Reni Jusis: chcę znowu zaryzykować

Komponuje i pisze teksty. O kobietach, o miłości. Jest ikoną muzyki klubowej i szczęśliwą mężatką. Teraz Reni Jusis zapowiada zwrot w swoim życiu.

PANI: Łatwiej się z Tobą przyjaźnić czy współpracować?

Reklama

Reni Jusis: Jestem raczej nieobecnym przyjacielem, który pisze w nocy mejle, że przeprasza, że nie mógł się znowu wyrwać i tak dalej. Nie czuję się z tym dobrze, ale ze względu na swoje zajęcia i pasję - muzykę, nie potrafię inaczej. Przez rok mogę ofiarować siebie przyjaciołom, a potem znów znikam na dwa lata. Czuję się winna, kiedy o tym myślę...

Czyli lepiej nagrywać z Tobą w studiu.

To również nie jest takie łatwe. Należę do osób dominujących i mam mocny charakter. Najchętniej otaczałabym się ludźmi, z którymi rozumiem się bez słów. Nie zawsze to się udaje. Mówię na przykład do kolegi instrumentalisty: "Zagrajmy to jak w kabarecie", i on gra tak, jak to czuje, a mi chodziło o zupełnie coś innego... Chciałam, żeby ten fragment muzyczny brzmiał jak z teatrzyku w przedwojennym Berlinie, a nie jak z Moulin Rouge. Po prostu często nie potrafię nazwać tego, co słyszę w wyobraźni, i wtedy się niecierpliwię.

I co robisz, kiedy nikt już nie wie, co siedzi w Twojej głowie?

Zawsze mogę zaśpiewać albo zatańczyć, jak wyobrażam sobie dany fragment utworu. I wtedy dopiero słyszę: "Więc o to Ci chodziło!".

Mija 10 lat od Twojego debiutu. Kim dziś jesteś: autorytetem, gwiazdą z pewną pozycją?

Artystką ciągle poszukującą. Czuję się wolna i niezależna. Mam wytwórnię i świadomość tego, co robię.

Słuchasz tylko siebie?

Każdy muzyk musi mieć kogoś, kto sprowadza go na ziemię, bo inaczej się zatraci. Mój współproducent Michał Przytuła uważa, że artysta powinien mieć menedżera, który co i rusz rzuca mu kłody pod nogi. On sam nie ma oporów, żeby mnie krytykować i tym samym motywować. Zgadzam się z nim, bo wiem, że szczere uwagi pomagają nam utrzymywać poziom artystyczny. Wtedy też łatwiej zachować dystans do swojej pracy.

Na forach internetowych piszą o Tobie "ikona muzyki klubowej". Zgadzasz się z taką etykietką?

Nie przeszkadza mi to, bo na ten tytuł pracowałam przez większość swojego życia zawodowego. Jednakże w tej chwili nie chcę nagrywać kolejnej płyty klubowej. Mam ochotę na zwrot, chcę jeszcze raz zaryzykować...

Dlatego zaczęłaś znowu grać na fortepianie?

Tak to już jest. Najpierw długo szukałam swojego stylu. Kiedy go znalazłam i doprowadziłam do perfekcji, postanowiłam wrócić do początków. Do momentu, kiedy kończyłam Akademię Muzyczną. Ćwiczyłam przecież gamy i pasaże przez całe 17 lat i nagle bardzo mi tego zabrakło. Kilka lat temu kupiłam wreszcie fortepian, o którym marzyłam od dzieciństwa. Zaczęłam przy nim komponować, ale te utwory nie pasują już do stylistyki muzyki klubowej...

Tylko do koncertów akustycznych, gdzie słychać fortepian, akordeon i tak dalej. Z nową płytą "Iluzjon cz. I" wkraczasz trochę na grunt piosenki poetyckiej, bardziej lirycznej.

Nawet jeśli jest to ryzykowne, nie myślę o tym. Moja publiczność do tej pory akceptowała eksperymenty. Ten nowy projekt muzyczny to taki prezent dla niej i dla mnie na 10-lecie kariery. Może potrzebowałam podróży sentymentalnej? W ciągu ostatnich 2 lat zaczęłam często wracać do nagrań, których kiedyś słuchałam: Soyki i Yaniny, Roberty Flack. Zakochałam się w brzmieniu starych instrumentów: wibrafonu, cymbałów wileńskich, organów Hammonda...

Dowiedz się więcej na temat: zwrot

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje