To nie jest mama idealna!

Czy słusznie zarzuca się jej "macierzyństwo komercyjne"?

Wózek z materacykiem wibrującym i antywstrząsowym oraz "organizerami’’, czyli różnymi pojemnikami i kieszonkami po bokach - takim właśnie "supersprzętem" za, bagatela, 7200 zł!, podróżuje córka Anny Muchy (32), 7-miesięczna Stefania. Jej mama na spacery z maleństwem wychodzi zawsze modnie ubrana, często z nianią do pomocy, która prowadzi wózek, a także np. pomaga spakować go do bagażnika, gdy przemieszczają się gdzieś samochodem, lub krąży z maleństwem na planie filmowym, gdy aktorka pracuje...

Reklama

Większość polskich matek o takim komforcie wychowywania dziecka może tylko pomarzyć. Być może dlatego to właśnie Anna Mucha (oprócz Katarzyny Cichopek i Reni Jusis) znalazła się w ich rankingu najbardziej irytujących matek-celebrytek. Zdaniem ankieterek aktorka nie ma pojęcia o codziennym życiu zwykłych matek i godzeniu obowiązków zawodowych z macierzyństwem, a tymczasem próbuje udzielać rad, jak należy wychowywać dzieci.

Niedawno drwiła z innych matek

Zaledwie zapomniano jej, że zanim zaszła w ciążę, brzydziła się małymi dziećmi, drwiła z "głupoty" młodych matek i zrywała kontakty z koleżankami, które nimi zostały, a tymczasem Anna znów podpada kobietom. Co takiego robi źle? Może młodym matkom nie podoba się jej komercyjne podejście do macierzyństwa?

Anna sprawia wrażenie, jakby wyczuła, że może na tym dobrze zarobić. Wprawdzie nie napisała poradnika dla mam, jak to zrobiła Katarzyna Cichopek, ale za to skoncentrowała się na promowaniu akcesoriów dla dzieci. Kiedy zachwycała się na swoim blogu kocykami, wkrótce okazało się, że nie jest to bezinteresowna opinia młodej mamy, a czysto biznesowe działanie. Aktorka firmuje swoim nazwiskiem specjalną linię kocyków - "La Millou by Anna Mucha". Na jej blogu można znaleźć relację z tego, jak aktorka wybiera kolory i wzornictwo kocyków, a na końcu zachęca do zakupu.

Ciągle musi się tłumaczyć

Także zamieszanie z pieluchami wydawało się z początku działaniem z premedytacją. Pojawiły się opinie, że aktorka najpierw podpisała kontrakt reklamowy z producentem pieluch Bambino, a potem niby przypadkiem dała się sfotografować, jak je kupuje w supermarkecie. Na dowód, że było odwrotnie, Anna umieściła nawet na swoim blogu pismo od producenta pieluch. Internautki zauważyły też, że aktorka ostatnio zrezygnowała z ulubionych niegdyś butów na wysokim obcasie. Ale ten fakt też nie jest wynikiem dbałości o swoje zdrowie czy bezpieczeństwo noszonej na rękach córeczki. Anna po prostu podpisała kontrakt na reklamowanie sportowych butów, które modelują pośladki. Podobno ma na tym zarobić 200 tysięcy złotych.

Wszystko to sprawiło, że nawet czytelniczki bloga aktorki stały się podejrzliwe i każdą notkę, np. o wydawnictwie polecanej przez Annę książeczki dla dzieci, uważają za reklamę, za którą musiała, ich zdaniem, wziąć pieniądze. Aktorka odpowiedziała na zarzuty obracając je w żart: "to oczywiste, że dostaję kasę (kupę kasy) od każdej nawet najmniejszej książeczki. Ba!, od strony sobie liczę!" - napisała na swoim blogu. Wygląda jednak na to, że opinii, jaką aktorka zdążyła sobie wyrobić w oczach kobiet w ciągu zaledwie kilku miesięcy macierzyństwa nie da się zbyć jednym żartem. I Anna o tym wie, bo ostatnio w wywiadach bardzo dużo mówi o swojej działalności charytatywnej. O fundacji Dziecięca Fantazja, która spełnia marzenia chorych dzieci, o fundacji Wiosna, która przygotowuje się do grudniowej Szlachetnej Paczki. Podkreśla, że nawet negocjując kontrakt z producentem pieluch, ustaliła, iż 1% ze sprzedaży przekazany zostanie na dom samotnej matki. Oby te działania pomogły.

MH



Dowiedz się więcej na temat: Anna Mucha | macierzyństwo | dziecko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje