Moje wszystko na sprzedaż

Gwiazda telewizji, błyskotliwy prowokator, mistrz inteligentnego grepsu. Wiadomo o nim niewiele, bo jak sam twierdzi, dziennikarzom najchętniej opowiada o sobie brednie. Ale dla nas Kuba Wojewódzki zeznawał pod przysięgą: prawdę i tylko prawdę. Chwilami zaskakującą.

Twój STYL: Podobno chciałeś być aktorem. Czemu nie jesteś?
Kuba Wojewódzki: Ktoś mądry mi wyperswadował.

Reklama

Psychoanalityk?
KW: Nie chodzę do ludzi, którzy ponoszą w życiu same porażki. A te porażki potem spacerują po ulicach. To była Zofia Mrozowska, wielka postać polskiego kina, a przy okazji nasza sąsiadka. Takim przedniojęzykowym "ł" powiedziała mi kiedyś: "Jakub, twoje marzenia są funta kłaków niewarte. Bo albo zagrasz halabardnika w teatrze w Kielcach, albo przy odrobinie szczęścia, ale będzie to musiała być gigantyczna odrobina, zostaniesz kimś". I jestem jej wdzięczny. Dziś mało kto zostaje kimś w aktorstwie. Raczej zostaje się byle kim. Poszedłem w dziennikarstwo. Brawurowa kariera, ale to już wiesz.

Wcześniej zaliczyłeś jeszcze sześć lat w liceum. Było tak dobrze, że nie mogłeś się rozstać?
KW: Tak, z ciałem pedagogicznym, a było to najbrzydsze z ciał, jakie kiedykolwiek spotkałem. Jeśli pytasz o fakty, to gdzieś pod koniec liceum w szkole pojawił się pedagog, który zrobił nam testy na uzdolnienia i inteligencję. Miały nas predestynować do dalszej edukacji. Niestety, zarządził je po lekcjach, przez co uznałem, że jest gwałcicielem mojej suwerenności. Testy składały się z odpowiedzi a, b, c, postanowiłem więc zabawić się w komputer Odra 3000, stawiając tzw. ptaszka, gdzie popadnie. Po teście zapadła dramatyczna, jak się później okazało, cisza. W końcu wezwano moją mamę do poradni, gdzie pan psycholog, patrząc jej głęboko w oczy, powiedział: "Syna tylko i wyłącznie do prostych prac budowlanych. Inna przyszłość nie jest mu pisana". Pół roku później dostałem się na dziennikarstwo.

Wiem, poszło ci brawurowo.
KW: Bezczelnie mi przerywasz. A ja drugiego dnia studiów miałem już legitymację dziennikarską i angaż. Od tamtej pory nie było chwili, żebym nie pracował w tym fachu. Robię to niemal od dziecka. Jestem Gosią Andrzejewicz dziennikarstwa!

Czyje zdjęcia wisiały w twoim chłopięcym pokoju? Miałeś idola?
KW: To jest chyba temat do naprawdę gruntownej psychoanalizy. Ja już się z tego na szczęście otrząsnąłem, ale Freud pewnie wykrzesałby jeszcze niezłe story. Pierwszą rzeczą, którą sobie powiesiłem, była połówka plakatu King Konga. W tamtych czasach plakaty się zdobywało. Trzeba było odpowiednio napaść na pana, który je rozwiesza. No i raz mi się udało. Ale byłem z kolegą. Ja dostałem dół małpy, kolega głowę. Po dwóch latach zdobyłem wprawdzie jego połówkę i miałem całość, ale nie da się ukryć, że przez istotny fragment wczesnego życia wielbiłem na mojej ścianie dupę małpy.

Dowiedz się więcej na temat: Kuba Wojewódzki | Kuba | krystian lupa | lupa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje