Krystian Wieczorek - Odzyskana więź z ojcem

Dziś aktor w każdej sytuacji może liczyć na pomoc swego taty. Często się spotykają, razem spędzają wakacje. Ale nie zawsze tak było.

Pod koniec czerwca Krystian Wieczorek wraz ze swoim tatą, Januszem, który jest artystą malarzem, otwierają w Łodzi galerię. Aktor zajmuje się głównie stroną biznesową przedsięwzięcia, zaś jego tata artystyczną oprawą. Krystian już prawie jedną nogą zamieszkał w tym mieście, porzucając stolicę. Łodzią jest zafascynowany i cieszy się z przyjacielskiej relacji z ojcem. Trudno uwierzyć, że przez całe swoje dzieciństwo wychowywał się bez taty.

Reklama

W malutkim dolnośląskim Strzelinie chłopiec mieszkał z mamą i babcią. Imię dla niego wymyślił ojciec, zafascynowany wirtuozerią gry na fortepianie Kristiana Zimermana. Ale gdy synek miał roczek, zostawił rodzinę. Było im ciężko, ledwo wiązali koniec z końcem. Mama dzielnie zmagała się z wieloma problemami. Męskim autorytetem dla chłopca stał się brat mamy, Wiesiek, starszy od niego zaledwie o 10 lat. To on go wychowywał i rozbudził jego zainteresowania sportem, modelarstwem i harcerstwem. Jednak w głowie małego Krystiana mocno tkwił mit ojca artysty, którego wtedy jeszcze nie znał. Choć miał ogromny żal, że tata go zostawił i nie utrzymywał z nim kontaktów, to jednak całkowicie go nie skreślił. Raczej starał się zrozumieć. I marzył o tym, by jak on zostać artystą.

Dyrektorka miejscowego domu kultury wspierała ambicje młodego Krystiana, zainteresowała go teatrem, konkursami recytatorskimi. A stąd już prosta droga do aktorstwa. To Krystian, kiedy stał się dorosły, odszukał ojca i pierwszy wyciągnął dłoń na zgodę. Odnalazł go w Łodzi. Stopniowo więź między nimi stawała się coraz mocniejsza. Mama tuż przed śmiercią zachęciła syna do bliższych relacji z ojcem. Dziś dogadują się znakomicie. - Od 20 lat nadrabiam ten stracony czas i myślę, że sporo już zrobiłem - mówi "Dobremu Tygodniowi" Janusz Wieczorek. - Najlepiej by dzieci wzrastały w pełnej rodzinie i by wszystkie osoby wzajemnie się kochały. Ale czasami sytuacja bywa bardzo skomplikowana.

30-40 lat temu byłem innym człowiekiem niż teraz. Mam to szczęście, że wraz z wiekiem zmieniam się na lepsze, po prostu wiele rzeczy zrozumiałem - wyjaśnia ojciec aktora. Pan Janusz przyznaje, że Krystian jest kompletnie inny niż on był w młodości. - Na szczęście nie jest moją kalką. Bardzo odpowiedzialny, zorganizowany. Ja byłem szalony, hipisowski, taki wieczny buntownik i kontestator - śmieje się artysta. Dziś łączą ich nie tylko więzy krwi, ale prawdziwa przyjaźń i wiele wspólnych pasji, np. żeglowanie po mazurskich jeziorach. Jak się okazuje, aktor bardzo polubił także swoją macochę, którą nazywa nawet mamą.

Krystian w tym roku kończy czterdzieści lat, ale wewnętrznie czuje się jeszcze młody. A przykład czerpie właśnie z ojca. - Jest równo 20 lat starszy ode mnie. Jest dla mnie wzorem, do którego dążę. Widząc jego wygłupy, witalność i świeżość intelektualną, żaden wiek nie wydaje mi się straszny - powiedział ostatnio aktor.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje