Wciąż na nowo zakochuję się w mężu

Aktorka lubi, kiedy dużo dzieje się w jej życiu zawodowym, ale szczególnie ceni sobie rolę żony i mamy. Właśnie wybiera się na ferie z rodziną.

Przebojem zawojowała nasze serca i to w dość nietypowy sposób, bo nie za sprawą ról filmowych - te przyszły później - a dzięki udziałowi w serii zabawnych reklam. Teraz jest popularna tak bardzo, że niejednej koleżance po fachu przewróciłoby się od tego w głowie.

Reklama

Ile w tobie zostało ze zwyczajnej dziewczyny, która wychowała się w Opolu?

Barbara Kurdej-Szatan: - Mam nadzieję, że nic się nie zmieniłam, poza tym, że mieszkam w Warszawie! Nie rozumiem, jak to możliwe, że niektórym po zagraniu jednej roli odbija palma. Wciąż cenię drobne rzeczy: zwykły spacer, uśmiech, sport, a najważniejsi są oczywiście bliscy, rodzina i przyjaciele. Część z nich nadal mieszka w Opolu, gdzie do dziś śpiewam w chórze gospel, ale większość przeniosła się z Krakowa i Gdyni, gdzie chodziłam do szkoły musicalowej, do Warszawy. Nie dzielę ich na "starych" i "nowych". Wykonują różne zawody. Wśród najbliższych mi osób jest dziennikarka, przedszkolanka, pracownica banku i organizatorka koncertów w filharmonii.

Organizujecie babskie spotkania?

- Oczywiście! Raczej w knajpce niż w domu, bo prawie wszystkie mamy już swoje rodziny.

Ty też jesteś mamą. Razem z mężem wychowujecie czteroletnią córkę. Oczko w głowie?

- Nieustannie. (śmiech). Z naszej Hani wyrosła już całkiem duża pannica. To bardzo mądra dziewczynka, która rozbraja mnie swoimi powiedzonkami i sprytnie wykorzystuje swój wdzięk, bo wie, że dzięki temu łatwiej jej wybaczę różne psoty. Często razem malujemy i rysujemy, co uwielbia. Ma dryg artystyczny, niedawno zaczęła projektować papierowe ubranka dla lalek. A ja, jak każda mama, uważam, że mam genialną córkę. (śmiech)

Kto jest bardziej "decyzyjny" w waszym małżeństwie?

- Wspólnie decydujemy, ale Rafał częściej wpada na różne pomysły. Co chwilę by coś zmieniał i dorabiał. Uwielbia majsterkować i właściwie całe nasze mieszkanie urządził sam. Wymyśla coś, a ja tylko mówię, czy mi się to podoba, czy nie. Niektórzy twierdzą, że małżeństwo to początek końca magii w związku.

Masz receptę, jak tego uniknąć?

- W każdym związku może pojawić się rutyna związana z przepracowaniem, obowiązkami i wychowaniem dziecka, przez co zanikają "fajerwerki". Warto o to dbać i pamiętać o małych, ale istotnych sprawach, takich jak zwyczajne przytulenie partnera. Polecam też, by przynajmniej raz na rok wyjechać gdzieś tylko we dwoje. Wystarczy na parę dni. W naszym przypadku sprawdza się to znakomicie. Mała idzie do dziadków, a my mamy labę. (śmiech) Za pierwszym razem pozwoliliśmy sobie na małe szaleństwo i wybraliśmy się na Malediwy, traktując to jak spóźnioną podróż poślubną, ale z ręką na sercu polecam też Grecję, która leży bliżej, jest tańsza ,a równie ładna. Tak naprawdę nie ma znaczenia, dokąd pojedziemy. Każdy z naszych wyjazdów powodował, że na nowo zakochiwałam się w swoim mężu.

Chyba jesteś osobą ciepłolubną?

- Przeciwnie, uwielbiam zimę, koniecznie taką ze śniegiem i mrozem.

Uprawiasz zimowe sporty?

- Moją pasją są narty. W tym roku zamierzamy sprawdzić, czy uda się zarazić nią Hanię. Wybieramy się na kilka dni w góry. Do tej pory jeździłam w Polsce i w Czechach, ale marzę, by wyruszyć w Alpy. W ogóle lubię sporty związane z przemieszczaniem się - szczególnie jazdę na rowerze, dającą poczucie totalnej wolności, i bieganie.

Jesteś jedną z ambasadorek kampanii "Piękna bo Zdrowa", która ma zachęcić kobiety do regularnych badań ginekologicznych. Z jakiego powodu zdecydowałaś się wziąć w niej udział?

- Panie powinny być świadome tego, że muszą regularnie robić cytologię. Pamiętam szok, jaki przeżyłam, kiedy dowiedziałam się od koleżanki, że jedna z jej znajomych, która zachorowała na raka szyjki macicy, do 25. roku życia nie była u ginekologa. Przecież w tym nie ma nic wstydliwego!

Pewność siebie wpisana jest w twój zawód. Może niektórym kobietom, zwłaszcza z małych miejscowości jej brakuje?

- Właśnie dlatego chciałabym swoim skromnym udziałem wpłynąć na to, by nabrały odwagi. Sama nigdy nie wstydziłam się mówić o różnych rzeczach, także wtedy, gdy byłam, wspomnianą przez ciebie, zwykłą dziewczyną z Opola. Niedawno zachorowałam na boreliozę i też nie mam problemu z mówieniem o tym. Ta choroba atakuje mnóstwo osób. Może ona prowadzić do zapalenia mięśnia sercowego, zaatakować stawy i mięśnie, a nawet sprawić, że człowiek wyląduje na wózku albo umrze. Zaraził mnie kleszcz, którego "złapałam" w jednym z warszawskich parków podczas zdjęć do serialu.

- Nawet go nie zauważyłam, podobnie jak lekarz w szpitalu zakaźnym, który słysząc, że mam podstawowe objawy boreliozy, stwierdził, że... jestem przemęczona. Na szczęście po paru miesiącach sama zdecydowałam się na badania i tylko dzięki mojemu uporowi teraz mogę być zdrowa. Dlatego pamiętajmy o badaniach!

Kiedyś przyznawałaś, że jesteś pracoholiczką. Trochę minęło?

- Niestety... Rzadko mam kilka dni wolnego. Lubię, gdy dużo się w moim życiu dzieje, i związaną z tym adrenalinę. Ale teraz przed nami narty! 

Rozmawiał Paweł Piotrowicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje