Przerywają milczenie!

Po raz pierwszy od słynnej „afery futrzanej” żona Roberta Janowskiego zgodziła się na rozmowę z mediami. Tylko SHOW poznał jej wersję wydarzeń i nowe zaskakujące fakty dotyczące tej pary.

Przez ostatni rok o tej parze pisały media w całej Polsce. Policzyliśmy - na temat Moniki Głodek (40) i Roberta Janowskiego (53) powstało trzysta artykułów i ponad tysiąc publikacji internetowych. Janowscy byli też jednym z najczęściej wyszukiwanych nazwisk w sieci.

Reklama

Powód? Oczywiście "afera futrzana", w której miała brać udział Monika. Teraz, gdy zarzuty wobec żony Janowskiego (i jej koleżanki Janiny Drzewieckiej) zostały oddalone, postanowiła po raz pierwszy odnieść się do sprawy.

- Od dwóch lat, czyli od kiedy jestem w związku z Robertem, nie ukazała się ani jedna prawdziwa informacja na mój temat - słyszymy od Moniki. Jednak przez 16 miesięcy żona Roberta nie dementowała żadnych doniesień. W efekcie niektóre gazety podają, że sprawa nie została zakończona. - To nabijanie czytelników w butelkę - te wszystkie kłamstwa, że nie zostałyśmy uniewinnione. Trzeba zacząć od tego, że przede wszystkim nigdy nie byłyśmy winne - mówi Monika.

Gdy na Florydzie ruszyły przesłuchania sądowe, w polskich mediach wrzało. Pisano, że Janowska gra na zwłokę, próbując przeciągać rozprawę w nieskończoność. Nam Monika tłumaczy, że to strona przeciwna nie była przygotowana do procesu. Ostateczny termin przesłuchań wyznaczono na 24 lutego. Prokurator stanowy zapoznał się z dostarczonymi dokumentami - wideo i raportem z inwentaryzacji i oddalił zarzuty.

Monika tłumaczy, że dostarczone materiały nie pozostawiały wątpliwości, że zakwestionowanych ubrań (a nie futer) nigdy nie było w sprzedaży tego sklepu. Gdy wraca myślami do publikacji z tamtego okresu, bulwersują ją też drobiazgi. Punkt po punkcie wylicza nieścisłości, jakie według niej powtarzały polskie gazety.

- Nigdy nie byłam kostiumolożką ani stylistką, jak pisano. Skończyłam rehabilitację. Nie pracuję w zawodzie ani tym wyuczonym, ani tym mi dopisanym. Brednią są doniesienia, że sprzedawałam ubrania na planie show "Jaka to melodia?" czy serialu "Życie nad rozlewiskiem" - wylicza wzburzona. Jej pierwszym mężem nie był operator Włodzimierz Głodek, jak pisano. - Nawet go nie znam - słyszymy.

Wydaje się, że bardziej od oskarżeń o kradzież poruszyły ją sugestie, że rozbiła małżeństwo Roberta Janowskiego. - Poznała go już po jego rozwodzie. Nie mieszkał ze swoją byłą żoną od ponad dwóch lat i ani Monika, ani żadna inna kobieta, nie była przyczyną tego rozstania - twierdzą znajomi Janowskich. Tłumaczą, że to było dla pary najbardziej krzywdzące pomówienie, bo stawiało w złym świetle nie tylko Monikę, ale i Roberta. 

- Kłamstwo bardzo przeżyły też jego dzieci - dodają.

Wkrótce po tym, jak wybuchła afera z kradzieżą na Florydzie, Robert wydał oświadczenie, w którym poinformował, że w trosce o dobro córek, rozstaje się z Moniką. Wielu sądziło, że prezenter próbuje w ten sposób odciąć się od skompromitowanej ukochanej i wybielić wizerunek. Kilka miesięcy później gruchnęła jednak informacja o ślubie pary. Zapytaliśmy Monikę, jak naprawdę było z tym rozstaniem.

- Faktycznie na krótko się rozeszliśmy. To była nasza wspólna decyzja. Trwała sądowa rozprawa o zmianę miejsca zamieszkania dziewczynek (córek Roberta - przyp. red.). To był dla nich trudny okres, dlatego naszym priorytetem było zapewnić im spokój i poczucie bezpieczeństwa, a przy takiej nagonce medialnej było to nieosiągalne. Mieliśmy nadzieję, że trochę uciszymy tym plotkarzy i oszczędzimy cierpienia dziewczynkom.

Wkrótce potem sąd przyznał opiekę nad dziećmi Robertowi. Monika podkreśla, że nigdy nie próbowała zastąpić Anieli (15) i Toli (13) matki, Katarzyny Dańskiej, drugiej żony piosenkarza.

- To była ich decyzja, że chcą zamieszkać z nami i jedyne, co mogłam im dać, to miłość, poczucie bezpieczeństwa i wiarę, że nie trzeba być biologicznym rodzicem, żeby kochać ponad wszystko. Jesteśmy fajną, kochającą się rodziną i to jest nasz olbrzymi sukces - podsumowują.

Czy teraz, gdy wszystko zostało wyjaśnione, Monika planuje powrót do show-biznesu?

- Do tej pory w nim nie uczestniczyłam, więc nie mam do czego wracać. Jednak bardzo szanuję pracę mojego męża i byłabym hipokrytką, gdybym stwierdziła, że show-biznes mnie nie dotyczy. Na razie nie mam planów, nie zdążyłam się jeszcze nacieszyć naszym wspólnym życiem, bo to były dla nas dwa bardzo ciężkie lata. Jestem przede wszystkim bardzo szczęśliwa i nich tak pozostanie - kończy.

Justyna Kasprzak

Dowiedz się więcej na temat: Robert Janowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje