Maja Sablewska: Czasem bywam zołzą

Jakie ma największe słabości i dlaczego woli związek na odległość? Maja Sablewska w bardzo szczerej rozmowie z SHOW odpowiada na wszystkie trudne pytania.

Uważasz się za osobę "modną"?

Reklama

Maja Sablewska: - Moda dla każdego oznacza coś innego. Dla jednego to ubrania, które możemy kupić w sklepie, dla innego ślepe podążanie za trendami, a dla mnie moda to wolność i sposób na życie. W Polsce samo hasło "moda" niesie ze sobą tak samo pejoratywny przekaz jak "celebryta". Nic konkretnego, żadnych wartości - ciuchy, metki i zapchane szafy. Tyle. Oczywiście, jak każda kobieta lubię ubrania, buty i torebki, ale preferuję mądrą i praktyczną modę. Jeśli chcę kupić drogą torebkę, to muszę sprzedać wcześniej pięć innych. Nie mogłabym żyć ze świadomością, że wydaję kilka tysięcy na torebkę, podczas gdy moi rodzice zarabiają 1500 złotych miesięcznie.

- Od trzech lat zajmuję się doradztwem wizerunkowym i to właśnie wizerunek jest doskonałym fundamentem dla kobiet, które lubią modę i styl. Nasz wygląd to pewnego rodzaju wiadomość, którą wysyłamy do otoczenia. To, jakie mamy włosy, makijaż, jakie dobieramy dodatki i jaki styl życia prowadzimy, uważam za tematy, które niosą ze sobą o wiele więcej wartości.

Dlatego uznałaś, że chcesz mieć własny program o tworzeniu wizerunku?

- To był długi proces. Na początku próbowałam do mojego projektu przekonać szefów jednej ze stacji, mówiąc, że program jest potrzebny kobietom w Polsce. Wtedy nie udało mi się ich osiągnąć celu. Usłyszałam, że wizerunek to mogą mieć osoby z pierwszych stron gazet, a zwykli ludzie nie powinni sobie tym zaprzątać głowy. Nie doszliśmy do porozumienia, bo czułam, że jest zupełnie inaczej. Za naszą zachodnią granicą czy w Stanach Zjednoczonych prawie każdy sprzedawca ma wyrazisty wizerunek, genialny styl, inspiruje.

- Na kolejnym spotkaniu w sprawie programu kilka miesięcy później i w obecnej telewizji chyba byłam bardziej przekonująca, bo szefowe stacji Małgosia Łupina i Joasia Tylman szybko pomogły spełnić moje marzenie. Tak powstał "Sablewskiej sposób na modę". Obecnie kręcę piątą edycję, której premiera odbędzie się na początku września.

Nie zraziłaś się do telewizji? Szczególnie po nieudanych doświadczeniach z "X Factorem"?

- Nie uważam, żeby te doświadczenia były nieudane - nawet jestem pewna, że były dla mnie dobre. Bardzo dobre. Wierzę w przeznaczenie. Trzy lata temu, kiedy zastanawiałam się, jak powinno potoczyć się moje życie zawodowe, usłyszałam od swojej cioci, że nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny i może w końcu powinnam zrobić coś pożytecznego, pokazując siebie w pełnej krasie. To był moment, kiedy kończyłam pracę jako agentka gwiazd, byłam już po przygodzie z "X Factorem".

- Dzisiaj uważam, że powinnam podziękować Wojewódzkiemu, który nie chciał się zgodzić na kolejne edycje show z moim udziałem. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego podarunku, bo wszystko się pięknie ułożyło. Pracując z gwiazdami, dbałam o ich interesy, ale i o wizerunek. I tym zaczęłam się zajmować.

Tym razem postanowiłaś pomagać nie gwiazdom, ale zwykłym ludziom.

- I okazało się, że to mi bardziej odpowiada. Wbrew pozorom aż tak bardzo nie skupiam się na sobie. Nawet w relacjach prywatnych więcej czasu poświęcam rodzinie niż sobie samej. Bardzo szybko uzależniam się też emocjonalnie od drugiej osoby, chociaż jednocześnie wyjątkowo cenię sobie wolność. Wciąż uczę się, jak połączyć te sprzeczności ze sobą.

Wyglądasz raczej na osobę bardzo pewną siebie i swoich życiowych wyborów.

- Na pewno nie chciałabym nigdy przez nikogo cierpieć. Ale nie boję się ponosić konsekwencji za swoje decyzje. Czasem są bardzo odważne i ryzykowne. Pewności siebie uczyłam się przez długie lata, popełniając przy tym wiele błędów. Dziś czuję, że to nie sukcesy zbudowały moją osobowość i pewność, a właśnie błędy, do których potrafiłam się przyznać i na których mogłam się uczyć. Dziś staram się też uczyć na nich bohaterki swojego programu.

Odkąd zakończyłaś współpracę z Dodą, ona zaczęła na własną rękę eksperymentować ze swoim wizerunkiem. Ostatnio wróciła do stylu seksownego kociaka.

- Ona robi to w momencie, kiedy jest zakochana. Wtedy zaczyna epatować swoją seksualnością i czasem przesadza. Prawda jest taka, że Doda najlepiej wygląda w białym T-shircie, dżinsach i z klasyczną torebką Chanel na ramieniu. Jest piękną kobietą, która nie musi zakładać na siebie świecących sukienek po kilkanaście tysięcy złotych i kręcić tyłkiem, żeby zwrócić na siebie uwagę.

Dziś chyba znowu się lubicie? 

- To jest naprawdę dobra osoba. Nie mam co do tego wątpliwości. I choć usłyszałam z jej ust wiele nieżyczliwych słów na swój temat, nie jestem na nią zła. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że współpracę z Dodą wspominam najlepiej. Byłyśmy bardzo zgranym i profesjonalnym duetem.

Współpraca z Edytą Górniak też była tak profesjonalna?

- Z Edytą było trochę inaczej. Z mojej strony najgorętsze emocje już poopadały. Ale to oczywiście nie oznacza, że pozwolę sobie na impertynencje. Był taki cytat, który padł z ust Edyty, tuż po naszej współpracy: "Gdybym powiedziała całą prawdę, to nikt by mi nie uwierzył, jaka jest naprawdę Sablewska". Mogę tylko odpowiedzieć, że gdybym ja powiedziała prawdę o tym, jak było, to boję się, że wszyscy by mi uwierzyli... Myślę, że będzie lepiej dla nas obu, jeśli damy sobie spokój.

Jest dzisiaj ktoś intrygujący w show-biznesie, dla kogo wróciłabyś do pracy agenta?

- Zdecydowanie najciekawsza jest Margaret. Dla mnie to polska wokalistka na światowym poziomie. Jestem pod wielkim wrażeniem, ile wykonała pracy nad sobą. Jak nauczyła się łączenia wizerunku z artystyczną stroną jej osobowości. Ma klasę, jakość i pozytywny przekaz. Jest autentyczna w stu procentach, co jest rzadkością na polskim rynku. Jednak podjęłam ostateczną decyzję, że nie będę pracować już z nikim z branży muzycznej.

Wojtek Mazolewski, twój chłopak, bardzo się zmienił, odkąd jesteście razem.

- Oczywiście kiedy się poznaliśmy, Wojtek wyglądał trochę inaczej. Bez wątpienia przy mnie trochę się otworzył i nabrał większej odwagi. Inaczej się ubiera, ale nie zmieniałam go. Raczej inspirujemy siebie nawzajem.

Jak sobie radzicie z napięciami?

- Różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Mieliśmy kilka takich sytuacji, kiedy powiedzieliśmy sobie dość, a później znowu się okazało, że nie potrafimy bez siebie żyć. Ja naprawdę niczym się nie różnię od tych kobiet, które zapraszam do programu. Też mam problemy w rodzinie, problemy w związku.

Otwarcie opowiadałaś o swoich doświadczeniach. Na przykład o poronieniu. Nie bałaś się takiej szczerości?

- Nie znoszę poprawności politycznej i nie mam zamiaru mówić tego, co ludzie chcą w danym momencie usłyszeć. W moim programie stawiam na szczerość. Szczerość za szczerość. Jestem sobą i nie mam zamiaru nikogo udawać. Biorę za te kobiety ogromną odpowiedzialność. Lubię ich słuchać. Często jestem jedyną osobą, przy której mogą się wygadać. Bardzo jestem im wdzięczna za zaufanie.

O czym najchętniej chcą rozmawiać twoje bohaterki?

- Mam na przykład bohaterkę, którą mąż zostawił po 20 latach z czwórką dzieci, bo postanowił się wyszaleć. I ta kobieta znalazła sobie młodszego o 16 lat partnera. Wyznanie, że ma młodego chłopaka, było dla niej naprawdę wielkim wysiłkiem. No bo przecież tylko mężczyźni mogą mieć młodsze od siebie partnerki. Prawda? (śmiech)

A jaka ty jesteś w związku?

- Najlepiej gdybyś zapytał o to Wojtka. Staram się być dla niego dobra, po prostu. Nie jesteśmy stereotypową parą. I nie zapowiada nam się normalne życie. Żyjemy na odległość, co specjalnie nam nie przeszkadza. Bo najważniejsze jest, abyśmy czuli się bezpiecznie w bezpiecznym związku, a nie w bezpiecznej odległości. Ja jestem niezależną kobietą i staram się akceptować mężczyzn za ich wady i zalety. Ale nie ukrywam też, że czasem jestem zołzą. Czyli szczerą aż do bólu, zwyczajną i pewną siebie babą. Często zresztą rozmawiam o mężczyznach w swoim programie.

Czasami kobiety traktują seks jako formę nagrody...

- Tego nie znałam (śmiech). Ja seks akurat bardzo lubię i nie stosuję takich gierek. W piątej edycji mojego programu pojawi się bardzo dużo tematów związanych z seksem. Kobiety lubią o nim rozmawiać i najłatwiej się wtedy przede mną otwierają.

Konsultowałaś z Wojtkiem sesję do magazynu "Playboy"?

- Tak. I szczerze mówiąc, nie lubię wracać do tego tematu. O tej sesji bardzo długo rozmawialiśmy, niejednokrotnie kończyło się to awanturami.

Jesteście wyjątkowo wybuchową parą.

- Bardzo! Nasza relacja jest pełna napięć. W większości pozytywnych na szczęście. Staramy się nie tłumić niczego, tylko od razu wykładać kawę na ławę. W związku trzeba szczerze rozmawiać - każdy to wie, ale nie każdy ma na to odwagę. My mamy. Czasem rozmawiamy od zachodu słońca aż do wschodu.

Ale nie ma wątpliwości, że rozbieranie przed obiektywem ci się spodobało.

- Lubię moją sesję dla "Playboya". Na razie nie planuję innych rozbieranych sesji. Jeszcze parę lat temu miałam milion kompleksów. Potem moje życie ułożyło się dość przewrotnie. Dzisiaj postawiłam na swój wygląd, swoją kobiecość. Jest mi miło, że ktoś to docenił, choć zastanawiałam się przed podjęciem decyzji długie miesiące. Finalnie "Playboy" zgodził się na wszystkie moje warunki. Dlatego się udało.

Przecież lubisz swoje ciało. Świadczą o tym chociażby tatuaże.

- Lubię. Chociaż mam świadomość, że nie jestem idealna. Tatuaże zaczęłam robić w bardzo ciężkim okresie mojego życia. W pewnym sensie wyciągnęły mnie z dołków, w które wpadli moi koledzy. Mówię tu oczywiście o różnych uzależnieniach: narkotykach, alkoholu czy nawet papierosach. Moim uzależnieniem stały się więc tatuaże. Już ich nawet nie liczę. Po pierwsze dlatego, że łączę je ze sobą, a ponadto ich liczba przeraziłaby pewnie moich rodziców. Mam ich bardzo dużo i będzie ich jeszcze więcej! Na tatuaże wydałam już fortunę, ale nie żałuję ani złotówki. Część robię w Polsce w Juniorink albo latam do Londynu, Manchesteru i do Stanów Zjednoczonych.

Stany będą ci się jednak kojarzyć nie tylko z tatuażami. To tam zaręczyłaś się z Wojtkiem. Gdzie będzie ślub?

- Ślub nie jest celem w naszym życiu. Jest nam dobrze tak, jak jest, na ten moment. Co będzie jutro, nie wiem. Jestem kobietą, która chce być pewna swoich wyborów i nie będę robić nic na siłę.

Może to kwestia niedojrzałości?

- Akurat uważam, że jestem aż za bardzo dojrzałą osobą. Staram się mieć całe swoje życie pod kontrolą. Czasami marzę, aby po prostu odpuścić i dać się ponieść spontaniczności. Ale są w moim życiu pewne zasady, których nie chcę łamać.

Ślubu nie będzie. A chciałabyś zostać matką?

- Nigdy nie mówię "nigdy". Dzieci chciałabym mieć. Ale uważam, że macierzyństwu trzeba się poświęcić absolutnie. Nie jestem jeszcze na to gotowa, choć podobno nigdy nie ma dobrego momentu na dzieci. Tak mówią moje koleżanki. Ja jednak jestem pochłonięta programem i kobietami, z którymi pracuję. Bardzo kocham to, co robię i oddaję się temu w 100 procentach.

Masz jakieś słabości?

- Praca to podobno najznakomitszy wybawca wszystkich słabości. A moja praca to moja pasja, moja potrzeba i moja siła.

Oskar Maya

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje