Kiedy kłamstwo może być usprawiedliwione

Każdemu z nas zdarza się nie mówić prawdy. Ale czy to zawsze złe rozwiązanie? Pytamy o to psycholog Tatianę Ostaszewską-Mosak.

Olivia: Wszyscy wiemy, że nie należy kłamać. A jednak rzadko udaje się nam przejść przez życie bez kłamstwa....

Tatiana Ostaszewska-Mosak: Przede wszystkim nie możemy wrzucać wszystkich kłamstw razem do jednego worka. Dotyczą one przecież sytuacji o różnej wadze. Zupełnie inaczej będziemy myśleć o kłamstwie, gdy chodzi o drobne zdarzenia, a inaczej, gdy mówimy o sprawach ważnych: naszych relacjach, emocjach, zdrowiu, a nawet życiu. Ale generalnie powinniśmy dążyć do tego, żeby jak najczęściej mówić prawdę.

Reklama

Dlaczego?

- Prawda się po prostu opłaca. Szczerość jest podstawą dobrej oceny sytuacji, co w rezultacie pozwala nam odpowiednio zareagować, podjąć lepsze decyzje. Kłamstwo, choć czasami wydaje się wygodnym rozwiązaniem, w dłuższej perspektywie „brudzi” relacje i komplikuje je. Bo pojawiają się dodatkowe, niechciane emocje, np.: poczucie winy, konflikt, poczucie obcości.

Kłamstwo oddala ludzi i działa niszcząco. Sprawia, że zaczynamy manipulować, zamiast skupiać się na rozwiązywaniu prawdziwych kłopotów. I często zdarza się, że samo w sobie staje się większym przekleństwem niż pierwotny problem.

W naprawdę dobrym związku nie powinno być rzeczy, których nie można wyznać bez lęku, że ten związek nie przetrwa. To tylko kwestia formy. A jeżeli podsumujemy koszty powiedzenia prawdy i koszty utrzymywania kłamstwa, to okazuje się, że z czysto handlowego punktu widzenia to pierwsze jest bardziej korzystne.

Przecież czasem kłamiemy, bo chcemy odnieść korzyść, np. prawimy komuś fałszywe komplementy dotyczące wyglądu w nadziei, że nas polubi. A my na tym zyskamy.

- Tak, istnieje tzw. mit białego kłamstwa. Ma ono służyć sprawianiu przyjemności drugiej osobie i tylko temu. Machamy ręką: „Co mi szkodzi, przecież nikomu nie stanie się krzywda”.

Ale pytanie jest następujące: czy nie komunikując tego, co rzeczywiście myślimy, nie utwierdzamy drugiej strony w złudnym poczuciu, że np. wygląda dobrze? Jeżeli ta osoba mogłaby coś poprawić, to czemu ten brak prawdy ma służyć? Możemy po prostu wyrazić własne zdanie, ale możemy również zaproponować jej jakieś konkretne rozwiązanie.

Na przykład: „Masz wysokie czoło, może więc chciałabyś spróbować innej fryzury? Ja bym tak zrobiła... Jeśli jednak tobie się podoba (i to jest tu kluczowe!), to cieszę się razem z tobą”.

A czy powiedzieć przyjaciółce, że mąż ją zdradza?

- Musimy się zastanowić, co nam podpowiada nasza uczciwość wobec tej osoby. Widzimy, że naruszane są jej granice, ale ona o tym nie wie, więc nie ma żadnej możliwości obrony.

Jeśli zadecydujemy, że powinna zostać poinformowana o zdradzie, weźmy też pod uwagę konsekwencje. To mogą być jej negatywne emocje: żal i złość, nawet rozpacz. Może wykrzyczeć, że wcale nie chciała usłyszeć tej prawdy. I przerzuci na nas całą odpowiedzialność, ponieważ zdarza się, że zabija się posłańca, który przynosi złe wiadomości.

Z drugiej strony, gdy wybierzemy milczenie, zastanówmy się, jak my będziemy się czuć z tym, co wiemy. Możemy unikać myślenia o tej sprawie, rozluźniać kontakty z przyjaciółką albo porozmawiać najpierw z jej mężem.

Lecz to spowoduje, że ustawimy się w nierównej relacji, bo odbieramy tej kobiecie prawo do załatwienia sprawy po swojemu. Wychodzimy z założenia, że wiemy lepiej, a chroniąc ją przed prawdą, pokazujemy, że nie poradzi sobie z nią.

Może wcale nie chodzi o to, że wiemy lepiej, tylko nie chcemy zniszczyć jej małżeństwa.

- Takie obawy oczywiście istnieją, ale jak możemy decydować za kogoś? Jak my byśmy się czuły, gdyby ktoś podejmował decyzje za nas i nie dałby nam szansy na zorientowanie się, co naprawdę dzieje się w moim życiu?

Czy w takim razie osobom ciężko chorym też należy mówić prawdę o ich stanie?

- Trend na świecie jest taki, że się o tym jednak mówi. Wyniki badań wyraźnie pokazują, że jest lepiej, kiedy chory orientuje się w powadze sytuacji. Naturalnie, jeśli ta osoba życzy sobie, żeby jej nie mówić i wcześniej o tym uprzedzała, to należy się dostosować do jej życzenia.

Ale taka sytuacja zdarza się rzadko. Zdecydowanie częściej chcemy wiedzieć, co nas czeka. Choćby z tego powodu, że pragniemy się do tego albo przygotować, albo przed tym bronić. Prawda daje nam poczucie wpływu na własne życie, choćby miało to trwać krócej.

To jaką funkcję spełnia kłamstwo?

- Przede wszystkim ochronną. Ma chronić przed trudnymi emocjami oraz sytuacjami, którym nie jesteśmy w stanie podołać. Czasem kłamiemy, ponieważ chcemy się przedstawić jako lepsi, niż naprawdę jesteśmy. Chociaż nie mówiąc prawdy, stawiamy się w jeszcze gorszym świetle.

Jednak największy problem z kłamstwem jest taki, że jest jak zaraza: jedno zazwyczaj pociąga za sobą drugie. Na przykład zdrada wywołuje całą lawinę oszustw i kombinacji. I trudno się z tego potem wyplątać, bo odkręcanie bałaganu wydaje się jeszcze bardziej skomplikowane oraz ryzykowne niż brnięcie dalej.

Niekiedy tak bardzo pragniemy się chronić, że oszukujemy sami siebie...

- W pierwszym momencie takie postępowanie wydaje nam się najprostsze, bo nie wymaga wysiłku. Nie musimy stawać twarzą w twarz z problemem, podejmować żadnego działania, narażać się na dyskomfort.

Prawda nas przeraża. Na tym z grubsza polega psychoterapia: na odzyskiwaniu prawdy, „czyszczeniu” przeszłości, odrzuceniu tego, co zaciemnia obraz. Ale to konieczne, żeby zacząć żyć lepiej.

Czy intencja w kłamstwie ma więc jakieś znaczenie?

- Tak, ma. Jeżeli na przykład nie jestem osobą przebojową i stanowczą, ale na rozmowie o pracę będę taką grała, żeby dostać wymarzone zatrudnienie, to OK. Może było warto. Ale tylko wtedy, gdy pójdę z nastawieniem: jestem niezbyt pewna siebie, ale chciałabym, żeby było inaczej.

I mam zamiar nad tym popracować. Są też sytuacje ekstremalne, w których chodzi o bezpieczeństwo czy życie innych ludzi. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy prawda musi ustąpić.

Rozmawiała: Elżbieta Dominik

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje