Mistrz i Małgorzata

Ma 51 lat. Francuski gwiazdor urodzony w USA. Światową karierę zaczął rolą Tarzana, ale najbardziej znany jest z sagi o nieśmiertelnym Szkocie Connorze MacLeodzie. W Warszawie kręcił film "Kierowca" w reżyserii Jerome´a Dassiera. Z małżeństwa z Diane Lane ma 15-letnią córkę Eleonorę Jasminę. Obecnie jest w związku z Sophie Marceau.

Małgorzata Domagalik: Pana najbliższe otoczenie mówi, że przede wszystkim jest Pan dżentelmenem.

Reklama

Christopher Lambert: Dżentelmenem?

Tak.

Podoba mi się to. Myślę, że dobrze jest być uważanym za takiego. Nie tylko wobec kobiet, ale wobec ludzi w ogóle.

I jeszcze mówią, że prawdziwa gwiazda, czyli Pan, nie zachowuje się jak gwiazda.

Mam nadzieję, że zachowuję się zupełnie normalnie.

Stara się Pan?

Ja właśnie się nie staram. Jestem, jaki jestem. Ludzie nie powinni się zmieniać tylko dlatego, że są sławni. Oczywiście ja też mam swoje humory, złe momenty, jak każdy z nas, ale zwykle jest jakiś powód, a nie tylko fanaberia. Kocham swoją pracę i staram się wykonywać ją jak najlepiej. Jednak jestem tylko człowiekiem.

Jeszcze nie znudziło się Panu granie?

Nie. Raczej nie. Przynajmniej nie teraz. W mojej pracy wszystko zależy od scenariusza. Po dwudziestu pięciu latach spędzonych w tym zawodzie mam już wolność wyboru. Ostatnie cztery lata wybieram wyłącznie role, które mnie interesują.

Możliwość decydowania o tym, co się robi, to jest coś.

Tak, tylko że na początku nie zawsze ma się możliwość wyboru...

Tak, ale przecież pracuje się po to, żeby to osiągnąć.

Owszem. Ja miałem szczęście, bo grałem tylko w filmach, które mi się podobały.

Lubi Pan dziennikarzy?

Nie lubię krytyków, ale dziennikarzy lubię. Generalnie szanuję ludzi, których pasjonuje ich praca, a to zawsze można od razu zauważyć. Zawsze! Jeśli to wyczuwam, to czuję do nich respekt. Jeżeli chodzi o krytyków, to nie mam problemu z tym, że krytykują film, spektakl czy obraz, ale nie lubię sposobu, w jaki to robią. Nigdy nie jest on obiektywny. Zawsze jest: "Ja myślę, że to jest złe", a nie na tym polega praca krytyka. Krytyk może powiedzieć, że jemu się coś nie podoba, ale powinien też zachęcić ludzi do tego, żeby poszli na wystawę, posłuchali płyty, zobaczyli film czy obejrzeli pokaz mody i sami wyrobili sobie opinię. Nie chodzi o to, żeby generalizować i pisać, że coś jest po prostu złe i nie warto temu poświęcić czasu.

Na Panu też nie zostawiali suchej nitki?

Tak, dość często, ale zła krytyka też mnie dużo nauczyła, pod warunkiem że była inteligentna i konstruktywna. Zdarzało się, że pisano: "Dlaczego on gra w czymś, w czym nie jest dobry". Wówczas zastanawiam się, czy przypadkiem jednak nie mają racji. Jednak jakaś miażdżąca krytyka nigdy nie zmieniała mojego życia.

Nigdy?

Nie, nigdy. Jeśli ktoś pisze o mnie, że jestem geniuszem, to wiem, że to też nie jest opinia obiektywna. W żadnej dziedzinie, w żadnym biznesie nie ma ani ludzi najgorszych, ani geniuszy. Tacy ludzie po prostu nie istnieją.

Dowiedz się więcej na temat: problem | doświadczenie | krytyka | film | okulary | córka | ojciec | oczy | Mistrz i Małgorzata

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje