Niewolnicy, piraci i trup Nelsona

Rum jest jednym z najbardziej znanych trunków. Produkowany w ciepłym klimacie z trzciny cukrowej przez długie lata był ulubionym alkoholem piratów, angielskich marynarzy i przekleństwem niewolników.

Pierwsza oficjalna wzmianka o rumie pochodzi z XIV wieku z pamiętników Marco Polo, która brzmi: Robią oni bardzo dobre wino z cukru, którego kilka kieliszków wystarczy, by być pijanym. Wielki podróżnik ma na myśli Persów i tereny dzisiejszego Iranu, gdzie uprawiano trzcinę cukrową i - jeśli wierzyć Włochowi - wytwarzano z ich sfermentowanego soku mocny, aromatyczny alkohol. Ale ani Arabowie, którzy koniec końców zdecydowali się stosować do nakazów Koranu i zabronili picia wszelkiego alkoholu, ani nawet Chińczycy czy Hindusi, którzy również eksperymentowali z trzciną cukrową, nie przysłużyli się temu trunkowi w równym stopniu co... niewolnicy.

Reklama

Niewolnicy, piraci i trup Nelsona

Otóż trzcina cukrowa najlepiej rośnie w klimacie tropikalnym. Przekonał się o tym chociażby Krzysztof Kolumb, który przywiózł jej sadzonki do Ameryki oraz inni Portugalczycy i Hiszpanie, którzy założyli plantacje trzciny cukrowej na Maderze, Azorach, Wyspach Kanaryjskich i Karaibach. Na tych ostatnich w XVII wieku niewolnicy odkryli, że melasę - uboczny produkt rafinowania cukru - można za pomocą fermentacji przerobić na alkohol. Najprawdopodobniej stało się to na Barbadosie, upragnionej wyspie piratów i szmuglerów.

Wynaleziony na Barbadosie i popularny na pirackich karawelach rum z początku był podobno "piekielnie ostrym, okropnym likierem". Dopiero uprzemysłowienie produkcji w Nowej Anglii podniosło znacząco jego jakość, a trunek stał się popularny wśród szerokich mas amerykańskiego społeczeństwa, przysparzając tym samym cierpień niewolnikom, na których zapotrzebowanie stale rosło. Jak podaje Henry Hobhouse w "Ziarnach zmian" w ciągu 175 lat na Barbadosie żyło i umarło aż 550 tys. niewolników - większość z nich pracowała na plantacjach trzciny cukrowej.

Okupiony niewolniczą krwią rum wielką karierę zrobił w angielskiej marynarce wojennej. Dzięki niemu marynarze zaopatrywani byli w wysokoprocentowy trunek, który używano w celach dezynfekujących i, rzecz jasna, rozładowujący napięcie. Legenda mówi, że ciało zabitego pod Trafalgarem admirała Nelsona włożono do beczki z rumem w celu zakonserwowania zwłok. Po powrocie do Anglii, gdy otworzono beczkę, okazało się, że jest w niej ciało admirała, ale brakuje... rumu. Otóż spragnieni marynarze wybili w beczce otwór i upili z niej cały rum. Od tego czasu synonimem rumu jest w Anglii "krew Nelsona".

Dowiedz się więcej na temat: trup | piraci | niewolnicy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje