Elżbieta Romanowska: Nie prosiłam o kieszonkowe

Handlowała kijankami, jeździła na łyżwach po ulicy, sama zdjęła sobie gips… Mimo to była grzeczną dziewczynką, która marzyła, by zostać prokuratorem.

"Na wakacje jeździłam zazwyczaj do babci, mieszkającej w Żabnie koło Tarnowa", opowiada SHOW Elżbieta Romanowska. "Były sielskie: latem były żniwa, a główną ich atrakcją było zjeżdżanie na reklamówkach ze stogów siana. Miałam całe nogi poranione. Raz nie zauważyliśmy wideł i było naprawdę o krok od tragedii. Zimą bywało równie ciekawie. Pamiętam taki rok, że najpierw padał deszcz, a potem zrobiło się bardzo zimno i ulica zamieniła się w wielką ślizgawkę. Dziś takie zabawy byłyby niemożliwe, a dorosłych pewnie by ukarano za zgodę na takie harce. Wtedy jednak nikt się nie bał, że coś się stanie.

Reklama

Część wakacji spędzałam w Głogowie u drugiej babci. Zazwyczaj byłam grzeczna i tyko raz przyprawiłam ją o zawał serca. Graliśmy w koszykówkę z moją bandą. A ja, jeśli coś robię, to angażuję się całą sobą. Wtedy tak się zapamiętałam w grze, że skręciłam nogę. Niestety, dodatkowo usiadł na niej kolega dość słusznych rozmiarów i musieliśmy jechać do szpitala. Zawiozła mnie ciocia, która była w ósmym miesiącu ciąży. Okazało się, że mam pękniętą torebkę stawową. W 1997 roku oznaczało to, że muszę mieć założony gips.

Tymczasem dwa dni później znaleźliśmy się w niebezpieczeństwie, bo akurat była powódź stulecia. Rodzice bardzo się martwili, czy nas nie zalało. Było wtedy dramatycznie, choć mieszkałyśmy na drugim piętrze. Oczywiście gips sama sobie zdjęłam, bo byłam dzieckiem, które roznosiła energia i nie mogłam wytrzymać przez tydzień w łóżku.

Kiedy babcia, która całe życie pracowała na kolei, przeszła na emeryturę, brała udział w wycieczkach dla emerytów kolejowych, a ja razem z nią. Jeździło się specjalnym wagonem, doczepianym w składzie do normalnego pociągu. Wagon miał miejsca do spania, przedział jadalny oraz łazienkę. Jeździłam z tymi emerytami m.in. dlatego, że przeczyli stereotypom: byli pełni werwy, odważni, otwarci na innych ludzi i ciekawi świata. Ale wystawiałam na próbę nerwy babci. Kiedy chciałam przejechać się kolejką krzesełkową, bo akurat byliśmy w górach, babcia musiała jechać ze mną, chociaż miała lęk wysokości. Pamiętam, że była zielona ze strachu, bo ja się kręciłam na tym krzesełku, machałam do pozostałych uczestników wycieczki.

Kiedy przychodził rok szkolny, moje życie toczyło się na podwórku w Szczecinie. Nie mieliśmy gier komputerowych, graliśmy w gumę, kapsle i zbijaka. Miałam swoją paczkę, z którą dobrze się znaliśmy. Trzeba było nas siłą z podwórka zgarniać. Żeby zdobyć pieniądze na oranżadę, gumę albo lody, handlowaliśmy kijankami. Potem, gdy wybuchła afera, bo ktoś doniósł o tym rodzicom - bzem. Gdy bez się skończył - używanymi książkami. Wszystko po to, żeby nie wyciągać pieniędzy od rodziców. Mieliśmy przy tym niesamowitą zabawę.

Całe życie chciałam być prawnikiem i nie myślałam o aktorstwie. W drugiej klasie podstawówki trzeba było napisać wypracowanie na temat "Kim zostanę w przyszłości". Napisałam, że prokuratorem generalnym okręgowym. Takiej funkcji oczywiście nie ma. Potem chciałam zostać obrońcą i o tym myślałam, zdając maturę z historii. Jednak nieco wcześniej przypadkowo trafiłam na casting do musicalu »West Side Story« w Szczecinie, gdzie mieszkałam z rodzicami, i zakiełkowała we mnie myśl, że na scenie też jest fajnie.

Rodzice nie kazali mi wybierać prawa. Gdy się wahałam, powiedzieli, że widzą walkę, którą toczę ze sobą, ale na prawo zawsze zdążę pójść, a w szkole teatralnej jest ograniczenie wiekowe. Najpierw byłam rok w Gdyni w studium wokalno-aktorskim. Potem zdałam do szkoły teatralnej we Wrocławiu. Po trzecim roku dostałam etat w Teatrze Muzycznym Capitol i zrozumiałam, że prawnikiem nie będę. Mama natomiast stwierdziła, że adwokata zawsze mogę zagrać i wtedy połączę dwa w jednym. Czekam na taką rolę. Może ktoś w końcu mi ją zaproponuje", zwierza się Ela.

Katarzyna Jaraczewska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje