Pierwsza do recytowania

Umiała czytać już jako pięciolatka. Zadania z matematyki rozwiązywała dla rozrywki. Sukienki szyła na godzinę przed imprezą. Tatuaż, kolczyk w nosie, wegetarianizm... Romie mama pozwalała niemal na wszystko.

Aktorka wkrótce będzie podwójną mamą. Ma już dwuletniego synka Klemensa, a teraz na świecie pojawi się córeczka Jadwiga. Taki czas skłania do przemyśleń. Jakim ona sama była dzieckiem? Za co jest wdzięczna mamie? Czego chce uczyć własne dzieci?

Reklama

Wychowywała się w Bydgoszczy, w niezbyt zamożnej rodzinie. "Ale moja mama Alina potrafiła wszystko tak urządzić, że niczego mnie i siostrze nie brakowało. Dawała nam poczucie bezpieczeństwa. Mój ojciec mieszkał w Niemczech i miałyśmy z nim słaby kontakt, ale mama potrafiła o wszystko zadbać sama. Ja natomiast zawsze byłam dojrzałym jak na swój wiek dzieckiem. Mama bez obaw mogła więc pozwolić mi opiekować się młodszą o dwa lata siostrą Moniką. A ona była przekornym łobuziakiem. Musiała spróbować wszystkiego, co zabronione, np. uwielbiała wybiegać na ulicę.

Monika śmieje się dziś, że moja córka będzie niedługo mówiła do mojego synka: »Mamusia nam tego nie pozwoliła robić!«, tak jak ja kiedyś do niej". Roma była dzieckiem spokojnym i chętnym do nauki. Od zawsze wzorowa uczennica. Do dziś w rodzinie krąży anegdota o babcinej książeczce do nabożeństwa, z której Roma nauczyła się czytać. "W wieku pięciu lat pytałam o każdą literkę, której nie znałam. I nagle okazało się, że umiem czytać", opowiada. Potem Roma uwielbiała rozwiązywać dla relaksu zadania matematyczne. Ale miała duszę artystki: pierwsza do recytowania wierszy, pierwsza do rysowania.

"Szczególny talent plastyczny miał mój dziadek. Niemal maniakalnie robił w zeszytach najróżniejsze szkice. Mama, choć nigdy nie kształciła się artystycznie, czego nie dotknęła, wychodziło jej pięknie. Potrafiła np. szyć nam ubrania z wykrojów z »Burdy«. Ja natomiast lubiłam ozdabiać okładki. Formowałam na nich wymyślne kolaże: z futerka, czasem nawet... z drutów. Chciałam zdawać do liceum plastycznego.

Ale zrezygnowałam z prostej przyczyny - mojej mamy nie było na to stać. Uczniowie sami musieli płacić za przybory malarskie", wspomina. Wybrała więc sąsiadujące z "plastykiem" liceum. Nie zastanawiała się długo. "Spodobała mi się fasada budynku i decyzja zapadła. Pamiętam, że wśród młodzieży krążył wtedy mit »hadesu«, czyli tajemnego miejsca urządzonego w szalecie przez uczniów. Miały się tam dziać rzeczy straszne. Ale niczego takiego nie widziałam", śmieje się aktorka.

W liceum była posiadaczką tzw. czarnych zeszytów. Zamazywała ich okładki na czarno, a środek zapełniała poezją zawsze pisaną ozdobną czcionką. Sama szyła sobie sukienki, zwykle na godzinę przed wyjściem, bez wykończeń i w wielkim pośpiechu. Przez trzy lata każdą wolną chwilę spędzała w teatrze plastycznym, gdzie szyła dekoracje, kostiumy, grała i pisała. Zaczęła też wyjeżdżać na warsztaty artystyczne za granicę, gdzie młodzież miała więcej możliwości, i wtedy zrozumiała, że sztuka ma wiele wymiarów i nie warto poświęcać się jednej dziedzinie.

W okres młodzieńczego buntu weszła tylko powierzchownie. Zrobiła sobie pierwszy tatuaż, przefarbowała włosy. "Tak naprawdę nie miałam się przeciwko komu buntować. Mama mi ufała, wiedziała, że może mi na wiele pozwolić, bo nie zrobię ani sobie, ani nikomu innemu krzywdy", wspomina. Mogła wracać z imprez nad ranem i decydować, że od dziś zostanie wegetarianką. "Gdybym miała podziękować mamie za to, jaka była, nie wystarczyłoby na to papieru. Wspierała, powtarzała, że zawsze dam sobie radę. Choć nie było nas stać na lekcje pianina, ona aprobowała każdy mój nowy pomysł.

Nie pukała się w czoło, nie podcinała skrzydeł, tylko pomagała. Uczyła też szacunku do innych, potrafiła być zupełnie bezinteresowna, co dziś jest rzadko spotykane. Robiła zakupy sąsiadce z czwartego piętra, bo ta jeździła na wózku. Czasem nawet czytała jej książki. Moja siostra odziedziczyła tę pasję społecznika. A ja? Kiedy odkrywam w sobie cechy mamy - spokój i ciepło - czuję wielką dumę.

Tak jak ona kocham motywować młodych ludzi do działań i stąd m.in. powstał pomysł studium aktorskiego. Staram się przekazać im swój warsztat, a jednocześnie próbuję uświadomić piękne cechy, jakie posiadają, i namówić do rozwijania talentów. »Działajmy, szkoda czasu na gadanie« - kiedyś to było motto mojej mamy, a dziś jest także moje".

Dowiedz się więcej na temat: Roma Gąsiorowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje