Iluzje zamiast prawdy

Pielęgnujemy złudzenia ze strachu, że będziemy musieli zobaczyć życie takim, jakie jest. Strasznie się ze sobą pieścimy, mówi psycholog i coach Miłosz Brzeziński.

Twój STYL: Dlaczego tak uparcie trzymamy się tego, co było?

Reklama

Miłosz Brzeziński: Nasz mózg ewoluował wśród innych ludzi i łączących nas z nimi zobowiązań. Trzeba było z kimś żyć i gdzieś przynależeć, żeby przeżyć. Do dziś oderwanie się od starych związków, miejsca pracy, towarzystwa sprawia nam przykrość, powoduje żal, smutek.

TS: A dlaczego trzymamy się starych marzeń? Nie wypaliły, nie spełniły się, co nam każe wciąż do nich wracać?

MB: Musi być w nich coś, co przynosi nam korzyść. Mężczyzna odszedł do innej, ale ja wolę wyobrażać sobie, że on wróci, czyli udaję sama przed sobą: nie jestem sama, nie muszę stawiać czoła samotności. Zamiast powiedzieć sobie: nie nadaję się do prowadzenia firmy, nie mam zdolności organizacyjnych - można twierdzić, że to przepisy są fatalne. Marzenia często przydają się nam do tego, żeby nie stawiać czoła rzeczywistości, nie spojrzeć prawdzie w oczy.

TS: Marnujemy na nie mnóstwo czasu. Co można zrobić, jak sobie pomóc?

MB: Myślę, że niekoniecznie trzeba z tym walczyć. Oczywiście, marnujemy czas, po drodze możemy przegapić coś ważnego, nową szansę. Szkoda. Ale z drugiej strony jest tak, że człowiek czasem nie jest gotowy na nowy etap. Może załamalibyśmy się, gdybyśmy już teraz musieli pogodzić się z prawdą: on mnie nie kocha. Albo: nigdy nie będę miała dziecka. Lub: do końca życia będę pracować na etacie. Bywa tak, że my to w głębi duszy już wiemy, tylko jeszcze się trochę upieramy, sami przed sobą udajemy. Czekamy na moment, w którym to z nas samo wypłynie. I ten moment w końcu nadchodzi.

TS: Czasem po wielu latach.

MB: Chciałaby pani skrócić ten czas? Na Bałkanach w knajpie, gdy w radiu leci znana piosenka, zaczyna śpiewać ją jedna osoba, dołączają się inne, śpiewają, kończą i... wracają do rozmowy przy swoim stoliku. My w Polsce nie jesteśmy przyzwyczajeni do rzeczy tymczasowych, szybkich, na trochę. My byśmy chcieli, żeby z tego wyniknęła przyjaźń, wielka miłość. Bo skoro już razem śpiewaliśmy... Chcemy mieć wszystko na lata albo i na pokolenia.

TS: Co poradzi Pan komuś, kto czuje, że upiera się przy nierealnym marzeniu, zamiast docenić to, co ma?

MB: Rozmowę z kimś starszym, dojrzałym i racjonalnym. Dla takich idealistów dobre są też rytualne zakończenia. Żegnamy się na zawsze, palimy zdjęcia, puszczamy marzenie na fale, rozsypujemy popiół, spuszczamy wodę. Można urządzić imprezę z okazji pożegnania z marzeniem. Niech będzie płacz, gniew, oczyszczenie. Najlepiej przy świadkach. Wtedy łatwiej pogodzić się z tym, że to już koniec, nie wróci.

Rozmawiała Ewa Awdziejczyk

Dowiedz się więcej na temat: brzeziński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje