O szczęście trzeba dbać

Ivan Komarenko opowiada Ilonie Adamskiej o swoim dzieciństwie, kobietach i grze w serialu " M jak miłość" .

Urodziłeś się w Niżnie-Ilimsku, wychowałeś w Rudnogorsku, gdzie ukończyłeś szkołę średnią. Jako czternastolatek po raz pierwszy zacząłeś występować publicznie w miejskim domu kultury na dyskotekach. Wówczas towarzyszył ci zespół "Metronom", który przyjechał z Kazachstanu. Dzięki chłopakom z zespołu, jak piszesz na swojej stronie internetowej, uświadomiłeś sobie, że muzyka jest warta tego, żeby poświęcić się jej bez reszty. Postanowiłeś zrezygnować z zawodu maszynisty, który przez wiele lat cię fascynował i związałeś się z muzyką na dobre i na złe. Dziś tego żałujesz?

Reklama

Ivan Komarenko: Nie żałuję. W pewnym sensie jestem śpiewającym maszynistą. Tak się składa, że w swoim zawodzie muszę dużo podróżować, a ja bardzo lubię podróże.

Jako nastolatek wyjechałeś do Moskwy w poszukiwaniu lepszego życia. Poznawałeś nowych ludzi, wśród których była dziewczyna o imieniu Ina. Ina była chora na stwardnienie rozsiane. Mieszkała w tym samym hotelu, co ty. Zaprzyjaźniliście się ze sobą i obiecaliście pomagać sobie nawzajem. Odprowadzałeś ją do ośrodka terapeutycznego, a ona przedłużała twój pobyt w hotelu. Dzięki Inie pewnego dnia odwiedziłeś polski kościół, gdzie dowiedziałeś się o zlocie młodzieży w Częstochowie z okazji przyjazdu Papieża. Jaki wpływ na dalsze twoje losy miała ta wizyta? Czy podczas swojej pierwszej wizyty w Polsce przeczuwałeś, że w przyszłości nasz kraj zostanie twoją drugą ojczyzną?

I.K.: Nie spodziewałem się, że moje życie tak się ułoży w Polsce. Byłem bardzo młody i brakowało mi wsparcia. W Polsce spotkałem dobrych i życzliwych ludzi. Dzięki swojej wrażliwości wyczułem, że tu mogę zamieszkać na dłużej. Później wracałem do Polski jeszcze dwa razy, aż zostałem na zawsze.

We Wrocławiu uczęszczałeś przez rok do szkoły języka polskiego dla cudzoziemców. Po jej ukończeniu podjąłeś studia na Uniwersytecie Warszawskim, na Wydziale Filologii Języka Polskiego. Jak wspominasz swoje studenckie czasy? Jakim byłeś studentem?

I.K.: Pierwsze dwa lata były najtrudniejsze. Bardzo się starałem. Zanim zacząłem studiować, przeszedłem bardzo ciężką drogę. Nie dostałem się tam dzięki znajomościom. To było szczęście, a o szczęście trzeba dbać.

Dowiedz się więcej na temat: zawód | wytwórnie | "Taniec z gwiazdami" | TVN SA | miłość | taniec | szczęście

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje