Tomasz Karolak: Wreszcie dotarłem do właściwego portu

Przeszedł kryzys czterdziestolatka. Właśnie otworzył nowy rozdział w swoim życiu. Nam opowiedział o najważniejszych dla niego kobietach.

Kobiety go kochają. I z wzajemnością. W swoim ponad 40-letnim życiu zdradzał i był zdradzany. Ale w końcu dojrzał. Ustatkował się, postawił na rodzinę. Dziś, jak mówi, już wie, że najważniejsze, to być fair.

Reklama

O kobietach przyszłam z tobą porozmawiać...

Tomasz Karolak: Dość ryzykowne, bo łatwo mogę stać się bohaterem plotkarskich portali. Moje wypowiedzi już wielokrotnie były wyrywane z kontekstu. A co się sprzedaje najlepiej? Romanse, zdrady... Dopisano mi ich wiele. Z rozbawieniem, a czasem zażenowaniem, czytam doniesienia na temat mojego życia, które niewiele mają wspólnego z prawdą. Oczywiście, w myśl zasady "gówna nie ruszaj, bo śmierdzi", nie reaguję na to. Szkoda mi zresztą czasu. Ale chętnie porozmawiam o kobietach w moim życiu, bo wiele im zawdzięczam. Wszystkie wciąż są bliskie mojemu sercu, choć relacja intymna dawno się skończyła. Bo ja przyjaźnię się ze swoimi byłymi.

Pierwsza na liście jest mama?

- Urodziła mnie młodo, więc pamiętam, jaką była "lufą". Miałem 10 lat, gdy patrzyłem na nią z podziwem. Była niezwykle atrakcyjną kobietą o długich, leszczynowych włosach, 177 cm wzrostu, z wcięciem w talii, fajnym biustem i zgrabnymi nogami, zawsze na obcasach. Kiedyś rodzice wychodzili na bal... Mama włożyła długą suknię i szpilki. Zobaczyłem zadowoloną z życia, świadomą własnej wartości, szczęśliwą kobietę. Była cierpliwa i tolerancyjna. Gdy powiedziała: "Przegiąłeś. Martwiłam się o ciebie", wiedziałem, że tak było na pewno.

Płakała przez ciebie?

- No pewnie. Wiele kobiet przeze mnie płakało, ale i ja płakałem przez kobiety. W podstawówce zalewałem się łzami, gdy Kaśka oddała mi pierścionek, mówiąc, że woli Piotrka. W tle leciała piosenka Maanamu "Kocham cię kochanie moje".

A wracając do mamy, jaka jeszcze była?

- Radosna, śpiewająca, tańcząca. Wychowywałem się w rodzinie wojskowych. Do dziś z tego czerpię. Nawet w serialu "Rodzinka.pl" przywołuję cytaty z mego ojca, jak choćby "Ty cwaniaczku skaryszewski". A moje zapędy do śpiewu mam po mamie. Ona śpiewała zarówno podczas robienia kotletów, jak i na imprezach. To była pierwsza kobieta, którą się zafascynowałem. Potem przez lata zakochiwałem się tylko w dziewczynach o długich włosach. Mogła mieć podły charakter, ale musiała mieć długie włosy (śmiech). A potem wiązałem się z kobietami, które miały problem z ojcem - chyba lubię występować w roli opiekuna. Mój ojciec pokazał mi, że mężczyzna powinien opiekować się kobietą. Kilka razy potrzebę zaopiekowania się pomyliłem z miłością.

A inne ważne kobiety?

- Mariola... miłość z przedszkola. Kochałem się w niej jeszcze w podstawówce, ale potem rodzice przeprowadzili się znad morza do Warszawy i miłość prysła. Mam książkę, którą dostałem na pamiątkę od klasy. Napisała w niej: "Zawsze będę o tobie pamiętała. Mariola". I narysowała wielkie serce. Mamy kontakt do dziś.

Kolejna kobieta... Ustalmy, ile ich było?

- Tych ważnych? Najwyżej cztery, pięć. Jestem długodystansowcem, choć niektórzy robią ze mnie faceta, co zmienia kobiety jak rękawiczki... Pierwsza poważna miłość przyszła w liceum. Rozstaliśmy się po 4 latach. Myślę, że byłem za młody na związek na całe życie. Wtedy nastała wolna Polska, dziewczyny zaczęły się odważniej nosić, wciąż gdzieś wyjeżdżałem ze studium teatralnym przy Teatrze Żydowskim. Do tego studium trafiłem zresztą z powodu Elizy, w której się podkochiwałem. A potem zakochałem się w Monice, która dziś jest znaną aktorką. To była wielka miłość, niespełniona i nigdy nie skonsumowana. Kochałem się w niej jak wariat. Ale kiedyś po próbie przyszedł po nią jej chłopak. "Wiesz, my mamy przed sobą świetlaną przyszłość" - powiedział. Odpuściłem. Po tym platonicznym związku zostały niezwykłe listy, które wciąż mam.

- Szybko pocieszyłem się w szkole teatralnej, gdzie były najpiękniejsze dziewczyny. Wiedziałem, że tak jest, bo rok wcześniej przez to oblałem egzaminy. Na pisemnym kompletnie nie mogłem się skupić, bo po mojej prawej stronie siedziała piękna Magda, a po lewej piękna Kaśka, z długimi włosami (śmiech). Nie mogłem od nich oczu oderwać. Siedziałem z jęzorem wywalonym i nie wiadomo o czym myślałem. Z Kaśką, która była ze mną na roku, długo byliśmy parą. Ale to nie mogło się udać. Cały czas byliśmy razem. W końcu zaczęliśmy być sobą zmęczeni. Dziś wiem, że nie można zawieszać życia tylko na drugim człowieku.

Żal, gdy miłość odchodzi?

- Zawsze żal. A człowiek wikła się w jakieś niepotrzebne historie. Właśnie przygotowujemy z przyjaciółmi scenariusz do filmu "9 zdrad", w którym przedstawionych będzie 9 historii nieuczciwego życia. Jak dziś patrzę na siebie sprzed lat, jak kłamałem, lawirowałem, to myślę, że robiłem z siebie idiotę. I bardzo się męczyłem. Nie należę do facetów, którzy przez lata prowadzą podwójne życie. Dziś wyznaję zasadę - szczerość ponad wszystko, nawet gdy boli.

- Tak miałem, gdy zakochałem się w Ilonie. Poznaliśmy się na festiwalu Fama. Śpiewałem piosenkę Grechuty "Dzikie wino", a Ilona była w chórku. Na wakacje całą ekipą wyjechaliśmy na działkę moich rodziców. Była też Ilona z chłopakiem. Pojechaliśmy razem po chleb i... zakochałem się. Ilona była moją miłością i prawdziwą narzeczoną. Były romantyczne zaręczyny na Zamojszczyźnie, paliło się w kominku, byli nasi rodzice, padłem przed nią na kolana... Nie przetrwaliśmy jednak próby odległości - to kolejne doświadczenie. Ilona była wtedy aktorką teatru we Wrocławiu, a ja w Krakowie. Przez 4 lata kursowaliśmy między tymi miastami. Zabiła nas codzienność. Ilona potrzebowała przytulenia w tej chwili, a nie za tydzień, kiedy będę mógł przyjechać. W końcu znalazł się ktoś inny i miłość się rozpadła. Bolało, półtora roku cierpiałem. Ta historia nauczyła mnie, że nawet najlepszego związku nie można zostawić samemu sobie, że miłość nie jest dana raz na zawsze.

Zdrada bardzo boli faceta?

- Urażona duma długo cierpi. Bo może to nawet nie ja cierpiałem, ale moja duma była zdruzgotana. Zacząłem szukać ukojenia w modlitwach, rozmyślaniach. Nie mogłem nawet uczestniczyć w próbach, bo wciąż myślałem, dlaczego tak się stało. Po 8 miesiącach analizowania porażki, umęczony, załamany, wszedłem do kościoła Dominikanów. W konfesjonale siedział stary mnich. Już wychodził, ale powiedziałem, że muszę, że to być może najważniejsza rozmowa w moim życiu. Trwała półtorej godziny. "Jak wyjdziesz z kościoła, w tej walce przeciwko sobie samemu będziesz miał największego sprzymierzeńca, jaki jest" - usłyszałem. To było niesamowite. To był moment, w którym zrozumiałem, że modlitwa, szczerze wypływająca z człowieka, jest w stanie zmieniać rzeczywistość.

Potem poznałeś Magdę?

- Magda nic nie mówiła, tylko patrzyła na mnie swoimi wielkimi oczami i już wiedziałem, co mam robić. Jej mądrość i lojalność dawała mi niezwykły spokój. To był, poza Violą, najdłuższy związek, bo trwał 7 lat. Dopiero zaczynaliśmy kariery, razem klepaliśmy biedę, ale też zawiesiliśmy na sobie nawzajem nasze życia. Już to kiedyś przerabiałem, ale pomyślałem: Mam 30 lat, jestem silniejszy. Ale nie dałem rady. Chyba za wcześnie się spotkaliśmy. Zachłysnąłem się popularnością, odwaliło mi, byłem nie fair wobec Magdy. No i poznałem Violkę. Powiedziałem Magdzie o niej. A resztę załatwiły brukowce (śmiech). Na szczęście potrafiliśmy przemienić tę pokaleczoną miłość w piękną przyjaźń. Ale jak dziś o tym myślę, nie całą winę mogę wziąć na siebie.

Urodzenie się dziecka przypieczętowało wybór?

- Zawsze chciałem mieć dzieci. Kiedy urodziła się Lena, zwariowałem na jej punkcie. A potem pojawił się Leon. Są dla mnie najważniejsi. Ostatnio z 8-letnią Leną prowadzimy poważne rozmowy, zaś z 2,5-letnim Leonem wciąż jesteśmy na etapie beztroskiej zabawy. Lena uwielbia ze mną wyjeżdżać i często wyjeżdżamy tylko we dwoje. Ostatnio byliśmy w Ciechanowcu, gdzie zwiedzaliśmy skansen, chatę sprzed 200 lat. Oglądaliśmy, jak dawniej robiło się chleb... A z kolei Leoś jest dumny, że idzie za rękę przez park, bo już nauczył się chodzić. Jestem szczęśliwy, że mam te dzieciaki. Bycie ojcem jest fascynujące.

Kobieta, z którą mężczyzna ma dzieci, jest...

- Kobieta, która jest matką twoich dzieci jest w pewien sposób święta. Należy się jej specjalny szacunek. Bo jeżeli masz z nią dzieci, to nie bez powodu. I myślę, że totalnym świństwem jest zostawienie kobiety z dziećmi. Nie potrafiłbym tego zrobić. Żałuję każdego momentu, którego nie spędziłem z dziećmi, bo akurat dopadł mnie kryzys czterdziestolatka. Chciałem udowodnić, że jestem jeszcze atrakcyjnym facetem i zauroczyła mnie piękna koleżanka z planu. Masz kobietę, dziecko, a nagle pojawia się ktoś 20 lat młodszy i wydaje ci się, że jesteś herosem, że wszystko możesz. Ale dziś żadna piękna dziewczyna nie odciągnie mnie od domu i dzieci. Przynajmniej na razie (śmiech). Myślę, że już wiem, co jest w życiu ważne. Chcę być dla dzieci przyzwoitym facetem, dobrym ojcem. Chcę je też nauczyć, by były dobrymi ludźmi.

Ale chyba nie to, że Viola jest matką twoich dzieci spowodowało, że się przy niej zatrzymałeś?

- Nie. Przecież dzieci nie wzięły się z niepokalanego poczęcia, tylko z ogromnej chemii między nami. Ale nie jest to łatwy związek. Violka jest dla mnie dużym wyzwaniem. To kobieta z rasową urodą i takim samym charakterem, trudnym, narowistym. A jak to kobieta ze Śląska, jest silna. Wciąż się ścieramy. Nasze życie do rollercoaster. Raz na 3 miesiące stwierdzamy, że nie potrafimy się dogadać, po czym się dogadujemy.

No i ile z tobą przeszła, wszystkie twoje kryzysy...

- Ma to także swoje dobre strony. Bo mimo, że mamy dwójkę dzieci, wciąż czujemy się świeżym związkiem, jakbyśmy się poznali dwa miesiące temu. Przetrzymała mnie i teraz nie mam wyjścia (śmiech).

Czyli ślub?

- Nie wykluczam. Coraz częściej Lena mnie pyta, czy ożenię się z jej mamą (śmiech). Myślę, że to będzie impuls. A wesele będzie trwało trzy dni. Niedawno przeczytałem, że właśnie zamieszkaliśmy ze sobą.

A jaka jest wersja prawdziwa?

- Zawsze ze sobą mieszkaliśmy. Kupiłem mieszkanie, sam wyremontowałem, wspólnie je urządziliśmy. Mam wrażenie, że wreszcie dotarłem do właściwego portu.

I jak dbasz o waszą miłość?

- Nie kupuję kwiatów, tylko bilet do Jerozolimy. Jestem facetem, który pokazuje świat. Bo to są wspomnienia, które łączą ludzi. Odkąd mam dzieci, są to podróże z dziećmi.

Rozmawiała Beata Biały

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje