Jak radzić sobie ze zmianami w pracy

Nie tylko utrata pracy może być dla nas trudnym przeżyciem. Połączenie dwóch firm, zmiany warunków zatrudnienia, zwiększenie zakresu obowiązków są równie stresujące.

Zmiany odbierają nam poczucie bezpieczeństwa, sprawiają, że zaczynamy bać się przyszłości. Gdy nie są oczekiwane i przychodzą nagle, tracimy grunt pod nogami. A przecież zmiany nie zawsze oznaczają koniec świata.

Reklama

Mogą motywować, inspirować albo obudzić w nas siły, których istnienia nie podejrzewaliśmy. Ważne, by nie traktować ich jako zagrożenia, a jak część życia. Nie czekajmy na nie biernie. Gdy postawimy sobie cele, które chcemy osiągnąć, łatwiej poradzimy sobie z zewnętrznymi trudnościami.

Mimo doświadczenia zostałam zdegradowana

Ilona, 51 lat, specjalistka ds. marketingu

Firmę, w której pracuję, tworzyłam wraz z jej właścicielami od zera. Zaczynaliśmy ponad dwadzieścia lat temu, mogę więc powiedzieć, że na marketingu zjadłam zęby. Zaliczyliśmy wzloty i upadki, ale przetrwaliśmy na rynku. Między właścicielami a mną nie było żadnych zgrzytów, mieliśmy do siebie zaufanie i mówiliśmy sobie wszystko.

Zdziwiłam się, gdy nagle postanowili sprzedać większość udziałów innej spółce. Tłumaczyłam, że to bez sensu, ale oni się uparli. Usłyszałam, że są zmęczeni i chcą wreszcie nacieszyć się pieniędzmi. Choć zapewniali, że nowe kierownictwo z pewnością mnie doceni, byłam pełna złych przeczuć. Instynkt mnie nie zawiódł. Milczę, choć jest to trudne.

Połączenie spółek nie obyło się bez ofiar. Zlikwidowano wiele stanowisk, z centrum miasta przenieśliśmy się na peryferie. Domyślałam się, że stracę posadę szefa marketingu, ale nie spodziewałam się, że moją przełożoną zostanie dwudziestoparoletnia dziewczyna!

Brak fachowej wiedzy Weroniki rzuca się w oczy. Pracownicy w wielu sprawach wciąż przychodzą do mnie. W dodatku nasze podejście do marketingu zupełnie się różni. Ona nastawiona jest na efektowne akcje reklamowe, sponsorowanie wydarzeń, głośne promocje.

Ja to już przerabiałam i wiem, że wiernych klientów zdobywa się żmudną pracą: dbaniem o jakość, dystrybucję, stałą obecność na rynku. Potrafię przewidzieć efekty jej działań, bo sama przeszłam identyczną drogę.

Na początku chciałam Weronice doradzać, ale patrzyła na mnie jak na kogoś, kto zdobywał doświadczenie w epoce kamienia łupanego. Jak mam postępować, gdy widzę, że pakuje firmę w kłopoty?

I to takie, których rezultaty nie są widoczne od razu, ale za kilka lat? Moi nowi szefowie mówią, że Weronika jest w gorącej wodzie kąpana, ale ma dobre pomysły, świeżość i energię. Postanowiłam więc milczeć, ale przychodzi mi to z trudem.

Chcę dogadać się z Weroniką

Zastanawiałam się nad tą sytuacją i doszłam do wniosku, że choć oczywiście moja ambicja cierpi, martwię się też o firmę, z którą wciąż czuję się związana.

To dlatego chciałabym dogadać się z Weroniką. Nie podważam wszystkich jej decyzji, ale wciąż czuję się przez nią pomijana i odsuwana od ważnych dla działu spraw. Nie wiem, czy to da się zmienić.

Porada eksperta

W tym przypadku należy przede wszystkim uświadomić sobie, że kontrakt z poprzednimi właścicielami wygasł. Tymczasem postępuje pani, jakby nic nie uległo zmianie.

Pisze pani, że traktuje firmę jak swoją, a pracownicy wciąż przychodzą do pani jak do przełożonej. Oczywiście, jest to przykre, ale nowi właściciele nie żądają od pani wykonywania dawnych obowiązków. Nie oczekują ani doradztwa, ani pomysłów.

Jeżeli trudno pani pogodzić się z rolą szeregowego pracownika, ma pani do wyboru następujące kroki. Po pierwsze dobrze wiedzieć, na czym polega umowa młodziutkiej szefowej z kierownictwem i ich powiązania. Jeżeli jest ona związana z nimi prywatnie, ciężko będzie przebić się z radami, ponieważ w tym przypadku zaufanie właścicieli oparte jest nie tylko na merytorycznych przesłankach.

Potem należy sprawdzić, czy szefowa i zarząd są otwarci na pani uwagi. Czy gdy przedstawia pani swoje propozycje, są nimi zainteresowani? Jeśli nie, trzeba pogodzić się ostatecznie ze swoją rolą albo poszukać innego zajęcia. Radziłbym jednak nie decydować o odejściu pochopnie, nowa sytuacja (brak stresu i odpowiedzialności) może okazać się całkiem wygodna.

Ryszard Lichuta, psycholog

Obcięto mi pensję

Wiola, 32 lata, laborantka

W laboratorium mikrobiologicznym pracuję od kilku lat. Badam żywność i wodę, sprawdzając, czy nie ma w nich bakterii. Zespół do niedawna był zgrany, pensja dobra, a praca niezbyt stresująca. Byłam zadowolona i nie myślałam o zmianie. Tak było aż do ubiegłego miesiąca.

W firmie psuje się atmosfera

Przegraliśmy kilka przetargów, było mniej zleceń. Wychodziłam z laboratorium już wczesnym popołudniem. Nawet mnie to cieszyło: jestem mamą pięciolatki i nie narzekam na brak obowiązków. Zaczęto wprawdzie szeptać o zwolnieniach, ale szefowa uspokajała, że możemy spać spokojnie.

Tuż po wakacjach oznajmiła jednak, że w związku z trudną sytuacją musi obniżyć pensje o 15 proc. Najpierw zgodziliśmy się, że to fair, ale teraz jesteśmy niezadowoleni. Ja również. Bo 15 proc. mojej pensji to prawie 500 zł i ich brak da się mojej rodzinie we znaki.

Co miesiąc zaskakują nas nowe wydatki: dentysta, naprawy auta, różne płatności. W dodatku pogorszyła się atmosfera w firmie. Wszyscy patrzymy na siebie krzywo. Część uważa, że lepiej byłoby jednak kogoś zwolnić.

Na przykład żonę stomatologa, który prowadzi własny gabinet. Gdy koleżanka przyszła w nowych butach, nie zostawiono na niej suchej nitki. Szefowa obiecuje, że gdy kryzys minie, przywróci dawne pensje, ale ja w to nie wierzę.

Porada eksperta: Ważne, by zacząć działać!

Jeśli nie akceptuje pani obecnej sytuacji, jest do wyboru kilka ruchów. Można poprosić szefową o skrócenie czasu pracy, tak by mieć go więcej np. na wykonywanie zleceń w innym miejscu lub na dodatkowe szkolenia.

Można także zapytać o podanie terminu, w którym pensja wzrośnie – brak takiej daty będzie też istotną informacją. Niech pani nie krępuje się pytać o kwestie materialne wprost, nie warto ukrywać, że są one ważne. W końcu pieniądze to najbardziej mierzalna gratyfikacja z pracy.

Poszukiwanie nowego zajęcia to także rozsądny pomysł. Nawet jeśli nie doprowadzi do zmiany pracy, rozezna się pani w rynku, ofertach i stawkach. Najważniejsze, że zacznie pani działać, a to zmniejszy lęk i rozpocznie proces wychodzenia z pozycji osoby biernej, za którą inni podejmują decyzje.

Robert Rient, trener interpersonalny

Boję się zwolnienia

Joanna, 44 lata, sekretarka

Od wielu dni wracam do domu późnym wieczorem. Po przyjściu gapię się w telewizor – nie mam siły na nic więcej. Znajomi mówią, że schudłam. Chcę zacząć uprawiać sport, ale kiedy? Przez ostatnie lata prowadziłam sekretariat prezesa dużej spółki. Po fali zwolnień w firmie zajmuję się także sprawami personalnymi. Niestety, za te same pieniądze.

Należy mi się podwyżka

Trzy miesiące temu straciło u nas pracę kilkadziesiąt osób. To stało się nagle, bez ostrzeżenia, więc wszyscy byliśmy w szoku. Kiedy dział kadr z dnia na dzień zmalał do jednej osoby, szef powiedział, że tylko mnie może przekazać dodatkowe obowiązki bez lęku, bo jestem jego prawą ręką i ufa, że sobie poradzę.

Dodał, że na razie nie może podnieść mi pensji, bo wynagrodzenia zostały zamrożone. Co miałam zrobić, zgodziłam się, ale wkrótce dopadła mnie ponura rzeczywistość. Nie dość, że musiałam błyskawicznie nauczyć się nowych rzeczy, to haruję za dwie osoby. Nikt nie stosuje wobec mnie taryfy ulgowej, a ja mam coraz większe poczucie krzywdy.

Uważam, że należy mi się podwyżka, choćby symboliczna. Tymczasem nie mam nawet służbowej komórki, cofnięto nam również dofinansowanie ubezpieczenia medycznego. Już kilka razy zbierałam się, by porozmawiać o tym z prezesem.

Jednak wciąż mam w pamięci zwolnienia, a bardzo boję się utracić etat. Lęk o przyszłość mnie paraliżuje.

Porada ekperta: Strach to zły doradca

Niestety, prawo nie wymaga, by powiększenie zakresu obowiązków wiązało się ze zmianą wynagrodzenia. Natomiast kodeks mówi wyraźnie, że pensja powinna odzwierciedlać kwalifikacje i ilość czasu, jaką zatrudniona osoba poświęca pracy.

I tutaj prezes dopuszcza się już nadużycia. Rozumiem pani strach, zwłaszcza że atmosfera po zwolnieniach jest z pewnością ciężka. Proszę nie czekać, aż frustracja wzrośnie, lepiej natychmiast umówić się na rozmowę.

Wcześniej trzeba pomyśleć, jakie żądania, poza finansowymi, prezes jest w stanie spełnić. Warto powiedzieć, że poza wyjątkowymi sytuacjami będzie pani wychodziła z biura punktualnie. Można poprosić o telefon komórkowy – nie powinien być dla dużej firmy żadnym obciążeniem. Niech pani nie czuje się winna, gdy pani z czymś nie zdąży.

Dobrze jest zakomunikować, że oczekuje się podwyżki, gdy kondycja firmy się poprawi. Proszę nie bać się próśb. Jeśli jest pani rzeczywiście osobą niezastąpioną, a wszystko na to wskazuje, prezes powinien o panią zadbać.

Iza Kurzejewska, psycholog


Dowiedz się więcej na temat: zmiany | pracy | Nie | rada | praca | brak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje