Mąż nie chce mieć dzieci: Czy rozwieść się z nim?

Gdy wychodziłam za mąż za Marka, moi rodzice byli temu przeciwni. Marek był świeżo po rozwodzie.

Mieszkał z byłą żoną i dzieckiem w ich wspólnym mieszkaniu. Dla mnie jednak to wszystko nie miało znaczenia. Zakochałam się w nim. Był taki męski, tak mi imponował! Adorował mnie, widziałam, że mu na mnie zależy. Twierdził, że tak bardzo chce mieć rodzinę, żonę, dzieci i ciepły dom. I że dopiero ze mną na pewno spełni swoje marzenia. Dlaczego miałabym mu nie wierzyć?  Ale rodzice mnie ostrzegali, bym nie marnowała sobie życia u boku mężczyzny z przeszłością, bez perspektyw. Powtarzali mi w kółko, że zależy mu nie na mnie, tylko na moim mieszkaniu. Mieszkałam już wtedy w mieszkaniu po dziadkach. Marek nie miał szans na swoje własne, mieli z żoną pokój z kuchnią. On nie miał żadnych możliwości, by kupić sobie nawet najmniejszą kawalerkę. 

Reklama

Ja jednak nie patrzyłam na to wszystko. Mieszkanie, pieniądze? Ważne było, że się z Markiem kochaliśmy. Postanowiłam, że będziemy razem, nawet wbrew moim rodzicom. Zapowiedzieli mi bowiem wyraźnie - albo oni, albo Marek. Mieli nadzieję, że to mnie - jak to mówili - otrzeźwi. Ale ja się nie ugięłam, rodzice też zresztą nie. Nie przyszli na nasz ślub, a ostatecznie zerwali ze mną kontakt. Było mi z tego powodu bardzo ciężko, ale najważniejsze, że u mego boku był ukochany mężczyzna. A przed nami było całe życie, szczęśliwe, wymarzone. 

Niestety, tego szczęścia nie dane mi było zaznać. Szybko wyszło na jaw, że to rodzice mieli rację. Ślub z Markiem okazał się wielką pomyłką. Mąż uznał, że nie ma się co spieszyć z powiększaniem rodziny. Zwłaszcza że, jak mówił, on już dziecko ma, a drugie mu niepotrzebne. Gdy nalegałam, stawał się jeszcze bardziej zacięty. Zresztą, po pewnym czasie sama zaczęłam się zastanawiać, czy Marek jest dobrym kandydatem na ojca. Jego kontakt z córką z pierwszego małżeństwa ograniczał się bowiem głównie do płacenia na nią alimentów. On sam zresztą okazał się być człowiekiem oschłym i nieczułym. Nie poznawałam w nim dawnego Marka - kochającego i troskliwego. 

Cóż, właściwie nie powinnam mieć do nikogo pretensji. I nie mam. Sama przecież jestem sobie winna. Rodzice mnie ostrzegali, a ja ich nie posłuchałam. Teraz więc nie mam odwagi przyznać się im, że popełniłam błąd. Nadal ze sobą nie rozmawiamy. A mąż? Tak naprawdę, żyjemy obok siebie. To chyba najgorsza samotność - u boku bliskiego człowieka. Nocami płaczę, bo nie wiem, co robić. Tak ciężko jest, gdy nie ma komu zwierzyć się z trosk, gdy nie ma od kogo usłyszeć słów otuchy. 

Co robić? Myślę o tym, by się rozwieść, ale z drugiej strony mam jeszcze nadzieję, że mąż się zmieni. Może nie warto go przekreślać? Tak jak rodzice skreślili mnie ze swojego życia.

Anna, 38 lat

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: żona | dziecko | problemy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje