Tęsknię za telewizją, która daje mi radość

Zmarł w szpitalu po długiej chorobie. Miał 82 lata.

Swój ostatni dyżur telewizyjny Jan Suzin poprowadził 26 listopada 1996 roku. Nie było pożegnania z widzami - prezenter uważał, że taki gest byłby nie na miejscu. Po 41 latach spędzonych w telewizji po prostu powiedział "dobranoc państwu" i wyszedł ze studia. Ale samą datę ostatniego dyżuru wybrał z rozmysłem: 26 listopada 1955 roku po raz pierwszy pojawił się w studio na żywo. W archiwach telewizji wciąż można znaleźć to nagranie: Jan Suzin zapowiedział wtedy francuską komedię "Wakacje pana Hulot" z Jacquesem Tati w tytułowej roli. I tak się zaczęło.

Był architektem, ale w pracy się nudził

Reklama

W 1955 roku miał 25 lat i był architektem. Wraz z ojcem, również architektem, profesorem Leonem Markiem Suzinem pracował przy rekonstrukcji i odbudowie kościoła garnizonowego przy ulicy Długiej w Warszawie. Jan Suzin musiał się jednak trochę nudzić w pracowni, bo kiedy w "Expressie Wieczornym" przeczytał, że powstająca właśnie telewizja poszukuje kandydatów na spikerów, postanowił spróbować. Zgłosiło się dwa tysiące osób. W tym samym czasie, co Jan Suzin, pracę w telewizji rozpoczął Eugeniusz Pach. Z wykształcenia był archeologiem.

Szybko okazało się, że telewizja jest idealnym miejscem dla Jana Suzina. Był przystojny, o znakomitych, jakby przedwojennych manierach, ze znajomością języków i ciekawą rodzinną historią, o której nie mówił zbyt wiele, ale z której był dumny. Jego ojciec jako podchorąży brał udział w wojnie z 1920 roku, za udział w bitwie nad Bzurą podczas wojny obronnej we wrześniu 1939 został odznaczony Krzyżem Walecznych. Wśród przodków Jana Suzina był Adam Suzin, student filozofii Uniwersytetu Wileńskiego, filareta. Jest jednym z bohaterów III części "Dziadów" Adama Mickiewicza.

Telewizji zawdzięczał też Jan Suzin żonę. Aktorkę Alicję Pawlicką (79) poznał podczas realizacji jednego z Teatrów Telewizji. Pani Alicja warszawską PWST ukończyła w tym samym roku, w którym jej przyszły mąż rozpoczął pracę w telewizji.

Zawsze mówi się tylko do jednego człowieka

Jan Suzin przyznawał, że w swojej pracy wzorował się na pierwszym przedwojennym spikerze radiowym Tadeuszu Bocheńskim nazywanym "księciem spikerów" - ale większości rzeczy musiał nauczyć się sam. Zasada, której był wierny przez całe swoje zawodowe życie, brzmiała: w telewizji i radio nie mówi się nigdy do milionów. Zawsze mówi się tylko do jednego człowieka.

Jan Suzin był nie tylko pierwszym spikerem TVP, ale również lektorem. Czytał dialogi wielu filmów, jego głos szczególnie pamiętany jest z westernów z "Bonanzą" na czele. Szczyt jego popularności przypadł na lata 70., kiedy Jan Suzin zaczął prowadzić w TVP programy rozrywkowe (np. "Turnieje miast"). Przez wiele lat wraz z Edytą Wojtczak składał w telewizyjnym okienku życzenia noworoczne. Wielu telewidzów uważało, że Wojtczak i Suzin są... małżeństwem!

Dziennikarze i przyjaciele ciepło o Suzinie

Po przejściu na emeryturę Jan Suzin rzadko pojawiał się w mediach. Mawiał, że współczesnej telewizji nie rozumie i nie ogląda, że tęskni za taką, która daje ludziom radość. W październiku 2002 roku odebrał nagrodę na gali z okazji 50-lecia TVP.

W ostatnich miesiącach chorował. Zmarł w szpitalu w niedzielę 22 kwietnia. Informacja o jego śmierci otwierała niedzielne wydanie "Wiadomości", ale wśród ciepłych wypowiedzi dziennikarzy i przyjaciół zabrakło głosu prezesa TVP. Szkoda.

EP

Dowiedz się więcej na temat: Jan Suzin | telewizja | Edyta Wojtczak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje