Ja się nigdzie nie wybieram!

Dziś 40 lat to dopiero środek naszej drogi. Dłużej jesteśmy aktywne, wciąż mamy plany na przyszłość i apetyt na życie. Dlatego nie gódźmy się, by świat odstawiał nas na boczny tor. Psycholog podpowiada, jak się przed tym bronić.

Życie zaczyna się po czterdziestce... Wiemy, czego chcemy, zwykle mamy już podrośnięte dzieci, a nasze doświadczenie zaczyna procentować. Powinno być pięknie. A jednak wiele kobiet po 46. roku życia mówi, że świat staje się dla nich mniej przyjazny. W pracy muszą się ścigać z brawurą młodszych koleżanek i radzić sobie z lekceważącymi uwagami. Mężczyźni niepostrzeżenie zaczynają traktować je jak powietrze. Rodzina zaś przywołuje je do porządku, gdy na przykład włożą nieco krótszą spódnicę: "Bo już ci mamo nie wypada". Żyjemy coraz dłużej, a kobiety wyglądają piękniej niż kiedykolwiek przedtem. Nie warto godzić się na to, by świat traktował nas gorzej niż dotąd, tylko dlatego, że mamy więcej lat. Przyszła pora na zmianę nastawienia.

Reklama

"Duży dekolt już nie dla mnie?"

Opowieść 54-letniej Beaty: - "Przykro mi, ale nie mam dla pani dobrych wieści" - usłyszałam od doradcy z banku. Zadzwoniłam, by dowiedzieć się, czy dostanę kredyt. Moja firma wysyłkowa miewa się całkiem nieźle, ale potrzebuję pieniędzy na drogie oprogramowanie, żeby ją dalej rozwijać. Pan z banku dał mi jednak do zrozumienia, że dziesięć lat spłaty w moim przypadku to dla nich zbyt duże ryzyko. Według bankowych kryteriów, jestem zwyczajnie za stara!

Wściekłam się i powiedziałam, że to dziwne, bo moi koledzy po pięćdziesiątce jakoś nie mają kłopotów z otrzymaniem pożyczki. Skończyłam rozmowę i natychmiast obejrzałam się w lustrze. Zobaczyłam fajną babkę na wysokich obcasach, nie żadną starowinkę stojącą nad grobem. Jednak od tamtej pory zaczęłam wychwytywać podobne sygnały, które świat wysyła kobietom w moim wieku. Klienci wątpią czasem, czy potrafię zaproponować równie atrakcyjne rozwiązania, co młodsza konkurencja.

Ostatnio też wyprowadził mnie z równowagi własny syn. Zasugerował, że ubieram się zbyt wyzywająco, że powinnam zrezygnować z głębokiego dekoltu. Innego dnia, kiedy radziłam mu, gdzie warto zwrócić się o dodatkowe stypendium, wzruszył ramionami i bąknął pod nosem, że przecież nie wiem, jak "dziś załatwia się takie sprawy". Zapytałam, skąd taka opinia? A potem wygłosiłam tyradę, że chyba coś wiem o życiu skoro go wychowałam, utrzymuję i sama z powodzeniem prowadzę firmę. Nic nie powiedział. Potem pomyślałam, że w ogóle nie pamiętałabym o swoim wieku, gdyby mi w kółko o tym nie przypominano.

Opinia eksperta:

Na szczęście Beata ma dużo energii i znajdzie inny bank i doradców. A skoro jej rówieśnicy dostają pożyczki, nie ma żadnych obiektywnych powodów, żeby i ona jej nie otrzymała. Jeśli chodzi o własny rozwój, warto rozprawić się z przekonaniem, że dla nas najważniejsze na tym etapie są dzieci lub wnuki. Można oczywiście im pomagać, ale obowiązek opieki już się skończył. Zadbajmy o siebie!

Rezygnacja ze swoich celów czy marzeń to ślepa uliczka. Droga do frustracji, a nawet depresji. Po 45. roku życia już czas nastawić się także na branie od innych, nie tylko dawanie. Jeśli chodzi o dzieci, zanim oburzymy się na ich krytyczne uwagi, zastanówmy się, z czego się biorą. Może nie chodzi o brak tolerancji, a o nieuświadomiony lęk, że świat nas skrzywdzi? Syn Beaty prosząc ją, by ubierała się bardziej zachowawczo, mniej ekstrawagancko, mógł się obawiać, że mama zostanie wyśmiana.

"Staję się niewidzialna dla mężczyzn"

Opowieść 48-letniej Anity: Tydzień temu poszłam na imieniny koleżanki. Przy stole siedziałam obok sympatycznego mężczyzny, na oko mojego rówieśnika. Dobrze nam się rozmawiało, dopóki nie pojawiła się młodziutka kuzynka pani domu. Mój nowy znajomy od razu stracił zainteresowanie. Wiercił się, aż wstał pod jakimś pretekstem i już nie wrócił. Przecież nagle nie utyłam, nie wyłysiałam, nie wyrósł mi garb na plecach. A jednak czuję się, jakbym przestała być atrakcyjną kobietą, ba, kobietą w ogóle! Mężczyźni po prostu przestali mnie dostrzegać. Nie oczekuję adoracji i hołdów, ale obojętność, a raczej lekceważenie, z jakim się spotykam, jest przykre.

Mężczyźni w moim wieku, a także ci starsi, bez zahamowań wykazują zainteresowanie dużo młodszymi kobietami. Nikogo nie dziwi, że pięćdziesięciolatek spotyka się z trzydziestoparolatką. Nikt nie widzi w tym czegoś niestosownego. Ale gdybym ja umówiła się z kimś młodszym, to dopiero byłaby sensacja! Pamiętam, jak moja klasa z liceum zorganizowała 30-lecie matury. Większość kolegów, po rozwodach na nowo układa sobie życie. Chwalili się fotografiami. Różnica wieku między nimi a ich partnerkami rzucała się w oczy. A koleżanki? Te samotne skarżyły się na to samo co ja: dla facetów stały się przezroczyste. I nie umiem się oprzeć wrażeniu, że szczególnie dotyczy to naszego kraju. Często bywam u siostry we Francji. Tam nikt nie daje mi odczuć, że jestem w "niewłaściwym" wieku. Mężczyźni mówią mi miłe rzeczy. Wracam stamtąd pełna energii i radości życia. Chce mi się stroić, wychodzić do ludzi, zagadywać do sąsiadów. Dopóki znów ktoś nie potraktuje mnie jak "byłą kobietę".

Opinia eksperta:

W Polsce kobiety 45+ przestają czuć się pociągająco i seksownie. Nic dziwnego skoro starzenie jest tabu, a zmarszczki bywają publicznie wyśmiewane. Widać to choćby w złośliwych komentarzach w internecie. Niestety, my, kobiety, nie walczymy z krzywdzącymi stereotypami. Wręcz przeciwnie, dostosowujemy się do oczekiwania, że około pięćdziesiątki usuniemy się w cień.

Moje pacjentki, które przechodzą menopauzę, rzadko są zadowolone ze swojego wyglądu. Narzekają na choroby, życiowe kłopoty. Metryki nie musimy mieć wypisanej na twarzy. Ilekroć nazwiemy się, choćby z przekąsem, "starą babą", to nie dość, że same zaczynamy tak myśleć, to jeszcze narzucimy to myślenie innym. Jeżeli natomiast gonimy za młodością, naśladując nastolatki, pokazujemy, że dojrzałość jest czymś wstydliwym. A przecież najbardziej interesujące są te kobiety, które lubią siebie.

"Młodsze koleżanki lekceważą mnie"

Opowieść 46-letniej Marty: - Zaczęłam się martwić tym, że jestem najstarsza w swoim dziale. Zajmuję się marketingiem w firmie handlowej. Kiedy startowaliśmy, biznes raczkował. Do wszystkiego dochodziliśmy metodą prób i błędów. Ale tworzyliśmy zgraną ekipę, młodzi i starzy wspierali się nawzajem. Gdy do pracy przyjęto Natalię i Agę, dwie dziewczyny po studiach, witałam je z otwartymi ramionami. Cieszyłam się, że wniosą energię, świeże pomysły. Od razu zaproponowałam im przejście na "ty". Ale one wcale nie chciały się zaprzyjaźniać. Kiedy podchodziłam, przerywały rozmowę. Przewracają oczami na widok moich ubrań, a gdy latem przyszłam do biura w minispódnicy, nie kryły rozbawienia. W dodatku uważają, że nie mam pojęcia o nowoczesnym marketingu. Jakby czterdzieste piąte urodziny były granicą, po której automatycznie traci się umiejętność nadążania za trendami.

Zdobyłam wiele nagród, ciągle się szkolę, czytam fachowe artykuły. Mam spore doświadczenie, jestem otwarta. Mimo to jawnie mnie lekceważą. Czuję, że za moimi plecami stroją głupie miny. Pewnie bym się tym aż tak nie przejmowała, ale niepokoję się zachowaniem szefa. Jest pod wrażeniem ich przebojowości, zachwyca się ich pomysłami, wobec mnie stał się krytyczny. Jakiś czas temu mieliśmy kryzys spowodowany brakiem doświadczenia Agi. Musiałam posprzątać po niej cały bałagan, a szef wytknął mi, że powinnam bardziej się nimi opiekować. Tyle że one nie chcą mnie słuchać i marzą, żeby się mnie pozbyć. Moim największym grzechem jest to, że jestem od nich 20 lat starsza...

Opinia eksperta:

Kobiety skarżą się, że w pracy dojrzałość jest przeszkodą. Ale w wielu zawodach ważne jest doświadczenie. Na przykład terapeutki po czterdziestce są rozchwytywane. To mit, że wraz z wiekiem spada nasza zdolność do nauki. Tak jak opinia, że stajemy się mniej elastyczni. Starsi po prostu wiedzą, na czym im zależy i nie rezygnują z tego łatwo.

Wydaje mi się, że Marta niepotrzebnie zaproponowała dziewczynom przejście na "ty". Skracanie dystansu jest miłe, ale nie kosztem szacunku, którego współpracowniczki jej nie okazują. Warto uzbroić się w cierpliwość i nie pokazywać strachu. Wcześniej czy później, okaże się, że jej wiedza jest niezastąpiona. Zwłaszcza że szef już prosi, by naprawiała błędy Agi. Jeżeli Marta będzie pewna swoich umiejętności, otoczenie też je doceni. Ale najpierw ona musi w siebie uwierzyć.

Maja Nowierska


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje