"Trylogia" od kuchni

Od filmowej premiery „Ogniem i mieczem” minęło 17 lat, „Potopu” – 42, „Pana Wołodyjowskiego” – 47, lecz nadal lubimy je oglądać. To zasługa reżysera i świetnej obsady.

Dzieło swego życia - filmową "Trylogię" - reżyser Jerzy Hoffman realizował od końca. Stało się tak ze względów politycznych. Pierwszą część cyklu, powieść "Ogniem i mieczem", władze PRL uważały za antyukraińską, więc... antyradziecką i nie było szans na jej realizację w latach 60. i 70. Dlatego zaczął od "Pana Wołodyjowskiego".

Reklama

Ekipę dobrał w mistrzowski sposób. Tytułową rolę powierzył Tadeuszowi Łomnickiemu, który najtrudniejsze sceny grał bez pomocy kaskadera. Po raz pierwszy w życiu nie narzekał na niski wzrost (miał na tym punkcie poważny kompleks), gdyż idealnie pasował do roli Małego Rycerza. Ketlinga zagrał Jan Nowicki, a Zagłobę Mieczysław Pawlikowski. Widzom podobały się też role kobiece: w postać Basi Jeziorkowskiej wcieliła się Magdalena Zawadzka, natomiast Krystynę Drohojowską zagrała Barbara Brylska.

O obsadzie roli Azji Tuhajbejowicza zadecydował przypadek. Podczas jednego z mocno zakrapianych spotkań w klubie SPATiF-u Hoffman siłował się na rękę z Danielem Olbrychskim. Ten pojedynek zrobił na nim takie wrażenie, że z miejsca złożył aktorowi propozycję współpracy. - Bracie kochany! - powiedział. - Dla Wajdy to ty możesz być typowy Słowianin, dla Antczaka typowy Skandynaw, a ja po prostu chlapnę ciebie na czarno i ty u mnie będziesz Azja. Zastanów się!

Początki współpracy nie były jednak łatwe, Olbrychski nie potrafił przystosować się do metod Jerzego Hoffmana. W efekcie, obrażony, czasami nie rozmawiał na planie z reżyserem, a ten potrafił się sprytnie odegrać... "Wbijaliśmy Daniela na pal - wspominał. - Musiał siedzieć na wąskim siodełku rowerowym, co na dłuższą metę wcale nie było wygodne. Ponieważ był to okres naszych nieporozumień, nie mogłem sobie odmówić odrobiny sadyzmu. Olbrychski siedzi na siodełku, a ja każę wygasić światła i zarządzam przerwę obiadową. Nikt, z Danielem włącznie, nie pisnął nawet słówka".

Jednocześnie z filmem kinowym kręcono czarno-biały serial telewizyjny, również w reżyserii Jerzego Hoffmana. W obsadzie zaszła jednak jedna poważna zmiana - Ketlinga zagrał Andrzej Łapicki. I to właśnie on miał pozostać w pamięci widzów jako niezwykle elegancki mężczyzna, który odbił Wołodyjowskiemu Krzysię. Na temat obsady "Potopu" rozpętała się burza. Olbrychski-Azja, któremu Hoffman powierzył rolę Kmicica, stał się celem bezpardonowych ataków.

"Byłam w towarzystwie Daniela - wspominała Agnieszka Osiecka. - Najpierw bankietowaliśmy w klubie filmowców, a potem przez pół nocy błąkaliśmy się po knajpach. Nad ranem zawędrowaliśmy do baru mlecznego Zodiak - na poranny kefir. Nagle spostrzegłam, że pijani ludzie zbili się w grupkę i zaczęli agresywnie zaczepiać Daniela. Niektórzy chcieli go bić - za to, że... śmie grać Kmicica!".

Ostatecznie Olbrychski nie ugiął się pod presją - zagrał tak znakomicie, że oponenci zamilkli, a "Potop" dostał nominację do Oscara. W ogóle cały film był bardzo udaną produkcją. Łomnicki został znów obsadzony w roli Wołodyjowskiego, a scena jego pojedynku z Kmicicem w strugach ulewnego deszczu przeszła do historii polskiego kina. Mimo zastrzeżeń części krytyków i widzów spodobała się również Małgorzata Braunek jako Oleńka Billewiczówna, podobnie jak Kazimierz Wichniarz w roli Zagłoby.

"Potop" kręcono aż trzy lata; było to przedsięwzięcie, jakiego wcześniej nie widziała polska kinematografia. Setki statystów, sceny batalistyczne... Znaczną część plenerów nagrywano na terytorium Białorusi. Dzięki filmowi aktorzy osiągnęli nieprawdopodobną popularność. Jednak pod względem finansowym było to raczej mało opłacalne zajęcie. Zarobiliby więcej, grając w teatrze albo realizując w krótszym czasie inne filmy.

Dotację na ekranizację "Ogniem i mieczem" wstrzymała minister Izabella Cywińska. W tej sytuacji Hoffman sam założył firmę i zaczął zbierać fundusze na własną rękę. W końcu wsparł go bank. W obsadzie reżyser postawił tym razem na młode pokolenie. W rolę Skrzetuskiego wcielił się Michał Żebrowski. Partnerowała mu Izabella Scorupco, wsławiona udziałem w jednym z filmów o agencie 007 - Jamesie Bondzie.

Duże zainteresowanie wzbudził też Rosjanin Aleksander Domogarow w roli Bohuna. Każda relacja z planu, pisana przez dziennikarki, kończyła się konkluzją, że rosyjski aktor jest wręcz "nieprzyzwoicie przystojny". O ile Zbigniew Zamachowski jako Mały Rycerz nie sprostał legendzie Łomnickiego, a Scorupco wypadła blado w roli Heleny, o tyle Domogarow zagrał kapitalnie i w opinii wielu widzów przyćmił grzecznego Żebrowskiego. Izabelli udało się natomiast zakończenie, w którym, zostając u boku Skrzetuskiego, patrzy tęsknie za Bohunem. Tak jakby wahała się, czy dobrze wybrała. To miał być tylko dowcip, lecz Jerzy Hoffman go kupił i właśnie ten kadr wybrał na koniec.

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje