Po co Karolina się lansuje?

Wyśmiewa szukające poklasku gwiazdy, a sama zaczyna zachowywać się jak one.

Jurorka "Top Model", Karolina Korwin Piotrowska niestrudzenie tropi i wyśmiewa szukające rozgłosu gwiazdy. Swoimi opiniami podzieliła się już na temat Edyty Herbuś, nazywając ją "lachonkiem" czy Weroniki Rosati. Dostało się również Edycie Górniak - "plastikowa lala z napompowanymi ustami" i Dodzie - "silicon uderzył jej do mózgu". Nie oszczędziła także Nergala oraz bliższych znajomych. Ostatnio skonfliktowała się z Agnieszką Szulim i Michałem Pirógiem, z którymi wcześniej zwierała szyki w obronie zwierząt.

Reklama

Jako osoba bardzo kontrowersyjna również w swoim środowisku wzbudza wiele emocji. Niektórzy wręcz twierdzą, że te nie zawsze sprawiedliwe i skrajne opinie, wypowiadane przez Piotrowską, mają jeden cel. - To co ona robi, to nic innego jak lans w czystej postaci - twierdzi zapytana o zdanie osoba z branży. - Wali w samą czołówkę. Doda, Herbuś, Nergal, Górniak... Można by jeszcze długo wyliczać. Przy czym najgorsze jest to, że często okazuje się, że nie zawsze ona ma rację. Ale jedno trzeba jej przyznać, że jak już coś powie, to robi się o tym głośno - mówi.

- No i tu trzeba zadać sobie pytanie: czy, jeśli się tak bezpodstawnie uderza w sławne osoby, to nie jest już lans? Czy nie robi się tego dla rozgłosu? - pyta. - No i ten wywiad w zeszłym roku w "Vivie"! - dodaje drugi znajomy.

- Dziwne, że osoba, która na każdym kroku przypomina, że wszystko co robi, jest nie dla blichtru tylko dla idei, robi sobie coś takiego. Wielokrotnie nabijała się z gwiazd podrasowanych przez photoshop na użytek jakiegoś pisma. A tu sama się zgodziła na retusz! Marcin Tyszka nie ukrywa, że zawsze sam retuszuje swoje zdjęcia. Karolina go uwielbia. Nic dziwnego, nikt tak jak on nie potrafi pokazać jej długich nóg - śmieje się.

Według znajomych Piotrowskiej istnieje inna przyczyna takiego zachowania dziennikarki. - Trzeba zacząć od tego, że Karolina ma ogromne poczucie wyższości i śmiało udowadnia to na każdym kroku - mówi jej znajoma. - Uważa wręcz, że jest niezwykle utalentowana i wyjątkowa. Do tego snobuje się na sławnych przodków. Lubi przypadkiem wtrącić, że jest cioteczną prawnuczką Marii Korwin Piotrowskiej, czyli znanej pisarki Gabrieli Zapolskiej - opowiada.

- Ale o tym, że po szkole zmieniła nazwisko z Sommer na Korwin Piotrowska, żeby brzmiało bardziej szlachecko, zapomina już wspomnieć - twierdzi. - Za to równie chętnie co Zapolską, chwali się sławnym dziadkiem, który był współzałożycielem Polskiego Radia - dodaje.

Taką formę autopromocji chwali Piotr Tymochowicz, specjalista od wizerunku osób publicznych.

- Nazwisko może pomóc lub przeszkodzić w karierze. Korwin Piotrowska zdecydowanie lepiej brzmi niż Sommer. U nas wciąż się nie docenia potencjału tkwiącego w nazwisku, a tymczasem na świecie osoby chcące zrobić karierę w mediach zatrudniają specjalnych piarowców, którzy zajmują się tylko i wyłącznie tzw. name brandingiem. To dziedzina PR, ucząca, jak z nazwiska uczynić brand - zdradza.

Według niego wszystkie ruchy dziennikarki są starannie przemyślane. Stwierdza: - To wszystko autoprowokacja. Jestem pewien, że za kilka miesięcy Karolina napisze książkę, w której wyśmieje mechanizmy rządzące show-biznesem, ale tym razem jako osoba z samego jego wnętrza, bo jurorka programu. Znam Karolinę, jest zbyt trzeźwo patrzącą na rzeczywistość i z dystansem do siebie osobą, by nie traktować tego, co robi, autoprześmiewczo. Chce pokazać, jak szybko można zostać gwiazdą. Dlatego teraz perfekcyjnie ją udaje i będzie to robić nadal: stroić fochy, obrażać się. Niedługo może zobaczymy ją pijaną albo w butach od jakiegoś kretyńskiego projektanta. Może poda do sądu jakąś gazetę? Jestem pod wrażeniem, jak ona wiarygodnie odgrywa gwiazdę. Moim zdaniem na 99,9 procent to prowokacja, a na 0,1 - ciężka choroba psychiczna.

Takie jest życie!
Dowiedz się więcej na temat: Karolina Korwin-Piotrowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje