Ciche dni: Oczyszczają czy niszczą związek?

Każda kobieta próbowała tej strategii choć raz w życiu: milczała i traktowała swojego partnera jak Królowa Śniegu. Ale czy to pomaga rozwiązać konflikt?

Nawet w najlepszych parach zdarzają się kłótnie, zwłaszcza gdy partnerzy na bieżąco nie rozwiązują problemów. Zdrowa kłótnia jest jednak jak burza: prowadzi do gwałtownej wymiany poglądów, po której atmosfera się oczyszcza i wracają słoneczne chwile.

Reklama

Gorzej, gdy awantura niesie duże emocje, po których następuje impas, brak pomysłu na rozwiązanie sytuacji i... cisza. Zamiast pojednania, kochający się ludzie zaczynają się torturować w milczeniu. To właśnie ciche dni: rodzaj zimnej wojny na milczenie i emocje, kiedy partnerzy zastygają we wściekłości i urazie.

Dlaczego tak się dzieje? Czy taka strategia się sprawdza? Jak wyjść z emocjonalnego stanu zawieszenia? Przeczytaj i wypróbuj.

Dlaczego to robimy?

Pełne rezerwy i chłodu milczące ignorowanie partnera jest bolesne dla obu stron. Zwłaszcza dla kobiety: w końcu to my gorzej znosimy zimną wojnę cichych dni, tęskniąc do bliskości i porozumienia, jakie na co dzień łączą nas z partnerem. Nie wyciągamy jednak ręki na zgodę. Skąd ten upór?

- Potrzebujemy ochłonąć - mówi psycholog Katarzyna Platowska. - Konflikt, gwałtowna wymiana zdań, czasem bardzo bolesne słowa: to wszystko sprawia, że po kłótni mamy ochotę zaszyć się w mysią dziurę, uciec, być może też porządnie popłakać. Dlatego milkniemy: to skutek emocjonalnego wyczerpania. Jest jednak cały szereg emocji, które sprawiają, że owo pierwsze wyczerpanie zamienia się w zapiekłą wojnę na milczenie, która potrafi się ciągnąć przez wiele dni.

Pielęgnujemy emocjonalne zranienie

Tracimy ochotę na kontakt z drugą stroną. - Gdy zalewa nas smutek, mamy poczucie, że spotkało nas coś bolesnego i niezasłużonego, nie chcemy rozmawiać z osobą, która nam to zrobiła - wyjaśnia psycholog. Na samo wspomnienie tego, co usłyszałyśmy, chce nam się płakać. Uciekamy więc w głąb siebie, by lizać emocjonalne rany - stąd nasze milczenie.

Druga odmiana tego rodzaju ciszy, to obraza: udajemy, że nie zajmujemy się w ogóle tą sprawą, a partner, jego poglądy i uczynki nas nie obchodzą. Co jest zresztą bzdurą, bo wiadomo, że wciąż jesteśmy emocjonalnie napięte i skoncentrowane na tym, co robi druga strona.

Traktujemy ciszę jak odwet i karę

Milczymy, bo chcemy w ten sposób ukarać partnera za to, co zrobił lub powiedział. Chcemy, by nasze milczenie i chłód go zabolały, ubodły, dotknęły. Traktujemy go więc jak powietrze, ignorujemy, lekceważymy.

Czasem idziemy o krok dalej: rozmawiając z kimś przez telefon (oczywiście w zasięgu uszu naszego partnera) mówimy o nim bez szacunku i z pogardą. Ta strategia działa, bo to rzeczywiście boli - w końcu nasz partner, jak każdy człowiek, chce się liczyć, znaczyć coś dla innych, nie chce być ignorowany!

Chcemy wywrzeć na partnerze nacisk

Nasze milczenie jest obliczone na efekt. - Stosujemy tę strategię, ponieważ kłótnia skończyła się nijak: sytuacja nie została rozstrzygnięta, rozwiązań brak. My jednak chcemy, by rozwiązanie było po naszej myśli i w ogóle nie dopuszczamy myśli o kompromisie czy wyjściu naprzeciw - wyjaśnia Platowska.

Właśnie w takich sytuacjach liczymy, że naciskając partnera swoim milczeniem, zmusimy go do przyjścia i powiedzenia "Dobra, niech już będzie po twojemu, ale przestańmy w końcu walczyć".

Milczenie jest sposobem komunikowania

Czasem milczymy, by dać coś partnerowi do zrozumienia. - Najczęściej jest to komunikat: ja tu ustalam reguły gry, będzie tak, jak ja chcę, bo to ja rozdaję karty - mówi Platowska. - Możemy jednak próbować w ten sposób przekazać coś innego: bardzo mnie zraniłeś. To, co powiedziałeś lub zrobiłeś, mocno mnie dotknęło i zabolało - nie wrócimy do dialogu, dopóki mnie nie przeprosisz.

Jest jeszcze jeden komunikat, który kobiety wysyłają za pomocą milczenia: "po co ja mam z tobą rozmawiać, skoro ty, jak zwykle, nic nie pojmiesz i nie zrozumiesz?". To przemawia przez nas uraza, ale i lekceważenie partnera. 

Kiedy cisza nam pomaga

Każda strategia ma swoje plusy i minusy. Ciche dni także. Nie można powiedzieć, że są wyłącznie złe.

Cisza pozwala uniknąć większych zniszczeń

Plusem milczenia jest fakt, że pomaga ono przerwać przeciągający się konflikt. Czasem ludzie tak się nakręcają, że nie są w stanie przerwać walki. Mogą powstać emocjonalne rany, których się nie da naprawić i paść słowa, których się nie da wybaczyć.

- Lepiej, jeśli zamiast tego zerwiemy kontakt i zapanuje między nami cisza, gdy jedna ze stron powie "nie będę z tobą dłużej rozmawiać, bo się pozabijamy" - i wyjdzie. Będzie to wprawdzie cisza bolesna, ale może nas uchronić przed większymi zniszczeniami - podkreśla psycholog. Warunkiem jednak jest, by tej ciszy nie przedłużać i wrócić do dialogu.

Zadaniem milczenia jest pomoc w nabraniu dystansu do tego, co się stało

Trzeba ochłonąć, zrobić rok wstecz i spojrzeć na sytuację z innej perspektywy. Cisza pozawala opaść temperaturze uczuć; pomaga przyjrzeć się sobie, partnerowi, tematowi dyskusji oraz nam jako parze w konfliktowej sytuacji. Możemy przemyśleć sobie wszystko, zadzwonić do przyjaciółki. Często podczas takiej rozmowy układa się nam cała łamigłówka i wpadamy na rozwiązanie konfliktu albo zaczynamy rozumieć punkt widzenia drugiej strony.

Kiedy cisza nam szkodzi

Czasem jednak cisza może wywołać więcej szkód niż korzyści.

Milczenie powoduje narastanie uraz

Dewastuje poczucie bliskości. Kiedy traktujemy się z milczącą obojętnością, narastają pomiędzy nami urazy. Im ich więcej, tym trudniej jest powrócić do bliskości, tym trudniej jest zapomnieć, wybaczyć, puścić w niepamięć. Urazy są jak cegiełki: z nich budowany jest mur pomiędzy partnerami.

Wyrabiają się złe nawyki

Jeśli kolejne kłótnie zaczynają się kończyć cichymi dniami, zaczyna nam to wchodzić w nawyk. Zanim się obejrzymy, właśnie w ten sposób będziemy rozwiązywać większość konfliktów. W takiej sytuacji coraz łatwiej nam będzie wpadać w ciszę i będzie ona trwać coraz dłużej.

Problem pozostaje nierozwiązany

Milczenie nie zbliża nas do rozstrzygnięcia konfliktu, a tylko go pogłębia. Kłótnia jest jak burza: czasem daje energię i odwagę, by powiedzieć coś, co się w sobie tłamsiło. To pomaga oczyścić atmosferę. Ciche dni odwrotnie: powodują, że staje się duszna na długo.

Krzywdzimy dzieci

Dla dzieci ciche dni między rodzicami są koszmarnie trudne. - Maluchy świetnie wyczuwają atmosferę i wiedzą, że coś jest nie tak. To budzi w nich poczucie zagrożenia, zwłaszcza gdy rodzice twierdzą, że wszystko jest w porządku - a gołym okiem widać, że nie jest! Dziecko nie wie, komu i czemu ma wierzyć - wyjaśnia psycholog.

Dzieci przeżywają konflikty między rodzicami, a ciche dni od kłótni różnią się także tym, że trwają dużo dłużej. Źle robią pary, które mieszają dzieci w konflikty. Niektórzy używają ich jako posłańców: "powiedz ojcu, że ma cię zawieźć na zajęcia", "powiedz matce, że nie będzie mnie na obiedzie". To niesprawiedliwe: konflikt dorosłych powinien pozostać wyłącznie między nimi!

Ręka na zgodę...

Każda para ma swój własny sposób kończenia cichych dni. Oto strategie wychodzenia z milczącej wojny, które proponuje psycholog. Sprawdzają się!

Nawiązanie do codziennych obowiązków

To najprostszy sposób; najłatwiej o niego w parach, które mają dzieci. W końcu funkcjonujecie na jednym terenie, dzielicie między sobą obowiązki, musicie więc współpracować. Strategia ta polega na tym, że po okresie milczenia jedno z partnerów po prostu podchodzi do drugiego i mówi np. "Jutro trzeba zwieźć Jasia na angielski; ja nie mogę, możesz ty to zrobić?".

- Każde rozwiązanie, które przerywa ciszę, jest dobre. Jeśli nie umiemy inaczej lub nie pozwala nam ambicja, to schowajmy się za taką rodzicielską troską o dzieci. W ten sposób wracamy do dialogu, początkowo na tematy neutralne i związane z codziennymi sprawami.

Zaproszenie na posiłek

Gdy czujemy gotowość do pojednania, ale nie wiemy, jak to powiedzieć, warto posłużyć się gestem: przygotujmy posiłek, ładnie nakryjmy stół, zapalmy świecę. To bardzo wymowny gest. Zaproszenie na posiłek jest doskonałym pomysłem zwłaszcza wtedy, gdy podczas cichych dni dojdziemy do wniosku, że jednak nie miałyśmy racji. Psychologowie często podkreślają, że karmienie jest rodzajem dawania miłości.

Czuły list

Jeśli cisza zaczyna nam ciążyć, ale nie umiemy się przełamać i poprosić partnera o rozmowę, napiszmy do niego list. - Piszmy o swoich uczuciach, ale bez oskarżania, obwiniania - podkreśla Platowska.

Możemy opisać, jak naszym zdaniem doszło do kłótni, co wywołało naszą złość i jak się czułyśmy. Napiszmy, czego pragniemy, by problem rozwiązać. List zostawmy w takim miejscu, by mógł go przeczytać na osobności.

Bez słów

Po prostu podejdźmy do partnera, obejmijmy go i przytulmy. Męska ambicja nie pozwala mu podejść i przeprosić, ale tęskni za naszymi objęciami i ciepłem. Bez obawy, nie zostaniemy odepchnięte! Ludzie w związkach orientują się po drobnych sygnałach, czy druga strona dojrzała do zgody. To często drobiazgi, gdy mąż np. sam umyje swój talerz, choć zwykle tego nie robi. To znak dla partnerki, mówiący, że i jemu zaczyna ciążyć nieporozumienie i że będzie wdzięczny za propozycję pogodzenia się.

Agata Domańska

Dowiedz się więcej na temat: związek | małżeństwa | problemy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje