Psycholog supermarketów

Oprócz tego, co niezbędne do życia, kupujemy jeszcze masę innych rzeczy. Dlaczego tak się dzieje? Paco Underhill od ponad 25 lat zajmuje się "psychologią zakupów"

Zajmuje się Pan psychologią zakupów i supermarketów. Co skłoniło Pana do zajęcia się tak nietypową dziedziną nauki?
Paco Underhill: Kształciłem się w dziedzinie architektury wielkomiejskiej. Miałem się zajmować wieżowcami i wysokościowcami. Niestety okazało się, że mam lęk wysokości. Zacząłem więc szukać zajęcia, które będzie zgodne z moim wykształceniem, ale które nie stanie się dla mnie gehenną. Zacząłem zatem doradzać lotniskom i supermarketom, jak rozplanować wnętrza, by ludzie kupowali więcej.

Reklama

Obecnie Pana zadanie do łatwych nie należy. Kryzys w pełni, kupujemy coraz mniej. Nawet świetny marketing nie skłoni ludzi do zakupów, jeśli po prostu jesteśmy zmuszeni do zaciskania pasa...
To prawda, ludzie dziś są zmuszeni do oszczędzania. Widać to doskonale zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Dla większości Amerykanów to pierwszy poważny kryzys ekonomiczny w życiu! Amerykanie muszą zrozumieć, że ich domy, auta i codzienne wydatki były po prostu za duże. A dokładnie - gdzieś tak o połowę za duże. Myślę, że poziom konsumpcji sprzed kryzysu nie wróci w przewidywalnej przyszłości.

Coraz więcej firm zatrudnia psychologów, a prezesi coraz częściej są przekonani, że zatrudnienie ekspertów w tej dziedzinie pozwoli im pomnożyć zyski. Czy psychologia rzeczywiście ma tak duże znaczenie w świecie biznesu?
Czego naprawdę potrzebujemy do życia? Na pewno owoców, warzyw? No dobrze, może jeszcze czekolady (śmiech). A przecież kupujemy jeszcze masę innych rzeczy! Dlaczego? Cóż, tu już wkracza czysta psychologia.

Ma Pan własną firmę - Envirosell. Czym się ona właściwie zajmuje?
Nasza firma specjalizuje się w analizowaniu zachowań klientów i monitorowaniu zachowań konsumentów. Pomagamy w dobrym projektowaniu stron internetowych czy nawet opakowań. Doradzamy, jak efektywnie budować i planować wnętrza sklepów. Współpracujemy z połową z 50 największych na świecie firm zajmujących się handlem. Pracowaliśmy w 26 państwach. W Polsce na przykład doradzaliśmy sieci hoteli Sherwood w zakresie rozplanowania wnętrz.

Zdążył Pan więc poznać nasz kraj?
Nawet bardzo dobrze! Wychowałem się w rodzinie dyplomatów, więc zmienialiśmy miejsce zamieszkania bardzo często. W 1959 roku przyjechaliśmy na dwa lata do Warszawy. To było dawno temu, nie jestem pewien, czy ulica, przy której mieszkaliśmy, nadal istnieje... Ale mogę powiedzieć, że Polskę poznałem dosyć dobrze. Wchodziliśmy na Gubałówkę, zobaczyliśmy Zakopane, Poznań, Trójmiasto. Po Warszawie przez jakiś czas mieszkaliśmy w stolicy Malezji - Kuala Lumpur.

Dowiedz się więcej na temat: śmiech | rzeczy | psycholog

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje