​Karolina Winkowska: Pływa, skacze, fruwa, oswaja wiatr i poskramia fale

Trzy pierwsze litery jej nazwiska tworzą słowo "win", więc nie ma innej opcji - musi wygrywać. Choć ma dopiero 23 lata, to przekonuje że jest jak wino - im starsza tym lepsza. Z Karoliną Winkowską, aktualną mistrzynią świata w kitesurfingu rozmawialiśmy w Egipcie, tuż po jej zwycięstwie w zawodach pucharu świata w Soma Bay.

Rafał Walerowski:  Karolino, zakładamy że większość z naszych czytelników doskonale wie, czym jest kitesurfing. Gdyby jednak ktoś nie spotkał się jeszcze z tą dyscypliną, prosimy o krótkie i fachowe objaśnienie...

Reklama

 - Kitesurfing to sport w którym przesuwamy się po wodzie za pomocą latawca. Do stóp mamy przymocowaną małą deskę, dzięki czemu możemy skakać, latać i pływać. Właśnie to jest w tym sporcie najpiękniejsze: skoki, przestrzeń, wolność... Spróbować może naprawdę każdy.

 A kiedy ty spróbowałaś po raz pierwszy?

 -To było latem 2004 roku na Helu. Bardzo chciałam sprawdzić, jak to jest, bo u mnie w rodzinie już pływali. I spróbowałam, choć byłam jeszcze mała, a to był nowy sport, jeszcze nie do końca bezpieczny. Pierwszych lekcji udzielał mi tata, który wcześniej pływał na windsurfingu, ale stwierdził że kite jest fajniejszy.

 Pochodzisz ze sportowej rodziny?

 - Zgadza się. Rodzice uprawiali chyba wszystkie możliwe sporty. I ja tak samo. Narty, snowboard, tenis, żeglarstwo, pływanie, strzelanie, trójbój - bo chodziłam do klasy sportowej o tym właśnie profilu. Kiedyś byłam mistrzynią Warszawy w jeździe na nartach i mistrzynią Polski w boardercrossie. W ogóle wszystko wychodziło tak naturalnie - latem były to sporty wodne, zimą góry. Jednak wewnętrzny głos wciąż podpowiadał mi, że woda to moje środowisko.

 Skąd decyzja o tym, żeby postawić właśnie na kitesurfing? Wiedziałaś, że masz do tego talent?

 - Byłam małą dziewczynką, nie sądzę, żebym cokolwiek wiedziała. Ale wszystko mi jakoś tak po prostu wychodziło w zawodach. Kiedyś mój brat zmontował filmik z moich występów i nagle zaczęły o mnie pisać zagraniczne portale, zaczęli zgłaszać się ludzie z całego świata. No i już w pierwszym roku startów w zawodach pucharu świata dwa razy stawałam na podium.

 I wtedy poszło już z górki?

 - Właśnie, że nie! Przez sześć lat nie mogłam wygrać żadnych zawodów przez przeróżne dziwne przypadki. Miałam kryzys. To było strasznie męczące. Wiesz, że pływasz dobrze, a niewiele z tego wynika. W dodatku w 2011 roku przyplątała mi się kontuzja. "Urwałam" kostkę i to była katastrofa. Byłam uziemiona, choć paradoksalnie wyszło mi to na dobre. Przez pięć miesięcy bardzo się uspokoiłam, poukładałam sobie w głowie różne rzeczy. Doszłam do wniosku, że kitesurfing to najfajniejsza rzecz w moim życiu i dalej chcę to robić. Zdobyłam nowego sponsora, a gdy w końcu weszłam do wody, okazało się że przez prawie pół roku niczego nie zapomniałam. Od razu pływałam tak, jak wcześniej!

Powstałaś jak Feniks z popiołów!

- Dokładnie. Pierwsze zawody po kontuzji prawie wygrałam. Ale najważniejsze, że w dyscyplinie pojawiło się wiele zmian na moją korzyść. Wcześniej podczas przejazdu można było zrobić 50 punktowanych trików, a ja robiłam wielkie skoki i nie byłam w stanie wykonać ich aż tak wielu jak słabsze fizycznie zawodniczki, które skakały sobie po falach. Nowy system sędziowania mówił jasno: jest 12 prób, z czego 5 najlepszych jest punktowanych. Jakość ponad ilość. Dodatkowo sędziowie mają o wiele bardziej precyzyjne wytyczne, dzięki którym oceniają na podstawie konkretów.

 Czyli można powiedzieć, że rok 2012 był dla ciebie rokiem przełomowym?

 - Tak. Pod koniec wygrałam trzy zawody z rzędu i wtedy pierwszy puchar świata federacji PKRA we freestyle'u.

 Czy kitesurfing to wymagająca dyscyplina? Jak wypoczywasz po sezonie?

 0 Tak, to wysiłkowa dyscyplina, w której narażeni jesteśmy na kontuzje. Obciążone są kolana, w dużej mierze także kręgosłup. A jak wypoczywam? Jadę nad wodę. Wakeboard, surfing, albo kite. A najlepiej wszystko na raz!

 Surfer to ma klawe życie...

 - Tak, takie życie jest bardzo fajne. Ja żyję tak od 19. roku życia od kiedy przeszłam na zawodowstwo. Pomyślałam, że skoro moje koleżanki mogą jeździć po świecie, trenować w Hiszpanii i Brazylii, to ja też tak mogę żyć. Zmieniają się pory roku a ja przemieszczam się po świecie wraz z sezonami w poszukiwaniu ciepła.

 No dobrze, ale przecież kitesurfing to nie opalanie na plaży, tylko ciężka praca. Jak dbasz o właściwe przygotowanie do sezonu? Czy jest jakiś program treningowy dla tej dyscypliny?

 - Nie ma jednego sposobu na odpowiednie przygotowanie. Tak naprawdę, to jesteśmy pierwszym pokoleniem, które uprawia ten sport. Mój trener na przykład nagrał kiedyś wszystkich zawodników i podpatruje, co oni robią. Ja z kolei oprócz pływania i rozciągania, do swojego treningu dołączam elementy jogi. Ale też fajne jest to, że niektóre triki wymyślam sama i mogę śmiało powiedzieć, że robię je jako pierwsza na świecie.

 Ale jak wymyśla się takie triki?

 - Ja akurat mam mądrego chłopaka, który potrafi mi wiele podpowiedzieć i odpowiednio nakierować. Tłumaczy, krytykuje jak trzeba. Zna się, bo sam pływał i potrafi wykonać różne akrobacje. Tej zimy na przykład nauczyłam się pięciu nowych trików. Na przykład KGB - prawdziwa perełka. Poza mną, nie robi go żadna z dziewczyn w pucharze świata.

 W czym tkwi zatem twój sekret?

 - Kwestia polega na tym, że po prostu potrafię się wybić wyżej. Latam wysoko, ale potrafię trzymać nisko "kajta", a o to właśnie chodzi. Trzeba tylko uważać na fale. Bo czasem taka trzymetrowa fala potrafi "zjeść" latawiec tak, że pęknie na pół.

Czy masz swoich wiernych fanów? Domyślam się, że ze względu na zawody rozgrywane w różnych egzotycznych zakamarkach świata nie są oni w stanie towarzyszyć ci we wszystkich eliminacjach.

 - Tak, mam swoich fanów. Prowadzę fanpage i bloga. Jednak moim najwierniejszym kibicem jest pewien pan ze Sri Lanki, który "lajkuje" dosłownie każde zdjęcie i pisze mi komentarze. O nim mogę powiedzieć, że to fan numer jeden, choć ostatnio trochę przycichł. Martwię się o niego (śmiech)

Uchyl rąbka tajemnicy - czego dotyczą wiadomości, wysyłane przez twoich fanów...

 - Ludzie piszą różne rzeczy, ale generalnie tematykę można podzielić na dwie części. Pierwsza to fachowe porady - gdzie popływać na "kajcie", jaki sprzęt kupić i tak dalej. Druga kategoria to wyznania miłosne. Dowiedziałam się na przykład, że strasznie zakochany we mnie jest pan z Dubaju. Ja jednak nie jestem zainteresowana, bo mam chłopaka. Alex to Australijczyk - były zawodnik. Pracuje w firmie dystrybuującej sprzęt, więc jest ze mną na każdych zawodach.

 A jak godzisz treningi, starty w zawodach i wyjazdy ze studiami? Da się to w ogóle połączyć ze sobą?

 - Studiuję przez internet. Mogę więc uczyć się będąc w hotelu i stamtąd zaliczać przedmioty. Jednak moje studia to tylko coś, co pomaga mi w rozwoju osobistym. Nie łączę z nimi mojej przyszłości.

 Jak zatem widzisz swoją przyszłość?

 - Myślę, że pięć lat jeszcze będę startować o ile ominą mnie kontuzje. Potem może spróbuję swoich sił w windsurfingu?

 Rozmawiamy po zawodach w egipskim Soma Bay, gdzie wygrałaś dość zdecydowanie i jesteś na dobrej drodze do zdobycia drugiego mistrzostwa świata. Czego zatem życzyć ci tu i teraz?

 - Życzcie mi, żebym nie miała kontuzji. Jeśli zdrowie dopisze, to na pewno się nie spalę i znowu zdobędę dla Polski mistrzostwo świata!

 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje