Baset na kolanach zastąpi niejeden kaloryfer

Wywiad z Lucy Dillon, autorką powieści "Psy, Rachel i cała reszta".

Co zainspirowało panią do napisania książki "Psy, Rachel i cała reszta"?
Lucy Dillon: - Mój pies! Dopóki nie zaczęłam chodzić na spacery z Violet, naszym basetem, nie miałam pojęcia, że istnieje Tajemny Świat Spacerowiczów: dzień w dzień o tej samej porze człowiek spotyka na swojej drodze tyle przeróżnych osób. Zupełnie jakbyśmy wszyscy należeli do klubu. Nie znam imion, ale psy zwykle przedstawiają się same. Violet uwielbia spaniele, ale większe psy patrzą na nią czasem, jakby chciały powiedzieć "Gdzie masz nogi?".

Reklama

- Jako pisarka, zawsze poszukująca nowych pomysłów i postaci, odkryłam, że obserwowanie ludzi z psami bywa fascynujące. Moja wyobraźnia od razu idzie w ruch - dlaczego teriery szkockie? Skąd podział na "damskie" i "męskie" psy? Dlaczego jest ich akurat tyle? Po napisaniu "Ballroom class" parki i ścieżki Longhampton wciąż trwały żywe w mojej pamięci, toteż nietrudno było stworzyć kolejną społeczność ludzi złączonych wspólnym interesem, których idea miłości i lojalności zmienia się pod wpływem nowego czworonożnego członka rodziny. My, Brytyjczycy, uchodzimy za sztywniaków, ale wystarczy posłać nas do schroniska, a niejednemu łza się w oku zakręci...

Proszę opowiedzieć nam o Violet. Jak doszło do tego, że ją adoptowaliście?
- To raczej ona adoptowała nas! Zawsze marzyliśmy z mężem o psie. W końcu pojechaliśmy obejrzeć małe basety. Rozczulaliśmy się nad szczeniętami, gdy naraz weszła Violet, spojrzała na mnie i już po chwili miałam ją na kolanach, trzydzieści kilo żywej wagi. I to był koniec: zakochałam się w jej wielkich brązowych oczach i prześlicznych rudych brwiach. Jej historia też zrobiła swoje: hodowca szukał dla niej nowego domu, gdyż pierwszy właściciel zachorował i musiał ją oddać. Byłyśmy prawie rówieśnicami, w psich latach oczywiście, i ponoć byłam pierwszą osobą, do której przytuliła się od chwili przyjazdu - od razu zaistniała między nami więź i zrozumiałam, że jesteśmy sobie pisane!

Czy to ona stała się pierwowzorem dla Bertiego? Jest tak niegrzeczna jak on?
- Niegrzeczna może nie jest, ale jej niesamowity nos nieraz wpakował ją w kłopoty - kiedyś zwęszyła paczkę parówek, które zostawiłam w torbie, wyjęła je delikatnie i już szła z nimi na swoje posłanie, gdy przyłapałam ją na gorącym uczynku. Każda torba z zakupami to dla niej siódme niebo. Lubi też tarzać się w różnych obrzydliwych rzeczach, co nie przystoi damie, a gdy zwietrzy zająca, budzą się w niej łowieckie instynkty. Stąd wiem, że basety potrafią biegać szybko jak strzała, jeśli chcą!

Hodowców często przedstawia się w złym świetle. Dlaczego zdecydowała się pani na psa rasowego, a nie kundelka?
- Mój mąż miał w dzieciństwie baseta i żadna inna rasa dla niego nie istnieje. Dla mnie to był pierwszy raz i bardziej skłaniałam się ku adopcji psa ze schroniska, toteż Violet okazała się idealnym kompromisem. Z całą pewnością nie uważam, że tylko rasowy pies może być wspaniałym, kochającym towarzyszem, jeśli jednak zależy nam na pewnym cechach szczególnych (na przykład pudle nie linieją, czyli są dobre dla alergików), rasowy pies z rodowodem da nam pewne pojęcie, czego możemy się spodziewać.

- Rzeczywiście ostatnie doniesienia na temat hodowców zwróciły uwagę opinii publicznej na pewne wątpliwe praktyki, lecz znani mi hodowcy to pasjonaci, którzy troszczą się o swoje psy, stawiając ich zdrowie i kondycję na pierwszym miejscu. Wszystkie psy mają potencjalne problemy - u rasowych często mają one podłoże genetyczne, a w przypadku mieszańców dowiadujemy się o nich dopiero, gdy zaistnieją. Ale jest szansa, że to pies wybierze nas, a nie my jego, i nie będziemy mieli na to wpływu!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje