Gdzie czeka miłość? Tam, gdzie się jej nie spodziewasz

W drugiej połowie życia odnalezienie partnera wydaje się bardziej skomplikowane. Ale tak nie musi być. Wystarczy spojrzeć uważniej na siebie i swoje otoczenie.

Niełatwo zaczynać od początku, kiedy ma się za sobą przykre przejścia: złamane serce, utratę kogoś bliskiego, rozczarowania. Możesz więc czasem dojść do przekonania, że związek nie jest ci pisany. Dobrze jednak pamiętać, że ponieważ jesteś inną osobą niż dwadzieścia lat temu, uczucie również rodzi się inaczej. Wraz z wiekiem zmieniają się reguły gry. Miłość może przyjść niepostrzeżenie i nie objawiać się motylami w brzuchu. Co nie znaczy, że jest mniej wartościowa.

Reklama

Historia Pauliny: Widziałam w nim tylko przyjaciela

Z mężem rozstałam się po kilkunastu latach. Sławek odszedł do kobiety, z którą - jak twierdził - "jedynie" romansował. Tylko że z tej niby przelotnej przygody wynikła ciąża i sprawy nie dało się dłużej ukrywać. Moje dawne życie rozpadło się. Sąd, podział majątku, przeprowadzka... Przynajmniej nie miałam czasu rozczulać się nad sobą. Były przecież dzieci. Maciek, trzynastoletni dzielny mężczyzna, jakoś się trzymał. Ale młodsza Kasia bardzo tęskniła za ojcem.

Rozwód zapoczątkował czarną serię w moim życiu. Tuż po rozprawie mama poważnie zachorowała. W pracy zaczęto mówić o zwolnieniach, bo firma straciła kilku klientów. Zamiast lizać rany i wracać do równowagi, biegałam między biurem, szpitalem mamy a domem. Choć przewracałam się ze zmęczenia, w środku nocy budziły mnie lęki: skąd wziąć na nową lodówkę, bo stara już długo nie pociągnie? I co będzie, jeśli mnie zwolnią?

Rozumiał, co czuję

Koleżanki radziły, żebym zaczęła się z kimś umawiać: "Czterdziestka to nowa trzydziestka, ogarnij się". Ale kiedy patrzyłam w lustro, dochodziło do mnie, jaki to żałosny pomysł. Ze stresu przytyłam, przestałam się malować i kiedy latałam po ulicy z siatami, nawet pies z kulawą nogą się za mną nie obejrzał. Zresztą ostatnie, na co miałam czas i chęci, to spotykanie się z facetami.

Do zepsutego kranu zawsze mogłam wezwać Andrzeja. Byliśmy w jednej paczce na studiach i od tamtej pory utrzymywaliśmy kontakt, choć bywały lata, kiedy tylko składaliśmy sobie imieninowe życzenia przez telefon. Pewnego dnia zadzwonił, gdy byłam w strasznym dole. Rozpłakałam się, a on natychmiast przyjechał z winem i pizzą. Świetnie wiedział, co czuję, bo sam przeżył bolesny rozwód. Od tamtego wieczoru wpadał częściej: odrabiał z Kasią matematykę, pomógł mi wypełnić PIT, zmienił opony w aucie. Nie krępowałam się chodzić przy nim w rozciągniętym dresie, wściekać się i histeryzować. Szczerze mówiąc, nie widziałam w nim mężczyzny, tylko starego kumpla. Raz nawet powiedziałam mu, że nie mogłabym mieć fajniejszego brata. Roześmiał się, ale zauważyłam, że nie był zadowolony.

Spokój i zaufanie

Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu. Kiedy nadeszło lato, Andrzej zaproponował wspólny wyjazd. Na wakacjach usłyszałam, jak Kasia wyjaśnia komuś, że Andrzej jest moim chłopakiem. Skąd jej to przyszło do głowy? Przecież mieszkał w innym pokoju i nigdy nie dotknął mnie inaczej niż przyjaciel. Pomyślałam jednak, że coś w tym jest, więc gdy w przeddzień powrotu pocałował mnie na plaży, wcale nie byłam zaskoczona.

Jesteśmy razem trzy lata. To inny związek niż ze Sławkiem. Nie ma w nim takiej namiętności, ale jest spokój i zaufanie. Ponieważ znamy się jak łyse konie, nie musieliśmy się do siebie dopasowywać. Niedawno zapytałam, kiedy coś do mnie poczuł. Odpowiedział, że któregoś dnia zdał sobie sprawę, że jestem wspaniałym towarzyszem na życie. Może to wydać się mało romantyczne, ale nigdy nie dostałam większego komplementu.

Co warto wiedzieć

1. Przyjaciel na dobre i złe

Wiele z nas ma kłopot, by zobaczyć w wieloletnim przyjacielu kandydata na ukochanego. W młodym wieku brakuje nam w tej relacji erotycznego napięcia. A potem przywykamy, że łączą nas platoniczne stosunki. Lub boimy się utracić dobrego kolegę, gdyby związek zakończył się fiaskiem. Tymczasem według statystyk, dużo małżeństw (68 proc.) i nieformalnych związków zawierają w średnim wieku osoby, które znały się przed ślubem dziesięć lat i dłużej. A im bardziej zażyła była ich znajomość, tym para była szczęśliwsza.

Lecz uwaga! Zażyłość oznacza wyłącznie przyjacielskie więzy (powrót do eks obarczony bywa dla odmiany sporym ryzykiem). Psychologowie radzą, żeby nie skreślać przyjaciół jako potencjalnych partnerów. Nie tylko dlatego, że mało co nas w sobie niemiło zaskoczy. Ważniejsze, że w tych stosunkach panuje równowaga. Bo można kochać bez wzajemności, lecz nie da się bez niej przyjaźnić. Przyjaciele nieraz przetestowali swoją lojalność i skłonność do poświęceń. Doskonale rozumieją, czego potrzebuje druga strona i potrafią jej to dać. Filozof Fryderyk Nietzsche powiedział kiedyś, że największym problemem w małżeństwie nie jest brak miłości, lecz brak przyjaźni. Współczesne badania potwierdzają jego zdanie.

2. Kolega zza biurka

Chociaż związki w biurze mogą być źle widziane, rodzi się ich zaskakująco wiele. Aż 55 proc. małżeństw zawartych przez osoby po 35. roku życia poznało się właśnie w pracy! To nie przypadek, że w tego typu relacje wchodzą ludzie dojrzali. W pracy spędzamy wiele godzin dziennie, więc mamy szansę poznać drugiego człowieka naprawdę dobrze. Nie bazujemy tylko na informacjach, które on nam przekazuje - znamy opinie innych na jego temat, widzimy, jaki jest w działaniu, jak się zachowuje pod presją. Mamy czas, żeby uważnie mu się przyjrzeć i właściwie ocenić.

Poza tym skoro nasze drogi zawodowe się przecinają, prawdopodobnie łączą nas zainteresowania. Może nie ma tutaj miejsca na ekscytację, ale jest za to zaufanie i wspólne pasje. Dlatego nie musisz bronić się przed uczuciem, które zrodziło się w dziale. Pomimo braku romantycznych okoliczności, taki związek ma ogromne szanse powodzenia.

3. Zmiana otoczenia

Do momentu rozstania miałaś wspólnych znajomych z eks, bo obracaliście się w jednym towarzystwie. Rozstanie zwykle zaburza ten układ: jedni zostają przy twoim byłym, inni dystansują się, żeby nie brać niczyjej strony. Żeby ruszyć z miejsca, warto wychylić się poza swoje dotychczasowe środowisko. Lepiej jednak nie robić tego pod hasłem poszukiwań partnera. Nie musisz spełniać cudzych oczekiwań, a do tego czasem kobiety czują się zobligowane na aranżowanych randkach.

W pierwszej kolejności pomyśl o sobie. Co teraz - kiedy jesteś już wolna i dysponujesz czasem - chciałabyś robić? Oglądać filmy, nauczyć się wreszcie pływać albo działać jako wolontariusz? Angażując się w coś nowego, poszerzysz krąg znajomych. W dodatku poznasz ludzi, którzy lubią to samo co ty, więc nie zabraknie wam tematów do rozmowy. Zmiana otoczenia działa odświeżająco. Daje możliwość pokazania się z lepszej strony, uwolnienia się od starych zależności. To dobry wstęp do zawarcia obiecujących znajomości.

Zapomnij o tym, co było kiedyś

Z wiekiem możliwości wyboru partnera stają się ograniczone. A i my jesteśmy bardziej wybredne i ostrożniejsze. No i co z tym zrobić?

Joanna Konczanin, psycholog, www.highqualitywoman.pl: - Warto docenić fakt, że nie mamy już dwudziestu lat. Dostrzec plusy tej sytuacji.

Proszę pomóc mi je zobaczyć...

- Życiowe doświadczenie weryfikuje wiele naszych dotychczasowych przekonań. Także te na własny temat. A lepsza wiedza o sobie samej to świadomość, kto będzie do nas pasował. Dzięki temu umiemy mądrzej wybrać.

No ale przecież mówiłyśmy, że wybór jest ograniczony.

- To zależy, jak na to spojrzeć. Zadajmy sobie pytanie: "Czego teraz pragnę od związku? Po co mi właściwie drugi człowiek?". Jeżeli chcę dzielić z nim pasje, nie będę szukać przystojniaka, który zajmuje wysokie stanowisko i zaimponuje koleżankom. Bardziej liczą się jego zainteresowania.

Wygląd też się liczy.

- Ważne jest wzajemne przyciąganie, które wcale nie musi oznaczać nienagannej sylwetki i określonego wzrostu. Kilkanaście lat temu przywiązywałaś wagę do całkiem innych rzeczy niż obecnie. Wtedy chciałaś na przykład założyć rodzinę. A wysportowany, efektowny i dobrze zarabiający mężczyzna gwarantował dobre geny i solidniejsze zabezpieczenie finansowe. Dziś, kiedy masz już odchowane dzieci i sama się utrzymujesz, możesz dojść do wniosku, że w ogóle ci na tych cechach nie zależy.

Warto więc ustawić na nowo listę priorytetów?

- Owszem, bo wtedy zrywamy ze stereotypami. Pojawią się nowe możliwości. I to tam, gdzie dotąd ich nie widziałyśmy. Ale nie mam na myśli wypisywania na kartce cech wymarzonego wybranka. Zapomnijmy o uprzedzeniach typu: "facet bez dyplomu nie ma u mnie szans", "nigdy nie umówię się z kimś niższym ode mnie".

Tak możemy przegapić fantastycznego człowieka.

- Przyjmijmy, że otwieramy się na innych i po prostu poznajemy fajnych ludzi. Bez napięcia i presji, które towarzyszyły nam dawniej, oraz świadomości, że każdego od razu musimy rozpatrywać pod kątem matrymonialnej "przydatności". Wtedy zaczniemy się kierować swoimi prawdziwymi upodobaniami, a nie sztywnymi kryteriami, które sobie narzuciłyśmy. Nie mówmy: "poszukuję" tylko: "poznaję". Nie: "muszę", a "mogę". Dzięki temu przyciągniemy właściwe osoby.

Maria Barcz

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje