Nie takie smutne życie

Chciała być wybitną artystką, świetną matką i kochającą żoną. Udało jej się, choć za realizację marzeń zapłaciła ogromną cenę. O życiu i twórczości Katarzyny Kobro, wybitnej awangardowej artystki, opowiada Małgorzata Czyńska, autorka książki „Katarzyna Kobro. Skok w przestrzeń”.

Aleksandra Suława: Jeśli 20-letnia dziewczyna zakochuje się w niedowidzącym mężczyźnie bez ręki i nogi, to kim jest? Romantyczką? Idealistką?

Reklama

Małgorzata Czyńska: - Po prostu zakochaną dziewczyną! A ten kaleka - żołnierz, a potem artysta -  Władysław Strzemiński nie tylko na młodej Katii Kobro zrobił wrażenie. Podobno miał taką charyzmę, że do późnej starości potrafił wzbudzać zainteresowanie studentek. Nic dziwnego, że i na Kobro podziałał jego urok.

To może była idealistką, która wierzyła, że związek z tym mężczyzną może się udać?

 - Wiemy, że mimo kalectwa Strzemiński był bardzo sprawny. Ale na pewno na co dzień Kobro musiała mu pomagać. Przede wszystkim jednak oboje mieli wspólny cel - sztukę - i oboje byli idealistami. I dla Kobro, i dla Strzemińskiego to była najważniejsza rzecz w życiu. I właśnie ta determinacja do uprawiania sztuki ich połączyła. Dla nich twórczość była istotniejsza niż komfort życia, przyjaciele czy rodzina.

Skoro byli takimi idealistami, to pewnie twórczość była też ważniejsza od pieniędzy...

- Oni przez całe życie niczego się nie dorobili. Żyli może nie w nędzy, ale bardzo skromnie, bo uważali, że twórczość nie jest na sprzedaż, ale że  powinna służyć ludziom i zmieniać rzeczywistość.

Brzmi jak utopia...

- Kobro traktowała swoje rzeźby jak laboratorium formy nowoczesnej, chciała, żeby rzeźba zespoliła się z życiem. W  swojej teorii rzeźby otwartej na przestrzeń uważała, że rytm następujących po sobie kształtów może organizować życie człowieka i wpływać na nie.

Nadal brzmi jak utopia. I to skomplikowana utopia.

- W pierwszej chwili to wydaje się trudne i abstrakcyjne. Jednak wyobraźmy sobie, że jej rzeźby, te otwarte formy, rosną do gigantycznych rozmiarów i stają się domami czy biurowcami. Przecież to, jak wygląda osiedle, na którym żyjemy, ma wpływ na nasze życie, prawda? Kobro pisała: "Architektura wymaga całkowitego związku; rozmieszczenia rzeczy utylitarnych, wynalazków konstrukcyjnych, jakości barwy i kierunku kształtów, które same unoszą i kierują rytmem życia człowieka w architekturze".

Mówiła pani, że dla sztuki Kobro potrafiła poświęcić wiele. Jednak, gdy przyszła wojna, to właśnie sztukę poświęciła, by ratować rodzinę.

- Kobro rzeczywiście była gotowa poświęcić wszystko dla dziecka. Moment urodzenia córki, Niki - wyczekanej dziewczynki -  to moment, w którym kończy się twórcze życie Katarzyny. Co więcej, z książki Niki Strzemińskiej wiemy, że pod koniec okupacji Katarzyna Kobro porąbała i spaliła swoje drewniane rzeźby, żeby ugotować jedzenie dla dziecka.

Brzmi jak dylemat współczesnej Polki: jak pogodzić macierzyństwo z karierą zawodową?

- W przypadku Niki było to szczególnie trudne. Dziewczynka była wcześniakiem, dużo chorowała, przez pierwsze dwa lata życia bezustannie płakała. Tworzenie w jednym mieszkaniu z wyjącym dzieckiem było niemal niemożliwe. Strzemiński uciekał do sąsiada malarza, z którym dyskutował o sztuce, a Kobro zajmowała się małą. Jeśli rzeźbiła, to tylko jakieś prototypy z papieru czy kartonów - przedmioty, które łatwiej było tworzyć przy małym dziecku niż metalowe konstrukcje. Dopiero w 1947 roku na krótko wróciła do rzeźbienia.

W czasie wojny to również ona pracowała, podczas gdy Strzemiński tworzył. Nie mógł czy nie chciał jej pomagać?

- Z jej zapisków wiemy, jak wiele wysiłku kosztowało ją to, by zapewnić rodzinie minimum. Jednak niesprawiedliwością byłoby mówić, że Strzemiński uciekał od odpowiedzialności. Dopóki mógł zarabiał, uczył w szkole. Potem rysował pocztówki okolicznościowe, razem z żoną produkował torby z dykty.

A może bezpieczniej było nie tworzyć? Hitler nowoczesnych artystów uważał za wrogów.

- Dla nich to zagrożenie było ogromne. Znaleźli się na celowniku hitlerowców, jako artyści tworzący sztukę "zdegenerowaną". Dodatkowo Strzemińscy przed wojną nie byli jakimiś anonimowymi twórcami, ale artystami awangardy, organizatorami Międzynarodowej Kolekcji Sztuki Nowoczesnej, którzy otwarcie wypowiadali się na tematy polityczne. A za takie wypowiedzi mogła ich czekać wywózka na roboty, obóz koncentracyjny, śmierć.

Bezpieczeństwo miało zapewnić Strzemińskim wpisanie na tzw. listę rosyjską.

- Na tę listę "uprzywilejowaną" mogli się zapisać ze względu na rosyjskie pochodzenie Kobro. I rzeczywiście ten wpis, nadający im status zbliżony do tego, nadawanego volksdeutschom, pewnie uratował im życie. To dzięki liście życie Strzemińskich podczas wojny toczyło się w miarę spokojnie. Dostawali kartki żywnościowe takie same jak te, które przysługiwały Niemcom.  Poza tym wiadomo było, że podpisanie tej listy chroniło ich przed wywózką. Myślę, że to była strategia przetrwania, dla Katarzyny Kobro tym naturalniejsza, że zawsze czuła się Rosjanką. Dla Strzemińskiego był to bardzo koniunkturalny ruch, który miał chronić rodzinę i jego artystyczny dorobek.

A mimo to, do końca życia oskarżał żonę o to, że zmusiła go do podpisania listy.

- Nie tylko oskarżał. On ją znienawidził. To może się wydawać niesamowite, że człowiek w ciągu kilku lat przechodzi od miłości do nienawiści, jednak czytałam powojenne wypowiedzi różnych osób z otoczenia Kobro, którzy potwierdzają, że Strzemiński po wojnie mówił o niej okropne rzeczy.

To znaczy?

- Zaczął traktować żonę jak wroga. Świadkowie przyznają, że Strzemiński nazywał psa imieniem swojego teścia, że wyzywał Katarzynę od hitlerówek. Ich sąsiadka opowiada, że często na ciele Kobro widziała siniaki, ślady po uderzeniach kulą inwalidzką męża. Być może Strzemiński swoje poczucie winy z powodu podpisania listy przekuł w nienawiść do Kobro. Ona też nie pozostawała mu dłużna w niechęci i przykrych słowach. Tylko jeśli chodzi o sztukę byli wobec siebie nadal lojalni.

Gdyby Kobro żyła dzisiaj i poprosiła przyjaciółkę o radę, pewnie usłyszałaby : Zabieraj dziecko, zabieraj graty i składaj pozew rozwodowy...

- Nie ona. Nika Strzemińska w wywiadzie ze Stanisławem Grzelą powiedziała, że rozwód nie przyszedł matce do głowy, bo w tamtych czasach był nie do pomyślenia. Rozwody może były wtedy rzadsze, może trudniejsze do przeprowadzenia, ale były. Jednak Kobro nie chciała odchodzić od Strzemińskiego. A przecież ich wspólne życie dalekie było od sielanki. A gdy to on odszedł, wpadła w rozpacz.

Czyli musiała go kochać?

- Opis i ocena relacji między ludźmi to trudna sprawa. A już cudzych uczuć, o których wiemy jeszcze mniej, tym bardziej nie chcę nazywać i oceniać. Wiadomo, że Kobro była załamana rozpadem rodziny, wpadła w rozpacz tak wielką, że na pewien czas przeprowadziła się do niej jedna z przyjaciółek, bo Kobro nie była w stanie normalnie funkcjonować, czuła się osamotniona.

I już nie zdążyła ułożyć sobie życia na nowo.

- Lata po odejściu męża to straszny czas w życiu Katarzyny Kobro. Nieustanna walka o byt, o zapewnienie podstawowego  minimum. Ze sztuki nigdy się nie utrzymywała, posadę wykładowcy, którą mogłaby objąć w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi, skutecznie blokował Strzemiński. Artystka zarabia szyjąc zabawki, wiemy, że kiedy latem jej córka wyjeżdża na wakacje, ona sama żywi się głownie tanimi ogórkami z solą. Potem są choroba nowotworowa i samotna śmierć. Mąż nawet nie przyszedł na pogrzeb.

Smutny koniec.

- Smutny i tragiczny, tak jak jej ostatnie lata. Dramatyzm tego okresu straszliwie determinuje nasze myślenie o biografii Kobro, jako o straszliwie smutnym życiu. Sprawia, że częściej mówimy o niej jako o ofierze męża, o ofierze losu, niż o wybitnej artystce, którą była.  Tragedia ostatnich lat przysłania obraz odważnej wyemancypowanej kobiety, awangardowej rzeźbiarki. 

-----

Katarzyna Kobro (ur. 26 stycznia 1898 roku w Moskwie, zm. 21 lutego 1951 roku w Łodzi) - wybitna rzeźbiarka awangardowa, żona artysty Władysława Strzemińskiego, członkini grup artystycznych "Blok", "Praesens" i "a.r".

Urodziła się w Moskwie, ale miała wielonarodowe pochodzenie - ojciec był Niemcem, matka Rosjanką. Do Polski, w której spędziła cale swoje dorosłe życie Kobro przyjechała jako dwudziestolatka, po ślubie z Władysławem Strzemińskim.

Artystyczny dorobek Kobro, choć skromny ilościowo, odegrał ogromną rolę w rozwoju rzeźby awangardowej XX wieku. Jej podstawowym celem było stworzenie abstrakcyjnego dzieła sztuki które będzie płynnie łączyło  się z otaczającą go  przestrzenią. Dążyła do zatarcia podziału na "zamkniętą bryłę" i otaczającą ją "otwartą przestrzeń".

Wśród badaczy i miłośników sztuki Katarzyna Kobro budzi zainteresowanie również ze względu na swoja biografię. Przeżycia wojenne, podpisanie "listy rosyjskiej", dramatyczne rozstanie z mężem, powojenny proces o "odstępstwo" od narodowości Polskiej, a w końcu choroba nowotworowa, to tylko niektóre dramatyczne wątki z życia Katarzyny Kobro.

Dziś większość prac Katarzyny Kobro znajduje się w zbiorach Muzeum Sztuki w Łodzi.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje