Roma Ligocka: Dorosłość

Chciałam opowiedzieć o „wibrowaniu kobiecości”, które zaczyna się w nas, w duszy, w ciele, w umyśle - kiedy mamy 16-18 lat - i potem nie opuszcza nas już przez całe życie. Ale ta książka mówi też o alkoholizmie, aborcji, uzależnieniu od mężczyzny – pisarka Roma Ligocka o swojej najnowszej powieści „Droga Romo”, specjalnie dla EksMagazynu.

EksMagazyn: O czym jest pani nowa powieść?

Reklama

Roma Ligocka: - Moja nowa powieść jest, jak zwykle, o wszystkim, co jest w kręgu mojego świata, do którego zawsze wracam, w którym się poruszam. Moja bohaterka przeżywa trudne momenty, ale zdarzają się jej także miłe rzeczy. Myślę, że chociaż żyje ona jakiś czas temu - w dwudziestym wieku, nie w dwudziestym pierwszym, to jednak problemy, z którymi się boryka i o których opowiada, są bliskie również dzisiejszym kobietom. Podczas rozmów z moimi czytelnikami, przekonałam się, że nawet kobiety, które się czasem do tego nie przyznają, walczą z takimi problemami, o których opowiadam w mojej książce.

Jest to historia młodej dziewczyny u progu dorosłości, nie nastolatki, ale młodej kobiety, która wchodzi w dorosłe życie, w pierwsze związki, pojawiają się również konflikty z jej matką. Co młode kobiety mogą znaleźć w pani powieści?

- Muszę się odwołać do mojej poprzedniej powieści, mianowicie do "Dobrego dziecka". Tamta historia zakończyła się w momencie, gdy bohaterka stała u progu dorosłości. Nie przekroczyła go jednak, bo wydawało mi się, że tak będzie lepiej, dyskretniej. Te poważne, trudne sprawy pojawiają się właśnie w mojej nowej książce - bohaterka jest już rok, dwa lata starsza i uświadamia sobie, że stała się kobietą i wszystkie problemy z tym związane nagle na nią spadają.

- Po napisaniu "Dobrego dziecka" pojawił się lekki niedosyt, również czytelnicy pytali o jego kontynuację. Wprawdzie myślę,  że powieści nie powinno się kontynuować, zwłaszcza że nie jestem Tołstojem i nie piszę "Wojny i pokoju", ale jednak postanowiłam pokazać, jak wyglądają problemy i sytuacje, przed którymi stanie kobieta u progu dorosłości. Mówi się, że to najpiękniejszy okres w życiu kobiety. Na pewno jest najtrudniejszy. Wszystko, co robi się po raz pierwszy, zostawia bardzo silne ślady w mózgu, w myśleniu, duszy człowieka, ale jednocześnie jest piekielnie trudne.

W książce pojawia się pierwsza miłość, inicjacja seksualna, związki, na które bohaterka nie jest ani gotowa, ani nie wie tak naprawdę, na czym one polegają...

- To jest właśnie jej główny problem. Wynika on i z przeżyć wojennych, i z braku pełnej rodziny, która została zniszczona podczas wojny, i z trudnej relacją z matką, w której nie ma miejsca na rozmowy i tłumaczenie wielu rzeczy i przyjaźń. Jest to jest specyficzna historia kobiety, która nie jest gotowa na związek, ponieważ nikt jej do tej roli nie przygotował, nikt jej nie pomógł. Nie było tak, jak zdarza się to teraz w wielu rodzinach, gdzie młoda dziewczyna, obserwując swoich bliskich, naturalnie dojrzewa do takiej roli, przynajmniej w dużym stopniu.

- Również w dzisiejszych czasach, wiele młodych dziewczyn jest potwornie bezradnych, nie mają z kim porozmawiać, nie mają możliwości albo nie potrafią porozumieć się z rodzicami, z nauczycielami. Młode dziewczyny są bardzo samotne. Widzę to na przykład w listach, które do mnie piszą. Samotność młodej dziewczyny nie zmieniła się, chociaż minęło pół wieku, od kiedy moja bohaterka ją przeżywała.

To prawda, problemy młodych kobiet, które wchodzą w dorosłość, w związki, są właściwie takie same. Teraz dziewczyny też spełniają jakieś wymagania zewnętrzne, oczekiwania, nie mając kontaktu ani ze swoją kobiecością, ani z tym, czego tak naprawdę pragną.

- Wydawałoby się, że teraz powinno być zupełnie inaczej. Internet, który ma być lekarstwem na całe zło i samotność, jednak nim nie jest. Otwartość, z którą się tam mówi o pewnych tematach, ten dobrobyt, który sprawia, że młode dziewczyny mogą sobie razem wyjeżdżać, chodzić, rozmawiać. To daje im swobodę.

- Szkoła, do której ja uczęszczałam i moja bohaterka też, była szkołą tylko dla dziewcząt. Śmieję się mówiąc, że po raz pierwszy zobaczyłam, jak wygląda chłopak z bliska, dopiero kiedy miałam już jakieś siedemnaście lat. Przedtem nie było okazji, by nawet na nich popatrzeć. Okazuje się jednak, że przygotowanie do konfrontacji z mężczyzną, a później do życia z nim, odbywa się dzięki bliskim ludziom, z którymi się stykamy.

- Mam przyjaciółkę, która swojej córce wielokrotnie powtarzała: "Natalko, kocham cię!". Ja natomiast, nigdy tego nie usłyszałam od nikogo z mojej rodziny. To sprawia, że się oswajamy z miłością i nie spada ona na nas, jak grom z jasnego nieba. Jeżeli od dziecka mamy tą świadomość, że miłość nam się należy, to potem nie jesteśmy tak potwornie przytłoczone miłością mężczyzny. Pokorny, metafizyczny stosunek do uczuć, którymi nas ktoś nagle obdarza, sprawia, że jesteśmy bezbronne i nie umiemy sobie sformułować, czego my tak w zasadzie oczekujemy, co uczucie ma nam dać i po co właściwie jest.

- Z powodu powtarzanego przez pokolenia zwyczaju, odzywa się w nas pokora i wdzięczność za to, że ktoś nas wybrał, że nie zostaniemy na tym rynku same, tylko ktoś zdecydował się ten towar, którym my jesteśmy, przynajmniej obejrzeć, a może nawet i kupić. I właśnie takie podejście, od początku stwarza niedobrą, niezdrową dla kobiety, krzywdzącą sytuację.

Mam wrażenie, że pani bohaterka miała potworny głód akceptacji i miłości.

- Właśnie tak, właśnie o tym mówię. Tak naprawdę nie mogła rozróżnić tego, czy mężczyzna naprawdę  ją kocha, czy tylko pożąda i chodzi mu o seks. To było dla niej kompletnie nie do rozróżnienia, nie była przygotowana na tego typu zjawiska. Jej, prawdopodobnie, w gruncie rzeczy było wszystko jedno. Wystarczyło jej tylko czyjeś zainteresowanie, żeby się jej wydawało, że jest traktowana poważnie. Prawdopodobnie seks był wyrazem akceptacji i chyba dla niektórych dziewczyn, jest tym do dziś.

- Seks jest biletem, by zostać przez kogoś zauważonym.  Nie zdają sobie jednak sprawy, że ta droga powinna przebiegać w odwrotnym kierunku. Tak mało ludzi o tym wie, mało dziewcząt ma tę świadomość, że seks to jest nie środek do celu, tylko jest to cel sam w sobie, do którego wcale nie powinno się tak śpieszyć. Wiele warunków musi być spełnionych, żeby oboje partnerzy dojrzeli do tej sytuacji. Ciągle duża ilość  młodych kobiet uważa, że tak być musi i nawet nie próbuje tego zmienić.

- Jest też w tym pogarda i marnowanie tego, co jest później w życiu człowieka niezwykle ważne i szalenie wzbogacające, dodające ogromnej energii. Jednak tak się dzieje, tylko wtedy, gdy świadomie decydujemy się na seks, kiedy wiemy, że nie jest wymuszony, tylko jest to nasza własna decyzja. Wydaje się to prostą rzeczą, jednak wcale tak nie jest.

Miłość własna i akceptacja, to jest najlepsze chyba lekarstwo dla kobiet, które kochają za bardzo?

- Tak, dla wszystkich kobiet. Najważniejsze, żeby miały świadomość, że to jest ich życie i że żadna jego godzina nie zasługuje na zmarnowanie. Kiedyś przeczytałam wspaniałe zdanie, chyba amerykańskiej autorki, które brzmiało: "Gdyby kobiety chociaż dwadzieścia procent energii, którą zużywają najpierw na nawiązanie, a później na utrzymanie związku, poświęciły dla siebie, na kształcenie psychiczne, sportowe bądź zawodowe, to miałyby sto procent więcej sukcesów."

Rozmawiała: Magda Nowak

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje