Piotr Polk: Mężczyzna musi mieć jakieś wady

– Ja mogę już mężczyznom wytknąć ich wady, bo pięćdziesiątka to taki wiek, że na wiele rzeczy patrzy się z dystansem – powiedział nam aktor.

Ma bezczelnie prosty światopogląd. Facet z kręgosłupem i bez brylantyny we włosach. Zamiast na bankiet, woli iść z kumplami na wódkę albo własnoręcznie zrobić kredens. Czerwony dywan go uwiera, a pozerstwo żenuje. Interesuje go uczciwe życie, bez półtonów, które inni nazywają kompromisem. I bycie przyzwoitym człowiekiem. Normalny mężczyzna na nienormalne czasy.

Reklama

Świat Kobiety: 50 proc. ankietowanych w jednym z badań socjologicznych stwierdziło, że mężczyźni są dziś mniej męscy niż kiedyś.

Piotr Polk: - Mężczyźni są mniej męscy, bo oddali pole kobietom. A może nie oddali, tylko bardziej przestali się na tym polu sprawdzać jako mężczyźni. Stali się tchórzami w podejmowaniu decyzji, tchórzami wtedy, kiedy podejmą złą decyzję, uciekają przed odpowiedzialnością. Zaczynają widzieć tylko siebie. I to nawet nie takimi, jakimi są, a takimi, jakimi chcą być. A ja wolę, żeby facet był złożony z wad, ale żeby był prawdziwy. Bo inaczej jest jak celofan.

- Co możesz zarzucić celofanowi? Nic. Jedyną jego wadą jest to, że jak będziesz chciała go cichuteńko schować do torebki, to wywołasz poruszenie, bo będzie głośny. A poza tym? Jest idealny. Nie zakrywa obrazu, jest delikatny, ma nawet w sobie coś szlachetnego. Ale zawsze będzie tylko celofanem. I coraz częściej takich mężczyzn spotykam, szczególnie na planie filmowym. Skupiają większą uwagę nie na tym, jak zagrać, a na tym, żeby dobrze wyglądać. Tęsknię za czasami, kiedy mężczyzna wkładał garnitur i miał kapelusz na głowie - to były takie męskie atrybuty. Nawet jeśli przesiadywał w szynkach do późnej nocy. Bo dziś faceci przesiadują w gabinetach odnowy biologicznej albo na siłowniach.

To coś złego?

- To dobrze, że mężczyźni zaczęli o siebie dbać. Bo lubię jechać windą z facetem, który jest zadbany, a nie czekać, aż wreszcie wysiądzie na IV piętrze. Cieszę się, że facet dba o włosy, paznokcie i buty, że regularnie chodzi do siłowni. Ale to zależy, po co do tej siłowni idzie. Większość z nich, choć ma wyrzeźbione ciało, to jak poprosisz, żeby przesunął o dwa metry kanapę, stęka, jakby przesuwał słonia. Bo w tych pięknie wyrzeźbionych mięśniach nie ma siły, tylko rysunek. Przyjrzyj się dłoniom współczesnych facetów. Stracili męskie ręce. Nie mają męskości w wyglądzie, w uścisku, jakby każdy był pianistą, a to przecież niemożliwe.

Ale ty masz delikatne dłonie, nienaganną fryzurę, jesteś dobrze ubrany. A jednak jesteś prawdziwym facetem.

- Może dlatego, że ta delikatna ręka straciła kiedyś dwa palce, robiąc meble, mogę być prawdziwym facetem. Kolejnych czterech facetów mi te palce przyszyło i zostały tylko blizny. I nawet jeśli mężczyzna chodzi do drogiego modnego fryzjera, ubrania szyje na miarę, robi sobie permanentny makijaż brwi, musi zachować męską godność. A męska godność polega na tym, żeby potrafił się przyznać. Nie do tego, co sobie robi, bo to mnie nie obchodzi. Żeby się przyznał, gdy coś zrobi źle. Niemęskie jest nie kończyć związku, w którym miłość się skończyła. Owszem, to wymaga odwagi, a na nią wielu facetów nie stać. Wolą więc przez lata prowadzić dwa równoległe życia, z żoną i kochanką. Bo tak im wygodniej. A odwagą jest powiedzieć: "Stop".

Wtedy jest prawdziwy, gdy wszystko bierze na klatę?

- Prawdziwy facet to taki, który nie musi pić alkoholu z najwyższej półki, to facet, który nie obnosi się z tym, jak naprawdę jest bogaty, również wewnętrznie, to facet, który kocha bez tak zwanych wymiernych efektów. To facet, który odpowiada za słowo "tak" i za słowo "nie", może mu z tego "tak" niewiele wyjść, ale musi wziąć za siebie i innych odpowiedzialność. Prawdziwy facet to taki, który nie udaje, że go coś nie obchodzi albo że ma skórę jak pancerz i jego kanaliki łzowe są nieczynne. Prawdziwy facet może mieć całe ciało wytatuowane gołymi dupami, ale w środku musi mieć serce. Bo najważniejszy jest ten środek. To on czyni go mężczyzną lub nie.

Kto ciebie uczył, jak być prawdziwym facetem?

- Takim męskim wzorem był mój ojciec. Choć krótko, bo umarł, gdy miałem 19 lat. Ale do tego czasu mogłem go obserwować i uczyć się od niego tego, co najważniejsze. Każdego dnia patrzyłem na przystojnego faceta, z takim dawnym sznytem. Nigdy nie widziałem, żeby był bez powodu zły, przynajmniej na mnie. Nigdy nie słyszałem, by kiedykolwiek podniósł na moją mamę głos. Patrzyłem z podziwem na faceta, który nie narzekał, że musi codziennie o 4.30 wstać, by zapewnić nam wygodne życie. Który nigdy mi nie powiedział, że mój pomysł na życie jest głupi. Wymagał sporo, ale nigdy nie podciął mi skrzydeł. W prosty sposób tłumaczył, co jest w życiu ważne, a co bez znaczenia. I ten wzór zachowałem.

Mówił ci, jaki powinien być facet?

- Nie było takich rozmów, bo wokół byli mężczyźni, tacy z krwi i kości. Oprócz ojca miałem fantastycznych wujów i dwóch dziadków. Dziadek Emil, tata mojego ojca, dał mi absolutne poczucie humoru, dystans do świata i muzyczne uzdolnienia. Był towarzyski, lubił się bawić. Dziadek Józef Mazur III - bo tych Mazurów w Kaletach było tak dużo, że trzeba ich było numerować - wprowadził mnie w świat historii. Opowiadał mi o wojnie, ale przekazując jednocześnie wartości, jakie ona niosła, bo przecież wojna niosła też wartości pozytywne, których pokój od nas nie wymaga.

To oni sprawili, że gdy jako 19-latek wychodziłeś z domu, byłeś już facetem?

- Oni, ale też i życie. Tata umarł i wcześnie musiałem stać się dorosły. Jego odejście spowodowało przyspieszony kurs dorastania i bycia odpowiedzialnym. Za to, co się wydarzy za chwilę, za miesiąc, rok.

Świat się pewnie zawalił. Był jedynym żywicielem rodziny, a ty... właśnie marzyłeś, by iść do szkoły teatralnej.

- Wtedy trzeba było podjąć konkretną decyzję. I ją podjąłem - zostaję w Kaletach. Skończyłem technikum elektryczne, miałem zawód, wiedziałem, że na pewno znajdę pracę na Śląsku, by móc utrzymać rodzinę. Nie miałem wątpliwości, że tak trzeba zrobić. Że muszę zrezygnować z marzeń o aktorstwie, z marzeń, że wyrwę się w świat. Ale mama powiedziała: "Nie rezygnuj z marzeń". Wiedziała też, co mówił ojciec: "Synku, możesz robić, co chcesz i bądź w życiu tym, kim chcesz, bo tylko wtedy będziesz szczęśliwy". Marzenia pomógł mi spełnić brat ojca, który sfinansował ten czas.

No i trafiłeś do szkoły teatralnej, pełnej kolorowych ptaków... Jak się tam odnalazłeś?

- Też nigdy bym nie podejrzewał, że ja, z tego czarno-białego Śląska, z domu z zasadami, odnajdę się w tym świecie.

Bo wiesz, aktor to takie niemęskie zajęcie....

- Pewnie i we mnie musiało coś być takiego, że się w tym świecie odnalazłem. Ale największym moim sukcesem nie jest to, ile lat w tym jestem, ile w tym czasie zrobiłem, a to, że się w środku nie zmieniłem. Nadal tak samo myślę o kobietach, o życiu, o odpowiedzialności, o tym, co ważne, a co nie.

No właśnie, zamiast iść na czerwony dywan, ty wolisz strugać meble. Nie uwiódł cię ten kolorowy świat?

- Może jestem daltonistą i mam kłopot z kolorami (śmiech). A tak na poważnie, nie zwiódł mnie ten świat, bo ja go dobrze znam. Szedłem nie raz po czerwonym dywanie, stałem na tzw. ściankach i niespecjalnie to lubię. I choć potrafię się w tym świecie znaleźć, wolę ten blichtr i zgiełk zamienić na kawałek brudnej stolarni. Czuję się wtedy zdecydowanie lepiej. Bo dla mnie to jest wartościowe, co robię. Czerwony dywan zwiną, rzucą w kąt i rozwiną przy kolejnej imprezie, niekoniecznie z moim udziałem. A z meblem to zupełnie inna sprawa. Bo nie zniknie z mojego życia, będzie służył innym.

Ta stolarnia to taki twój męski obszar w domu?

- To garaż, który czasem przerabiam na stolarnię. Wyprowadzam wtedy samochody i oddaję się robieniu mebli. Ostatnio zrobiłem piękną szafkę na nalewki. Dostałem od znajomego sporo nalewek, ale nie miałem gdzie ich postawić. Pomyślałem: "Muszę kupić do nich ładne karafki i zrobić na nie odpowiedni mebel". Drugim moim miejscem jest fortepian. Lubię usiąść przy nim nawet w środku nocy i grać. Robię to codziennie. Ale nie umiem gotować. Mam kłopot nawet z podgrzaniem. Ale jak tak dziś na to patrzę, to nawet się cieszę, że nie posiadłem tej kobiecej jednak czynności.

Kiedyś wszystko było jasne: kobieta była kapłanką domowego ogniska, a mężczyzna wojownikiem. Dzisiaj kobiety przejmują męskie role, mężczyźni idą do spa...

- Pewnie dawny wzorzec mężczyzny wkrótce przejdzie do lamusa. Pamiętam taki kawał: małżonkowie wychodzą na przyjęcie. Żona patrzy na męża i pyta: "Dlaczego się nie ogoliłeś?" Na co on: "Ogoliłem się, jak zaczęłaś się ubierać". A dziś? Dziś to mężczyzna często dłużej stoi przed lustrem. Ale ja tego jeszcze nie znam.

No to nie jesteś trendy!

- Zawsze starałem się być ostrożny, jeśli chodzi o kopiowanie. O kupowanie czegoś, bo jest modne. Nigdy nie czułem potrzeby dodawania sobie też męskości gadżetami. Otaczania się rzeczami czy osobami u boku, które dodawałyby mi męskości lub odejmowały lat. I nigdy nie oddam swego pola kobiecie.

A to twoje pole to co?

- Moje pole to zapewnienie bezpieczeństwa, spokoju i ciszy mojej kobiecie. To jest sprawianie poczucia, że ktoś, kto jest w moim towarzystwie, zawsze może na mnie liczyć. Że nie ucieknę. Mogę jak facet się pożegnać, ale nie uciec.

Chcemy, by mężczyzna był wrażliwy i czuły, a jednocześnie silny i brutalny. Można się w tym pogubić?

- Bo to tak, jakbyś chciała mieć trochę herbaty i trochę kawy. W dodatku w jednej filiżance. Ale myślę, że to da się pogodzić. Każdy mężczyzna ma ramiona. I ten twardy, i ten mniej. Przygarnąć pod ramię kogoś, kogo się kocha, nic nie kosztuje. To jest czułość, szacunek, miłość.

Czy męskość wyraża się w relacjach z kobietami?

- Tylko i wyłącznie. Nie wyraża się przecież w męskim spotkaniu przy piwie i oglądaniu meczu. Męskość jest wyłącznie w kontakcie z kobietą.

Teraz grasz brytyjskiego geja w filmie "Kukułeś". To było trudne?

- Zagrać geja jest tak samo trudno jak zagrać macho. Jako materiał aktorski są bardzo podobni do siebie. Bo to są skrajne postacie męskości. A ja jestem człowiekiem środka. Podglądałem więc znajomych gejów, obserwowałem, jak przypalają papierosa, jak piją kawę.

Co było najtrudniejsze?

- To, że musiałem nie tylko zagrać faceta, który jest po innej stronie, ale też faceta, w którym zakochuje się młody chłopak, wchodzący dopiero w życie. U mnie pierwowzorem był ojciec, dla tego chłopaka - tym pierwowzorem mężczyzny jest gej. On mu nie da męskich wzorców. Może dać mu mnóstwo innych wartościowych rzeczy oprócz prawdziwej męskości. Ale wiesz, myślę, że od braku prawdziwej męskości na scenie gorszy jest tylko facet celofan. Więc najważniejsze, żeby być prawdziwym. Również w życiu.

Rozmawiała Beata Biały

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje