Hej lala, bucik ci się rozwala!

W autobusie tłok. Na wolnym miejscu obok młodej dziewczyny siada mężczyzna. Po chwili kładzie palce na jej nodze i zaczyna przesuwać dłoń ku górze. Ona wstaje i zmieszana wysiada z autobusu. Niby nic się nie stało, ale pozostał niesmak i poczucie, że przekroczono jakąś granicę. Do takich i podobnych doświadczeń, związanych z molestowaniem w przestrzeni publicznej, przyznaje się ponad 80% Polek.

Molestowanie w przestrzeni publicznej jest najpowszechniejszym rodzajem napastowania. Jest też formą molestowania najczęściej bagatelizowaną. Nie ma przepisów, które pozwoliłyby na skuteczne karanie jego sprawców. Nie ma publicznych dyskusji  nad sposobami zapobiegania temu zjawisku. Wiele osób nawet nie wie, jak je nazwać. Mówią: końskie zaloty, szczeniacki podryw. Albo twierdzą, że to tylko zabawa.

Zabawy porządnych chłopców

Reklama

Ania końskie zaloty przypłaciła życiem. Po tym jak trójka kolegów najpierw rozbierała ją i dotykała na oczach całej klasy, a potem filmik dokumentujący to zdarzenie umieściła w internecie, dziewczyna powiesiła się w sypialni na dziecięcej skakance. Po tym zdarzeniu krewny jednego z uczniów szkoły skomentował tragedię słowami: "To byli porządni chłopcy. Nie zrobili nic złego. Przecież to była tylko zabawa"...

Ania miała 14 lat. To, jak wynika z raportu organizacji Hollaback!, o dwa lata więcej niż średni wiek, w którym Polki po raz pierwszy doświadczają molestowania. Górnej granicy w raporcie nie podano. Można jednak podejrzewać, że po prostu jej nie ma.

"Jesteś za stara, nie brałbym", "Stare próchno", "Seks dla seniorek? Więźniowie są w potrzebie" - cytują rzucane pod ich adresem słowa kobiety, które zgodziły się podzielić swoimi doświadczeniami w spocie Fundacji Feminoteka "Słowa też gwałcą". Na nagraniu kilkanaście kobiet, patrząc w kamerę, mówi to, co  wcześniej usłyszały od mężczyzn. Komentarze, często wulgarne, odnoszą się do ich ubioru ("Dotykał cię, bo miałaś krótką spódniczkę"), kompetencji ("Skończyłaś studia? Chyba dlatego, że jesteś blondynką") i wyglądu ("Jesteś gruba, chyba nic nie robisz!", "Z takimi biodrami - tylko dzieci rodzić").

Przed molestowaniem w przestrzeni publicznej nie chronią więc cechy zewnętrzne i pozycja społeczna. Nie chroni też prawo. Polski ustawodawca nie definiuje tego rodzaju molestowania.  Rodzina i znajomi też raczej nie udzielą wsparcia, bo skargi ofiar molestowania często zbywane są stwierdzeniem: "nie przesadzaj, on po prostu cię podrywał".

Wystarczy być kobietą

"Ubrana w grubą czarną kurtkę (...) ukryta w szaliku i czapce, szłam do dentysty, gdy nagle zza rogu wylazła jak spod ziemi banda 7 lub 8 rosłych facetów w czerni (...). Uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie potraktowanie ich jak powietrze - jednak jeden z nich nie odpowiedział tym samym. Podniesionym tonem rzucił w moją stronę: "E, daj d...!" Udałam, że tego nie usłyszałam, ale w myślach siarczyście przeklęłam. Więc wystarczy, że jestem kobietą, żebym została adresatką takich słów?" - pisze jedna z kobiet na stronie organizacji Hollaback!

 - Niestety czasami wystarczy być kobietą - potwierdza Joanna Piotrowska, szefowa Fundacji Feminoteka. - Kobiety nie stają się ofiarami molestowania dlatego, że coś zrobiły. Mężczyźni rzucają pod ich adresem wulgarne uwagi dlatego, że po prostu mogą to robić. Część z nich nawet nie wie, że robi coś złego. Nikt im nie mówi, że takim zachowaniem krzywdzą, sprawiają ból, upokarzają.

A upokorzyć można nie tylko słowem. Kobiety przepytane przez Hollaback!, oprócz seksistowskich uwag i niechcianego dotyku, jako przejawy molestowania najczęściej wskazują: natrętne zagadywanie (62%), zachodzenie drogi (76%), wulgarne gesty (86%), dotyk (54% ). Upokarzać można niemal bezkarnie, bo ofiary molestowania najczęściej, nie mając pojęcia, jak się zachować, pozostają bierne.

- Jedna z amerykańskich organizacji feministycznych zrealizowała spot, w którym mężczyzna podbiegał do kobiet na ulicy i dotykał ich piersi. Dziewczyny machały rękami, chichrały się, kompletnie nie wiedziały, jak zareagować - mówi Piotrowska. -  Takie zachowanie wynika z lęku. Kobiety zdają sobie sprawę z tego, że odpowiedzią na ich sprzeciw może być wulgarna riposta albo wręcz agresja.

"On tylko cię podrywał"...

Nie tylko strach powstrzymuje przed reakcją. Do bierności skłaniają też reakcje innych. Bo po co się skarżyć, jeśli wiadomo, że mama czy koleżanka powie: "No co ty, przecież to komplement".

- Tego, że przemoc można lekceważyć, uczy się od najmłodszych lat. Jeśli dziewczynka narzekająca na to, że kolega ciągnie ją za włosy, usłyszy od mamy: "Nie przesadzaj, to tylko komplement", otrzyma komunikat, że chłopcy mogą przekraczać jej granice. Że popychanie, klepanie, szczypanie, jest objawem sympatii, a nie rodzajem przemocy - mówi Joanna Piotrowska. - Istnieje ryzyko, że dziewczynka nauczona, że wulgarne zachowanie jest sposobem na okazanie sympatii, jako dorosła kobieta uwikła się w przemocową relację. Stanie się ofiarą, bo nie będzie wiedziała, gdzie postawić granicę własnej nietykalności.

Mit sukienki

Kobiety, które zetknęły się z molestowaniem w przestrzeni publicznej, zanim oskarżą sprawcę, najpierw szukają winy w sobie. - Dziewczyny często mówią, że nikomu nie powiedziały o pewnych sytuacjach, bo czuły że to one musiały zrobić coś nie tak, że sprowokowały, że dały przyzwolenie - twierdzi Piotrowska.

Skłonność kobiet do racjonalizowania molestowania daje się zauważyć również w raporcie Hollaback!. Co druga zapytana kobieta twierdziła, że molestowanie można kontrolować, np. poprzez odpowiedni ubiór, zachowanie czy sposób poruszania się. Taka postawa potwierdza dobrze znany paradoks: uczymy dziewczynki, jak mają chronić się przed gwałtem, zamiast uczyć chłopców, że krótka sukienka nie oznacza zaproszenia do gwałtu.

To, jak mało wspólnego ma strój z liczbą zaczepek, zbadała pewna amerykańska aktywistka. Ubrana w jeansy i t-shirt wybrała się na spacer. Ukryta kamera rejestrowała to, co działo się wokół niej. Na filmiku widzimy, jak mijający ją mężczyźni życzą "pięknej" miłego dnia, proszą, żeby "mała" się uśmiechnęła, pytają, co słychać u "dziecinki" albo po prostu idą obok niej przez kilka minut, nie mówiąc ani słowa.

Molestowanie do woli

Sprawcy molestowania doskonale wiedzą, że dotykać, mówić i gwizdać mogą niemal bezkarnie. Według Hollaback!, tylko 2% ofiar zgłasza policji przypadki molestowania w przestrzeni publicznej. I na zgłoszeniu zwykle się kończy, bo brakuje przepisów, które pozwoliłyby skutecznie karać sprawców.

- W polskim prawie nie ma przepisów odnoszących się bezpośrednio do molestowania w przestrzeni publicznej - mówi Agnieszka Biela z organizacji Hollaback!. -  Część zachowań można jedynie "podciągnąć" pod obowiązujące regulacje,  dotyczące używania wulgaryzmów, naruszania nietykalności cielesnej, godności osobistej czy też doprowadzania  innej osoby do poddania się innej czynności seksualnej.

Ekspertka zaznacza jednak, że niewiele osób z tej możliwości korzysta.  - W Polsce zgłaszane są tylko drastyczne przypadki molestowania, związane z napaścią czy dotykaniem. Jednak nawet one  często spotykają się z niedowierzaniem  lub lekceważeniem.

Funkcjonariusze policji zdają sobie sprawę z tego, że duża część przypadków molestowania nigdy nie zostaje zgłoszona. Apelują jednak, by ofiary nie pozwalały sprawcom na bezkarność.

- Przestępcy nie wolno odpuszczać. Nie można dawać przyzwolenia na czyny, które tak silnie godzą w godność człowieka - mówi młodszy aspirant Dawid Marciniak z Komendy Głównej Policji. - Każda osoba, która czuje się pokrzywdzona, może zgłosić się na komendę i zostanie wysłuchana, a policja podejmie odpowiednie kroki, mające zmierzać do ujęcia sprawcy - zapewnia funkcjonariusz.

Podstawą do ukarania sprawcy najczęściej są artykuły 197-205 kodeksu karnego odnoszące się do przestępstw przeciwko obyczajności i seksualności. W ujęciu sprawcy pomaga monitoring, relacje świadków, a czasem materiał biologiczny zabezpieczony przez samą ofiarę.  - Mieliśmy kiedyś do czynienia ze sprawą kobiety, ofiary molestowania w przestrzeni publicznej. Kobieta zachowała spodnie, na których pozostało nasienie sprawcy. Ubranie zaniosła na policję. Mieliśmy doskonały materiał dowodowy i parę miesięcy później zatrzymaliśmy mężczyznę - opowiada  asp. Marciniak.

Kobiety mogą uzyskać wsparcie nie tylko na policji. Ciężar pomocy ofiarom molestowania w dużej mierze wzięły na siebie organizacje pozarządowe działające na rzecz praw kobiet oraz instytucje stawiające sobie za cel walkę z przemocą.  Organizacje te oferują różnego rodzaju wsparcie - od pomocy prawnej (Centrum Praw Kobiet), potrzebnej tym, którzy chcieliby dochodzić zadośćuczynienia na drodze sądowej, po psychologiczną (Niebieska Linia).

Waga słów

Choć słowa wydają się "najlżejszym" rodzajem przemocy, nie znaczy to wcale, że mogą być bagatelizowane.

- Przemoc zaczyna się właśnie od takich drobnych gestów. Wulgarny komentarz czy zaczepkę na ulicy można puścić w niepamięć i powiedzieć sobie, że to tylko głupi żart. Jednak z drugiej strony, nie reagując, dajemy przyzwolenie na to, żeby nasze ciało było przedmiotem, które każdy może oceniać - mówi Joanna Piotrowska. - A stąd już niedaleko do tego, żeby ktoś mógł je dotknąć, uderzyć, poniżyć...

Mimo że molestowanie w przestrzeni publicznej często jest bagatelizowane, to 80% kobiet uznaje je za istotny problem. Może więc najwyższy czas, by o końskich zalotach porozmawiać trochę poważniej.

Aleksandra Suława

-----

Instytucje i organizacje udzielające pomocy ofiarom molestowania:

Fundacja Centrum Praw Kobiet

Prawnik: 22 622 25 17, porady.prawne@cpk.org.pl

Telefon zaufania: (22) 621 35 37, porady.psychologiczne@cpk.org.pl

Fundacja Feminoteka

Telefon interwencyjny dla kobiet doświadczających przemocy, porady prawne: 731 731 551

Niebieska Linia

Poradnia psychologiczna Niebieskiej Linii: 22 668-70-00

Hollaback Polska

Informacje o tym, jak reagować na molestowanie w przestrzeni publicznej, można znaleźć na stronie:

http://polska.ihollaback.org/

Policyjny Telefon Zaufania

0 800 12 02 26

-----

Podane w tekście dane statystyczne pochodzą z komunikatu z badań Hollaback! Polska na temat skali zjawiska molestowania w przestrzeni publicznej w Polsce "NIEdla molestowania w przestrzeni publicznej" autorstwa  Grety Gober i Joanny Roszak.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje