Alkohol zniszczył mi życie

Z początku piły niedużo. Mówiły sobie, że wszystko jest pod kontrolą. Ale te doświadczenia miały fatalne skutki. Dziewczyny opowiadają, jak wódka odebrała im godność, zdrowie i szczęście.

Nie umiem już bawić się na trzeźwo - Beata, 19 lat

Reklama

Traktowała alkohol jako sposób na wyluzowanie się. Pod jego wpływem zrobiła coś, czego gorzko żałuje. Dziś chce zerwać z nałogiem, ale już nie potrafi...

Zaczęłam pić wraz ze starszym bratem, gdy miałam 15 lat.

Po prostu chciałam zobaczyć, jak to jest i kilka razy zwyczajnie się narąbałam. Gdy miałam 16 lat, poszłam do technikum. Ponieważ pochodzę ze wsi i musiałabym codziennie dojeżdżać ponad 50 kilometrów do szkoły, razem z rodzicami zadecydowaliśmy, że zamieszkam w internacie. Zaraz po zakwaterowaniu zaprzyjaźniłam się z jedną dziewczyną, Zuzką.

Razem wychodziłyśmy, gdy tylko miałyśmy wolny czas. Zwykle przesiadywałyśmy w kawiarni. Na początku nie piłyśmy alkoholu i nie za bardzo miałyśmy co robić. Aż pewnego dnia znajomi studenci pojawili się w tym lokalu i zaoferowali nam po kuflu piwa, a potem przestawili się Świetnie się bawiłyśmy. Umówiliśmy się wszyscy na sobotę, a ponieważ alkohol w barach jest dość drogi, zrzuciliśmy się na kilka flaszek wódki w sklepie.

Potem poszliśmy do nich, do akademika i urządziliśmy balangę. To się powtórzy?o raz i drugi, w końcu zaczęliśmy tak się bawić w każdy weekend, chyba że jechaliśmy do domu. Te imprezy odbywały się dość wcześnie, bo musiałyśmy wracać do internatu o 22. Pani na portierni zwykle oglądała telewizję, a my jakoś się kontrolowałyśmy wchodząc, dlatego nigdy nie zauważyła, że z nami jest coś nie tak. Często po tych imprezach byłam przez pół dnia chora, ale nie przejmowałam się. Bo łapałam świetną fazę.

Pod wpływem procentów zachowuję się tak, jak nigdy na trzeźwo. Zapominam, że jestem nieśmiała. Zaczynam podrywać chłopaków i często osiągam swój cel.

Zuzce też puszczają wszelkie hamulce. Picie to był także nasz sposób na odreagowanie niepowadzeń miłosnych oraz szkolnych. Jednak pewnego wieczora przekroczyłam wszelkie granice rozsądku i zrobiłam coś, czego do dziś żałuję. Na imprezę do akademika przyszedł nowy koleś, Romek. Robił do mnie oko. To mnie tak nakręciło, że odstawiłam przedstawienie...

Weszłam na stół i zaczęłam tańczyć przed studentami.

Nawet zrzuciłam z siebie ubranie, zostając w samej bieliźnie. Zuzka upominała mnie, żebym się uspokoiła, mówiła, że musimy wracać do internatu, bo dochodzi dziesiąta, ale sama była już nieźle nawalona, więc gdy jej powiedziałam, żeby wyluzowała, machnęła ręką. Po jakimś czasie zakręciło mi się w głowie i musiałam zejść ze stołu.

Romek zaproponował, że zaprowadzi mnie do toalety. Zgodziłam się. Tam jednak zamiast pomóc mi dojść do siebie... zaczął się do mnie dobierać. Trochę się opierałam, ale słabo już kontaktowałam. I stało się... Straciłam dziewictwo z obcym kolesiem, po pijaku, w śmierdzącym kiblu. To było okropne, bolało, chciałam tylko, żeby się jak najprędzej skończyło. On zaraz się ulotnił. Czułam się jak ostatnia szmata, miałam wstręt do samej siebie...

Tymczasem prędko się okazało, że to nie koniec koszmaru. Nazajutrz gdy wróciłam do internatu, czekali moi i Zuzki rodzice, wezwani przez kierowniczkę. Zadzwoniła do nich, by zapytać, czy pojechałyśmy do domu.

Niepokoiła się, że nie wróciłyśmy na noc. Boże, jaka była awantura! Płakałyśmy i mówiłyśmy, że zasiedziałyśmy się na urodzinach znajomej, obiecywałyśmy, że to się nie powtórzy. W końcu wszyscy uwierzyli, że to był jednorazowy wyskok i nie wyrzucono nas z internatu.

Przysięgałam sobie, że już nie zajrzę do kieliszka.

Niestety, to nie takie proste. Romka nigdy więcej nie spotkałam, ale zaczęły rozchodzić się plotki na mój temat. Opowiadano niestworzone historie, np. że wszyscy chłopcy, którzy byli na imprezie, zaliczyli mnie tamtej nocy! To tak mnie załamało, że znów zaczęłam się upijać. Teraz robię to co najmniej cztery razy w tygodniu.

Gdy nie mamy z Zuzką kasy, idziemy do baru i zamawiamy colę. Zawsze się ktoś przysiądzie i postawi drinka. Mamy "sławę" w okolicy, chłopcy wiedzą, do czego jesteśmy zdolne po alkoholu i fundują go nam w nadziei, że coś im skapnie. Czuję się zagubiona, chcę z tym skończyć. Ale zawsze zdarza się coś, co mnie skłania do picia.

Albo jest jakaś impreza i myślę, że mam prawo się zabawić, albo znów usłyszę plotki na swój temat czy nie pójdzie mi w szkole. Alkohol pomaga o tym zapomnieć. Lepiej by było, gdybym nigdy nie zaczęła, ale zrozumiałam to za późno...

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje