„Chwilówka” może nam zrujnować życie

Firmy oferujące szybkie pożyczki są przyczyną wielu ludzkich nieszczęść. – Ja też dałam się nabrać. Teraz chcą mi zabrać dom! – mówi pani Elżbieta.

- Mój dramat zaczął się z biedy - mówi Elżbieta Urbańska. Słowa więzną jej w gardle, zakrywa twarz dłońmi. Magda, maturzystka, przytula ją i tłumaczy: - Mama długo nie mogła znaleźć pracy. Dlatego postanowiła, że weźmie sprawy we własne ręce i otworzy sklepik. Dostała dotację z urzędu, wsparcie dała też rodzina.

Reklama

W handlu pani Elżbiecie pomagał mąż Andrzej. Na obsługę zaciągniętych kredytów starczało, interes się rozkręcał. - W pewnym momencie zaczęły się jednak do mnie zgłaszać hurtownie i inni wierzyciele. Rachunki, w tym kredyt hipoteczny na dom, też nie zostały uregulowane! A mąż, który się tym zajmował, słowa nie pisnął - mówi pani Elżbieta ze smutkiem.

- Odkryłam, że pieniądze przegrywał w grach hazardowych. Zrobiłam mężowi awanturę i pogoniłam go z domu - kontynuuje Elżbieta Urbańska. - Samej było mi jednak ciężko utrzymać sklep. Zobowiązania mnie przerastały, kredytów nie spłacałam, więc drogę do banków miałam zamkniętą. Uznała, że jedyną szansą jest szybka pożyczka bez żyrantów.

Czy wiedziała, że to lichwa i duże ryzyko? Dziś przyznaje, że nie zdawała sobie w pełni sprawy z niebezpieczeństwa. - Znalazłam ogłoszenie w lokalnej gazecie i zadzwoniłam - wspomina. - Telefon odebrał mężczyzna. Nazajutrz przyjechał do mnie z panią imieniem Iwona. Byli pośrednikami. Oprowadziłam ich po domu. Pytali o wszystko, zaglądali nawet do lodówki. Potrzebowałam 50 tys. pożyczki: 20 tys. na spłacenie długów i 30 tys. na ponowny rozruch sklepu.

Pożyczkodawcą miał być biznesmen. - Nazywał się Adam D. Pośredniczka zachwalała go, że to taki dobry człowiek, że pomaga biednym - opowiada Elżbieta Urbańska. - Kobieta obiecała też, że może mi w ciągu trzech miesięcy załatwić kredyt w SKOK-u na 100 tys. zł. "Spłaci pani z tego inwestora i jeszcze zostanie" - zapewniała.

Dzień przed podpisaniem umowy u notariusza Adam D. zażyczył sobie, by rodzina wymeldowała się z domu. Warunkiem udzielenia pożyczki było też zabezpieczenie na hipotece. - Zaniepokoiło mnie to, jednak chciałam wybrnąć z kłopotów finansowych. To odebrało mi czujność. Poza tym, gdy notariusz czytał projekt umowy, wszystko się zgadzało. Nieruchomość miała być nasza, a gdybyśmy nie spłacili pożyczki, to po 7 miesiącach Adam D. miał nam dopłacić 470 tys. zł i dopiero wtedy mógłby zająć dom - podkreśla Elżbieta Urbańska.

- Jednak biznesmen zgłosił zastrzeżenia. Rozmawiał z notariuszem językiem prawniczym. Gdy urzędnik poszedł przepisywać akt na czysto, ja liczyłam pieniądze. Pan D. dał nam 65 tys.... Z tego od razu 15 tys. wzięła pani Iwona za pośrednictwo, a 50 tys. nam zostało. Akt notarialny podpisywaliśmy w pośpiechu, bo Adam D. był już gdzieś spóźniony. Po podpisaniu aktu notarialnego kontakt z pośrednikami się urwał. Stracili zainteresowanie sprawą! Pani Iwona wcale nie załatwiła obiecanego kredytu w SKOK-u.

Elżbieta Urbańska spłaciła dwie raty pożyczki, zaś trzeciej nie miała już z czego. Z aktem notarialnym poszła do prawnika. Ten wyjaśnił jej, że składając swój podpis, zgodziła się na... przeniesienie nieruchomości na Adama D. W podpisanej wersji dokumentu nie było mowy o obiecanych 470 tysiącach, które miałby on dopłacić. W dodatku z aktu notarialnego wynikało, że dostała 105 tys. pożyczki, a nie 65 tys.

- Prawie zemdlałam! - płacze kobieta. - Próbowałam się jeszcze dogadać z panem D., ale nie chciał mi pomóc, a pewnego dnia powiedział, że on się już tym nie zajmuje, bo... sprzedał mnie Sebastianowi F. Pan F. nie miał litości. Wpisał się do ksiąg wieczystych i trzykrotnie próbował eksmitować panią Elżbietę. Na razie bezskutecznie.

- Prawnicy twierdzą, że w jednym akcie notarialnym nie można przenieść własności i stwierdzić pożyczki. Z mocy prawa akt taki jest nieważny - wyjaśnia kobieta. - Niestety, na jego podważenie przed sądem z tego powodu minął termin.

Teraz okazało się, że osób poszkodowanych jak pani Ela jest więcej! Wszędzie scenariusz był taki sam. Notariusz i pożyczkodawca się śpieszyli, a pożyczkobiorcy nie mieli świadomości, co podpisują. Prokuratura prowadzi śledztwo, a Elżbieta Urbańska zgłosiła się jako poszkodowana. Sprawą zajmuje się też senator Lidia Staroń.

Zdumiewające, jak wiele osób dało się nabrać na sprytną "ofertę" lichwiarzy. Paradoksalnie, daje to jednak pani Eli i innym pewną szansę. - Jeśli sąd potwierdzi, że kobieta padła ofiarą oszustwa, a winni zostaną skazani, można wystąpić o unieważnienie aktu notarialnego - mówi adwokat Piotr Wojtaszak.

- Dobrze radzę innym: uważajcie, co podpisujecie! - mówi pani Ela. - Dziś wiem, że trzeba było lepiej pilnować męża-hazardzisty, ale też szukać innego rozwiązania niż "chwilówka".

Na to uważaj

1. Czytaj umowy przed podpisaniem.

2. Nigdy nie wierz, że udzielając "chwilówki", ktoś chce nam pomóc. Tak naprawdę jedynym jego celem jest zarobek.

3. Przed wzięciem "chwilówki" skonsultuj się z prawnikiem.

4. Sprawdź warunki udzielenia pożyczki i oprocentowanie.

5. Zainteresuj się zmianami w przepisach, które weszły w życie 11.03.2016 r. Zgodnie z nimi koszty pozaodsetkowe zostały ograniczone do 25 proc. kwoty pożyczki i 30 proc. za każdy rok umowy. Wszystkie opłaty nie mogą przekroczyć 100 proc. kwoty pożyczki.

6. Skorzystaj z pomocy Rzecznika Finansowego: www.rf.gov.pl oraz miejskich i powiatowych rzeczników konsumentów.

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje