W roli proboszcza...

Popularny aktor z serialu Plebania - Włodzimierz Matuszak opowiada o swojej aktorskiej karierze, emigracji do Niemiec i swoich pasjach.

Jest Pan absolwentem technikum ekonomiczno-spożywczego. Postanowił pójść jednak zupełnie inną drogą i podjął w 1967 r. studia na Wydziale Aktorskim PWST w Warszawie. Przeniósł się Pan później do słynnej łódzkiej "filmówki", którą ukończył w 1976 r. Skąd pomysł na aktorstwo?

Reklama

Włodzimierz Matuszak: Rzeczywiście ukończyłem technikum ekonomiczno-spożywcze, ponieważ wtedy nie myślałem jeszcze o jakichkolwiek studiach. Chciałem szybko się usamodzielnić. Zdobyć zawód i pójść do pracy. Na studia aktorskie namówiła mnie moja polonistka, która dobrze znała moje zainteresowania. I tak się zaczęła moja przygoda z aktorstwem.

Jak wspomina Pan okres studiów? Ciężko było?

W.M.: Studia wspominam bez większego sentymentu. Zaczynałem w 1967 a ukończyłem w 1976. Nie chciano mnie tam, więc nie mam powodów do radosnego ich wspominania.

Był Pan pilnym studentem?

W.M.: Gdybym powiedział, że byłem bardzo pilnym studentem, nie byłaby to do końca prawda. Trzeba było poza studiowaniem zarabiać na życie i to nie tylko podczas wakacji. Usuwano mnie z uczelni dwukrotnie, a i tak ukończyłem łódzką uczelnię z wynikiem bardzo dobrym.

W 1987 roku wyemigrował Pan z rodziną do Niemiec. Jak wspomina Pan lata emigracji? Tęsknił Pan za ojczyzną?

W.M.: Emigracja zawsze kojarzyć będzie mi się z tęsknotą za Polską. A przecież wyjechałem z kraju z uczuciem ulgi. To była bardzo trudna decyzja i trudny okres w moim życiu. Były również pozytywne strony tej decyzji.

Dziś, mieszkając w Polsce, pracując w swoim zawodzie, "sprawuje Pan opiekę nad kilkoma tysiącami duszyczek w telewizyjnym Tulczynie jako proboszcz na tamtejszej "Plebanii'". Czy pamięta Pan swój debiut na małym ekranie?

W.M.: O ile dobrze pamiętam swój telewizyjny debiut, to była to rola w teatrze telewizji

realizowanym w krakowskim studiu przez Laco Adamika. Rok 1979 "Iwanow" A. Czechowa.

Jak czuje się Pan w roli proboszcza?

W.M.: Aktor w każdej roli powinien czuć się dobrze. Pod warunkiem, że solidnie do niej się przygotuje. A proboszcz, no cóż - normalny facet, może tylko bardziej wrażliwy na ludzkie nieszczęścia, potrafiący nie tylko radzić innym, ale także słuchać innego człowieka.

Dowiedz się więcej na temat: Niemiec | technikum | błędy | studia | aktor | włodzimierz | matuszak | Włodzimierz Matuszak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje