Piotr Rubik: Nie opuszczam świata wyobraźni

- Kiedy tworzę, potrzebuję przenieść się w inny świat, kompletnie odlecieć na „inną planetę”, zamknąć się w pracowni i nikogo do siebie nie dopuszczać. Piotr Rubik, muzyk, kompozytor, producent, bohater naszej akcji społecznej „Wszystko gra”.

Joanna Jałowiec: Co, jak co, ale gry komputerowe nie są pierwszą rzeczą, którą z panem kojarzę, a tymczasem to podobno pana wielka pasja.

Reklama

Piotr Rubik: - Tak, to prawda, od dawna jestem fanem gier. Praktycznie od czasu, kiedy w Polsce pojawiło się ZX Spectrum, co więcej, prowadziłem program "Multimedialny Odlot" na Polsacie - właśnie o grach. Grałem w swoim życiu bardzo dużo i praktycznie wszystkie ważniejsze gry miałem w swojej kolekcji. Teraz jest inaczej, ponieważ siłą rzeczy mam o wiele mniej czasu, rodzinę, dwie córeczki, swoje obowiązki zawodowe, więc, niestety, nie może być tak, jak kiedyś. Teraz gram głównie na konsolach przenośnych bądź na iPadzie czy iPhonie. Jednak cały czas śledzę rynek gier i nadal bardzo mnie to interesuje.

Czy narodziny pierwszej córki były dla pana okazją do powrotu do świata beztroskiej rozrywki? Niektórzy żartują, że mężczyźni mają dzieci po to, żeby mogli bezkarnie pobawić się kolejką i budować tor dla resoraków...

- Ja starałem się, i wciąż staram, nie opuszczać do końca dziecięcego świata. Umiejętność oddzielenia się od - nazwijmy to - świata dorosłych i zamknięcie się w sferze wyobraźni pozwalało mi na lepsze pisanie muzyki. Mam wrażenie, że dzięki temu mogłem tworzyć lepsze i ciekawsze rzeczy. Oczywiście, życie to życie i wiadomo, że trzeba być odpowiedzialnym dorosłym, natomiast zawsze staram się pielęgnować w sobie tzw. "wewnętrzne dziecko". Paradoksalnie, kiedy urodziła się córka, musiałem się stać jeszcze bardziej dorosły: lepiej planować czas, myśleć za kogoś innego, wziąć na siebie nowy rodzaj odpowiedzialności. W moim przypadku, to niekoniecznie była okazja do powrotu do dzieciństwa.

Czego pana nauczyło posiadanie dzieci?

- Na pewno pokory i organizacji czasu. Bardzo często brakuje mi doby na załatwienie różnych spraw, ja nawet nie mówię o rozrywce, tylko o sprawach zawodowych. Na szczęście, mam taką pracę, że mogę dostosować grafik do domowego rytmu. Dzieci tak naprawdę uczą życia od początku. Człowiek nie zdaje sobie sprawy jak to jest, zanim nie zostanie ojcem, ale powiększanie rodziny jest fantastyczne! Wszystkie trudniejsze rzeczy, niewyspanie, zmęczenie, są równoważone przez to, że córeczki są super kochane. Co by się nie powiedziało, brzmi trochę jak banał, ale tak właśnie jest: dzieci uczą życia na nowo, przynajmniej tak było w moim przypadku.

Jak udało się panu pogodzić dwa światy: artysty i ojca? Praca twórcza wymaga przestrzeni, a to się raczej kłóci z poukładanym rodzinnym życiem...

- Tylko i wyłącznie za sprawą dobrej organizacji. Rzeczywiście tak jest, że kiedy mam coś komponować, potrzebuję spokoju. Nie mogę mieć dziecka na głowie, bo nie uda mi się skoncentrować. Potrzebuję przenieść się w inny świat, kompletnie odlecieć na "inną planetę", zamknąć się w pracowni i nikogo do siebie nie dopuszczać. Ustalam więc z moją żoną, że od tej do tej godziny mam czas tylko i wyłącznie na pisanie. W pracy zawodowej konieczne jest takie rozdzielenie przestrzeni, bo inaczej szkoda na tę pracę czasu, to już lepiej pobawić się z dzieckiem. Będąc jedną nogą w pracy, a jedną tatą, udaje się załatwić nieliczne sprawy: wykonać telefon, wypisać fakturę czy przejrzeć umowę, aczkolwiek też ostrożnie.

Jakie wartości chciał pan przekazać w książce dla dzieci "Bajki z zielonego lasu", którą pan ostatnio wydał?

- Te bajki służą głównie rozrywce. Zależało mi na tym, żeby były to historie, dzięki którym dzieci lepiej się poczują, zrelaksują przed snem. Pozostała reszta ma być przy okazji, czyli to, że warto pomagać sobie nawzajem, że tak naprawdę każdy problem da się rozwiązać, że przyjaźń, muzyka jest bardzo ważna. Wydaje mi się, że lepiej, żeby morały nie były nachalne. Podobne podejście miałem zawsze do muzyki. W swoich płytach przekazywaliśmy na przykład ze Zbyszkiem Książkiem, autorem tekstów, pewne wartości, takie jak miłość czy rodzinne podejście do życia, ale staraliśmy się to robić bardzo delikatnie. Wierzę, że jest to najlepsza metoda nauki pewnych rzeczy: dziecko czytając te bajki zapamięta więcej, niż gdyby mu tłuc do głowy jakieś wykłady. Oprócz bajek w formie książki, powstał również audiobook z moją muzyką, na którym czytam wszystkie teksty. Wiem od znajomych i innych rodziców, że nagranie świetnie sprawdza się w długiej trasie, podczas jazdy samochodem. Dzieci słuchają, rodzice mają spokój (śmiech). Oczywiście nie jestem aktorem, ale starałem się opowiadać te bajki tak, jak swojej córce. Starałem sobie przypomnieć jaka była atmosfera u nas w domu, wieczorem, kiedy ona się kładła do łóżeczka, a ja jej opowiadałem bajki. Mam nadzieję, że dzięki temu, jako lektor, jestem wiarygodny.

Dlaczego zdecydował się pan na otwarcie własnego przedszkola? Profil muzyczny to nowa rzecz, zastanawiam się na ile zainspirowały pana córki? 

- To faktycznie pewien nowy rozdział w moim życiu. Córki na pewno mnie zainspirowały, bo widzę, co się z nimi dzieje: jak bardzo łakną wiedzy, muzyki. Myślę, że to nie tylko dlatego, że są córkami kompozytora. Takie samo zamiłowanie do muzyki widzę u dzieci bliższych i dalszych znajomych. Maluchy kochają muzykę i niezależnie od tego, czy będą w przyszłości coś z tym robić czy nie, wierzę w to, że taki czysty kontakt ze sztuką, muzyką, tańcem bardzo dużo da im na przyszłość. Pozwoli podchodzić do życia z większą energią i wyobraźnią. Z tych obserwacji narodził się pomysł na stworzenie przedszkola muzycznego.

Mało jest takich miejsc...

- Bardzo mało, a już takich firmowanych przez kogoś, kto się tym zajmuje na co dzień, jest rzeczywiście niewiele. Jest to chyba jedyne przedszkole w Polsce, które ma swojego dobrego ducha, który jest praktykującym muzykiem, kompozytorem i wie, co jest naprawdę ważne na późniejszych etapach. Na początku myślałem o szkole, ale potem stwierdziłem, że fajnie będzie zacząć od tych najmłodszych dzieci.

Zdolne dzieci będą mogły liczyć na pana wsparcie?

- Będą tak przygotowane, że jeśli zapragną iść do szkoły muzycznej, to będzie to dla nich o wiele prostsze, niż dla innych dzieci. Naszym celem jest, żeby dzieci miały frajdę, bo na tym etapie chodzi przede wszystkim o zabawę z muzyką. To jest tak, jak z tymi bajkami: będziemy przy okazji przemycać pewną wiedzę, która, moim zdaniem, jest bardzo istotna. W Polsce troszeczkę źle się uczy muzyki takie maluchy, bo stosuje się oklepane metody i nie stawia na solidne podstawy. Ja uważam, że zabawa zabawą, ale uczmy profesjonalnie. Ważne, żeby dziecko wiedziało, jak prawidłowo nazywać nuty i dźwięki. To są bardzo ważne niuanse i w związku z tym naszym celem jest to, żeby uczyć dziecko od początku prawidłowego postrzegania muzyki. Wierzę, że to się uda.

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje