Rola ojca jest najważniejsza w moim życiu

Trzy lata temu stał się na wiele miesięcy bohaterem brukowej prasy i portali. Był idealnym obiektem do plotek: zostawił rodzinę, miał romans, urodziło mu się nowe dziecko. Jak dzisiaj ocenia swoje życiowe wybory? Czy niczego nie żałuje?

Superprzystojny, o niskim seksownym głosie, jakby stworzonym do uwodzenia. Nic dziwnego, że budzi kobiece emocje... Związek z aktorką Anną Dereszowską przyniósł mu popularność, jakiej z pewnością nie chciało żadne z nich. Brukowce nie zostawiły suchej nitki na ich życiu prywatnym, paparazzi śledzili każdy ich krok. Przetrwali medialną nawałnicę, tworzą szczęśliwy związek, mają córeczkę. Dziś rozmawiamy z Piotrem Grabowskim o cenie miłości, ojcu, który opuścił go w dzieciństwie i dojrzałości w byciu mężczyzną.

Reklama

Pamiętasz, kiedy po raz pierwszy poczułeś się dorosły?
Piotr Grabowski: - Pamiętam bardzo dobrze. Miałem 17 lat, gdy mama wyjechała na kilka miesięcy do pracy do Kanady. To były niełatwe lata 80., było jej ciężko utrzymać nas z jednej urzędniczej pensji. Zostałem z młodszym o 5 lat bratem i nagle musiałem stać się głową rodziny. Oczywiście na obiady chodziliśmy do babci, ale z całą resztą musieliśmy radzić sobie sami. Robiłem zakupy, śniadania, kolacje, pilnowałem, żeby Paweł nie spóźnił się do szkoły. To była moja pierwsza ważna lekcja odpowiedzialności. Za brata, za dom, za rodzinę.

A ojciec? Nie było go z wami?
- Ojciec opuścił nas, gdy miałem kilka lat. Wyjechał do pracy do Niemiec i nigdy nie wrócił. Mamie było bardzo trudno, ale nigdy się nie żaliła. I tak naprawdę nigdy nam niczego nie brakowało. Oprócz ojca. Pamiętam, jak wracałem ze szkoły do domu, otwierałem drzwi i miałem nadzieję, że on tam będzie.

- Pewnego dnia przyszedł list, z Australii. Przez chwilę mieliśmy jeszcze nadzieję, że to pomyłka, że to może jednak tylko Austria... Ale stempel na znaczku pocztowym pozbawił nas wszelkich złudzeń. We trójkę czytaliśmy ten list, ojciec pisał, że nie wraca. Może to właśnie wtedy poczułem się po raz pierwszy dorosły? Dotarło do mnie, że teraz to ja jestem mężczyzną w domu, że muszę się opiekować mamą.

Spotkaliście się później?
- Nigdy. Wysyłamy sobie tylko kartki na święta. Ale mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy.

Masz z nim jakieś wspomnienia, obrazek, który przechowujesz w pamięci?

- Ojciec miał pięknego wartburga. Zimą pojechaliśmy tym wartburgiem wszyscy na wycieczkę. Ojciec przyczepił do samochodu sanki i ciągnął mnie i Pawła przez las. Szybka to była jazda, parę razy się wywaliliśmy, ale śnieg był bardzo duży i nic się nikomu nie stało.

Długo miałeś do niego żal, że was zostawił?
- Pewnie do dziś gdzieś tam go w sobie noszę. Całe życie brakowało mi ojca. Starał mi się go zastąpić dziadek, był dla mnie bardzo ważną postacią. W ogóle dużo czasu spędzałem u rodziców mojej mamy. To były spokojne, dobre chwile.

Ale najważniejsza była mama. Co jej zawdzięczasz?
- Moja mama była silna, mądra, a jednocześnie bardzo wrażliwa. Przy niej zrozumiałem, że kobiety są znacznie silniejsze od mężczyzn. Nauczyła mnie odpowiedzialności. Zawsze bardziej zwracała uwagę na innych niż na siebie, każdy mógł na nią liczyć. No i dzięki niej potrafię gotować, prać, prasować!

- Mama świetnie gotowała i zawsze zabierała mnie do kuchni. Mówiła: "Nie wiadomo, na jaką kobietę trafisz, musisz być samodzielny. A nawet jeśli ona będzie umiała gotować, to musisz jej pomagać". Miałem wtedy 12, 13 lat. Dziś w domu potrafię zrobić wszystko.

A twoja partnerka idealna?
- Musi być fajnym człowiekiem, wrażliwym, z poczuciem humoru i dużym dystansem do siebie i świata.

Taka jest Ania?
- Jest niezwykła. Imponuje mi pogodą ducha, nie słyszałem od niej złego słowa na kogoś. Nigdy się nie skarży, że jest zmęczona, choć czasem widzę, że jest. Nawet kiedy wraca po kilkunastu godzinach na planie i pada z nóg, jeszcze ma czas dla mnie i na zabawę z Lenką.

Co jest najważniejsze w miłości?
- Zaufanie, przyjaźń i szacunek. Bez tego nie ma miłości. Jest może namiętność, ale to nie miłość. O to uczucie trzeba bardzo dbać, jest kruche i nietrwałe. Trzeba być wyczulonym na drugą osobę, na jej współodczuwaniu. Miłość jest wtedy, kiedy zauważamy, że druga osoba jest smutna albo zmęczona i robimy wszystko, by uczynić jej dzień radośniejszym, a czasem tylko bardziej znośnym.

I co robisz, by ten dzień uczynić przyjemniejszym?
- Kupuję Ani kwiaty, bez okazji. Lubię zobaczyć radość w jej oczach na widok wazonu pełnego kwiatów. Bardzo cieszy ją, gdy wraca do domu i czeka na nią ugotowany przeze mnie obiad. Uwielbiam sprawiać jej takie przyjemności. Drobiazgi, które świadczą, że o niej myślę.

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Grabowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje