Król życia: Jan Kiepura

Nasz znakomity tenor był sławny niczym dzisiejsze gwiazdy rocka. Kobiety z różnych sfer i krajów traciły dla niego głowę. A on… radośnie z tego korzystał. Do czasu.

Nie sposób nie znać jego nazwiska, nawet jeżeli ktoś zupełnie nie interesuje się operą. Każdemu przecież kiedyś wpadły w ucho słowa: "Brunetki, blondynki - ja wszystkie was dziewczynki, całować chcę...". Tak śpiewał, ku radości tłumów. Niektórzy twierdzą nawet, że to piosenka o nim samym.

Reklama

Brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki...

Kiepura zaznał w dzieciństwie biedy, nauczył się walczyć o swoje. Miał charakter, temperament. Gdy było trzeba, umiał "wziąć za klapy" lokatora, który nie płacił czynszu jego ojcu, a potem, kiedy już brylował na salonach - wyzwać na pojedynek. Rzecz jasna chodziło o kobietę. Przystojny tenor miał bowiem wielkie powodzenie u pań i świetnie się tym bawił, co innych mężczyzn złościło.

Pewien zazdrosny narzeczony stracił nad sobą panowanie, gdy dama jego serca flirtowała ze śpiewakiem. Zaczaił się na ulicy i kiedy wyszli z kawiarni, zwyzywał mistrza od szczeniaków i łotrów spod ciemnej gwiazdy, na co ten zareagował, jak na mężczyznę przystało - wysłał mu sekundantów. Do pojedynku jednak nie doszło, bo narzeczony "uchylił się od dania satysfakcji".

Ale ja, ale ja milion kobiet kocham, albo dwa!

Promienny uśmiech i radosny "złoty" głos Kiepury zrobiły wrażenie również na Zofii Batyckiej córce lwowskiego adwokata. O mało co, a artysta by się przy niej ustatkował! Nawet ojcowie obojga się zaprzyjaźnili, niestety "Jasiek", jak nazywała Jana Kiepurę, z czasem ostygł w uczuciach. W dodatku ojciec uroczej panny trzeźwo ocenił kandydata na zięcia i w trosce o dobro córki ukrócił tę znajomość.

"Będąc zdania, że Janek kobiet z towarzystwa dotąd nie znał i nie wie o tym, że kobiety się szanuje, te zaś damy, które same włażą do jego sypialni, są ulicznicami bez względu na pochodzenie - mam to przekonanie, że kumami nie będziemy", napisał "papa Batycki" do "papy Kiepury". Może i dobrze się stało, bo Zofia w 1930 r. została miss Polonia i znakomicie wyszła za mąż.

Lecz przyznam się o jednej tylko śnię...

Śpiewak zaś dalej żył, jak chciał, a jego wielbicielki wierzyły, że któraś w końcu zostanie tą jedyną. Kiedy w 1932 r. europejską prasę obiegła plotka, że mistrz się żeni z jakąś wdową, na jego adres posypały się setki listów i telegramów z gratulacjami i wyrzutami od zawiedzionych. Swatano mu też córkę potentata prasowego z Krakowa. Z czasem go to szaleństwo znużyło.

W liście do przyjaciela napisał: "Mam wszystko: sławę, pieniądze, mercedesy 100 HP, entuzjazm tłumów wielotysięcznych, kobiety, kochanki, odznaczenia, zaszczyty, wszystkie domy Europy otwarte, wszystkie panny z otwartymi rękoma i... rozłożonymi nóżkami czekają na mnie, wszystkie teatry polują, by mnie tanio złapać, agencje z wywieszonymi jęzorami prześcigają się w ofertach, każdy minister i prezydent chętnie by mnie gościł u siebie, słowem wszystko mam, co do szczęścia trzeba, lecz szczęśliwym nie jestem".

I dalej: " Pragnę całą duszą szczerze i wiernie i do szaleństwa kochać, ale nie znajduję duszy, którą by kochać warto i którą by Bóg wyposażył jednocześnie i w mózg, i w piękną duszę!".

Dziewczyn wszak, nie jest brak, a więc bierz...

Czuł, że jego tryb życia nie ma sensu, ale... bawił się dalej. Lubił pieniądze, a one się go trzymały. Swoje bajeczne gaże lokował m.in w nieruchomościach. To na zlecenie Kiepury zbudowano elegancki hotel "Patria" w Krynicy, który uchodził za jeden z najlepszych w Europie. Otwarto go pod koniec 1933 r. W budynku była sala balowa i basen, na dachu taras widokowy, a nieopodal korty tenisowe. Ponadto hotel miał centralne ogrzewanie, hol i recepcję wyłożono marmurami, w każdym pokoju stało radio i oczywiście była łazienka z ciepłą wodą. Do "Patrii" przyjeżdżała więc elita: ziemianie, politycy, artyści.

Bo ta jedyna, słodkousta ma dziecina...

Gdy otwierano "Patrię", Kiepura kręcił w Berlinie film "Dla ciebie śpiewam". Jego partnerką była aktorka węgierskiego pochodzenia, Marta Eggerth. Z początku w ogóle się nią nie interesował. "Słynny tenor w wolnych chwilach stale był otoczony tłumem wielbicielek, z którymi rozmawiał w różnych językach", opowiadała po latach. I nawet gdy do niego dotarło, że się zakochał, wzdragał się przed ślubem. "Powiedział mi pewnego dnia: Nie możesz zostać moją żoną z trzech powodów: nie jesteś Polką, farbujesz włosy i jesteś aktorką. Odpowiedziałam mu: Polką mogę zostać przy Tobie, a włosy przestanę farbować. Ale aktorką jestem i nią zostanę" - wspominała po latach.

Pobrali się w 1936 r. w Katowicach. Kiepura odtąd się ustatkował i dbał o rodzinę. W obronie żony stanął nawet do konfrontacji z Hermannem Goeringiem. Kiedy ten składał obojgu gratulacje po jakimś występie, spojrzał na polakierowane na czerwono paznokcie Marty. "Niemiecka kobieta nie maluje rąk", zwrócił jej uwagę, ponieważ miała obywatelstwo Rzeszy. "Ona nie jest żadną niemiecką kobietą, ona jest moją żoną", odpalił Jan Kiepura marszałkowi.

Jej czar znam i tylko jej jedynej serce dam!

Wojna zastała ich w Paryżu, stamtąd wyjechali do Ameryki, gdzie też święcili tryumfy. I byli nierozłączni. Żądna sensacji amerykańska prasa nie wyśledziła żadnego skandalu z ich udziałem. Ich szczęście zburzyła śmierć Kiepury w 1966 r. Zgodnie z jego życzeniem pochowany został w Polsce, na warszawskich Powązkach. W ostatniej drodze towarzyszyły mu nieprzebrane tłumy. Marta Eggerth przeżyła męża o prawie pół wieku. Do końca pozostała samotna. Jakby nikt nie mógł konkurować w jej sercu z mężem...

Dorota Filipkowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje