak jest do dnia dzisiejszego. Uwielbiam Bacha i Bad Company.

Współpracowałeś z wieloma cenionymi artystami, m.in. z Kayahą, Maćkiem Molędą, Krzysztofem Kiljańskim, Kubą Badachem, Andrzejem Piasecznym czy Pawłem Kukizem. Którego darzysz największą sympatią?
Na swój sposób każdego z tych wykonawców plus wszystkich pozostałych z którymi miałem okazję współpracować. Podziwiam ich wielki talent i profesjonalizm, czasami nawet trochę im zazdroszczę sukcesów.

Twoje najnowsze odkrycie to młoda, debiutująca wokalistka Kinga Mikulska. To ona śpiewa dwie premierowe piosenki: Tak daleko jesteś teraz i Kolacja we dwoje na Twoim najnowszym albumie pt. The Best of Robert Chojnacki. Jak doszło do tego odkrycia?
Do naszej współpracy doszło zupełnie przypadkowo. Realizator w studio puścił mi dwie piosenki z jej wokalem. Jej głos od razu wydał mi się dość interesujący, dlatego też postanowiłem zaprosić ją do spróbowania swoich sił w dwóch moich nowych piosenkach. Jedna z tych piosenek,Tak daleko jesteś teraz, zaczyna sobie dobrze radzić rozpychając się na lokalnych listach przebojów, więc chyba jest całkiem nieźle.

Co Kinga wnosi do twojego nowego krążka?
Kinga to bardzo młoda, utalentowana dziewczyna. Jest nową twarzą na naszym muzycznym rynku. A to, co może ją jeszcze bardziej wyróżnić to przede wszystkim rozpoznawalna, miła dla ucha barwa głosu i muzykalność. Za dużo nie będę opowiadać, bo jeszcze młodej artystce w głowie się poprzewraca i będzie kłopot. (śmiech)

Dowiedz się więcej na temat: święta | piosenki | Robert Chojnacki | robert | śmiech

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje