Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością

Partnerom po przejściach nie jest łatwo stworzyć nową, szczęśliwą rodzinę. Sprawić, by dzieci mamy i dzieci taty zaprzyjaźniły się ze sobą. I żeby w kolejnym, wspólnym dziecku tych dwojga nie widziały zagrożenia, tylko nowego, kochanego brata lub siostrę. Ale nawet jeśli nie jest to łatwe, warto o to walczyć.

Rodzin, w których są dzieci "moje", "twoje" i "nasze", przybywa w Polsce lawinowo - już milion rodaków żyje w innym układzie rodzinnym niż tradycyjny. Zlepienie w całość cząstek, które nie zawsze do siebie pasują, bywa czasem naprawdę trudne. Na szczęście rodzinne układy są dynamiczne.

Reklama

Dzieci rosną, zmienia się ich zachowanie, my też się zmieniamy. Coś, co dziś jest problemem, jutro może przestać nim być, jeśli tylko będziemy starać się to zmienić. Bo rodzina patchworkowa wymaga od wszystkich jej członków ogromnej uważności i dbałości o uczucia innych. Nawet byłych partnerów, z którymi do końca życia łączyć nas będą wspólne dzieci.

To na barkach dorosłych zakładających nową rodzinę ciąży odpowiedzialność za to, czy dzieci z ich poprzednich związków poczują się w niej chciane, bezpieczne i kochane. Dlatego też warto wcześniej przygotować je na naszą decyzję o wejściu w kolejny związek. Ale nie prosić o pozwolenie. Raczej stworzyć sprzyjający klimat.

Bądźmy przygotowane na to, że na początku zaprotestują. Lecz nie zniechęcajmy się tym. Choć dzieci instynktownie bronią się przed powiększeniem rodziny, to zapytane: czemu, nie umieją odpowiedzieć. Dobrze jest rozwiać ich wątpliwości i lęki. Wyjaśnić, że tak jak one potrzebują mamy, taty i przyjaciół, my potrzebujemy drugiego dorosłego, z którym będziemy iść przez życie.

- Powiedzmy szczerze: "Jesteś dla mnie ogromnie ważny, ale zależy mi również na innych ludziach". Wtedy syn albo córka nie będą się czuli przez nas oszukani, gdy przedstawimy im kogoś, kogo wybrałyśmy na swojego partnera - radzi psycholog Anna Bator.

Jestem "złą" macochą - opowieść Sylwii (43 lata)

Pawła poznałam, kiedy był kawalerem z odzysku. Kilka lat wcześniej rozstał się z żoną dla innej kobiety, ale nowy związek nie przetrwał. Z pierwszego małżeństwa miał 11-letnią córkę. Długo zwlekał z przedstawieniem nas sobie, zrobił to dopiero na miesiąc przed ślubem. Marta od początku mnie ignorowała. Pocieszałam się, że kiedyś nasze stosunki muszą się ułożyć. Ale ona chodzi już do liceum, a między nami niewiele się zmieniło. Długo byłam cierpliwa. Nie narzucałam się, rozumiałam, że dziecko potrzebuje ojca tylko dla siebie. Niestety, wyrozumiałość zachęcała ją tylko do coraz gorszego zachowania.

Spędza z nami co drugi weekend i wtedy zawsze są spięcia. Narzeka, że się nudzi, wszystko krytykuje, a na każdą propozycję ma jedną odpowiedź: "nie". Rozrzuca swoje rzeczy, a gdy proszę, żeby sprzątnęła, krzyczy, że nie mam prawa zwracać jej uwagi. Wiele razy prosiłam Pawła, żeby na nią wpłynął, ale on chowa głowę w piasek. Nie reaguje, kiedy Marta zachowuje się niegrzecznie. A kiedy o tym rozmawiamy we dwoje, tłumaczy, że powinnam być mądrzejsza od zbuntowanej nastolatki. Mam wrażenie, że ciągle stara się jej wynagrodzić to, że przed laty odszedł. A przecież nie ja jestem temu winna!

Teraz, kiedy Marta ma do nas przyjść, jestem tak zdenerwowana, że wychodzę z domu. Sprawę pogarsza jej mama, która nie ułożyła sobie życia i podobno ma do mnie dużo zastrzeżeń, choć ani razu się nie spotkałyśmy. Czuję żal do Pawła, bo jest jedyną osobą, która mogłaby nam pomóc, a udaje, że niczego nie widzi. Ta sytuacja nas od siebie oddala.

Dzieci gubią się, gdy dorośli są bierni

Paweł od początku nie wiedział, jak przygotować córkę do zmian. Zwlekał z przedstawieniem jej Sylwii, pewnie nawet z nią o niej nie rozmawiał. Pozostawienie spraw z nadzieją, że jakoś się ułożą, to złe rozwiązanie. Marta nie zaakceptowała wyboru taty i nieustająco to demonstruje. Odrzucona przez nią Sylwia jest zawiedziona biernością męża. A Paweł musi balansować pomiędzy dwoma kobietami. Każdy w tej rodzinie czegoś się boi i należy o tym porozmawiać. Paweł niech zapyta córkę, czego ona się obawia i jak sobie wyobraża przyjazne relacje w nowej rodzinie. Sylwia nie powinna wychodzić podczas wizyt Marty.

Jeśli nadal będą się unikać, stracą szansę na porozumienie i wzajemne poznanie się. Warto byłoby również wyjaśnić nastolatce, że zgoda między nimi nie zagraża w żaden sposób jej relacji z mamą. Sylwia nie usiłuje jej zastąpić. Zależy jej tylko na dobrych stosunkach w domu.

Lawiruję między mężem a synem - opowieść Renaty (37 lat)

Moje studenckie małżeństwo było związkiem dwojga dzieciaków. Bawiliśmy się świetnie przez trzy lata, ale beztroska prysła, kiedy urodziłam Tomka. Mój rozrywkowy mąż nie dojrzał do roli ojca. Balował dalej, jakby nic się nie zmieniło. W końcu nie wytrzymałam i uciekłam z małym do rodziców. W parę lat później na imieninach koleżanki spotkałam Janusza. Był sporo starszy, imponował mi spokojem i inteligencją. Choć na początku traktowałam tę znajomość luźno, szybko zaczęło mi na nim zależeć. Janusz stał się motorem wielu dobrych zmian w moim życiu. Namówił mnie na zrobienie prawa jazdy, zmianę pracy, wreszcie na rozwód. Kiedy się oświadczył, byłam w siódmym niebie. Wreszcie spotkałam człowieka, przy którym czułam się bezpiecznie i który dawał mi oparcie.

Po ślubie zamieszkaliśmy we trójkę: ja, Janusz i Tomek. Wydawało mi się, że mąż lubi mojego synka. Wcześniej spotykali się na spacerach, a raz wyjechaliśmy razem na majówkę. Okazało się jednak, że czym innym jest wypad za miasto, a czym innym życie pod jednym dachem z rozbrykanym kilkulatkiem. Janusz długo mieszkał sam i nabrał starokawalerskich przyzwyczajeń. Lubi ciszę i porządek, wieczorami zamyka się w pokoju i pracuje, a wtedy nie należy mu przeszkadzać. Tymczasem Tomek wpadał do niego z krzykiem, włączał telewizor na cały regulator, rozrzucał zabawki. No i buzia nigdy mu się nie zamykała. Janusza doprowadzało to do białej gorączki, choć starał się nad sobą panować. Gdy powiedziałam, że wygłaszanie sześciolatkowi wykładów o kulturze osobistej jest bez sensu, zaczął wydawać mu rozkazy: "Nie ruszaj!", "Przestań!", "Nie wolno!". To zupełnie przekreśliło szansę na zgodę. I jeśli miałam przedtem nadzieję na stworzenie szczęśliwej rodziny, musiałam szybko wybić ją sobie z głowy.

Od kilku lat lawiruję między małym a dużym. Tomka uciszam, żeby mąż miał choć chwilę spokoju. Januszowi wyjaśniam, że dziecko nie jest psem i nie da się go wytresować. Błagam, żeby zdobył się na cierpliwość. A on ma do mnie pretensje, że nie potrafię wychować syna i ciągle go bronię. Jakby był o niego zazdrosny. Kiedy Tomek był w drugiej klasie, niechcący stłukł z kolegami wazon, który mąż odziedziczył po rodzicach. Gdy Janusz to zobaczył, rozpętało się prawdziwe piekło, a ja po raz pierwszy pomyślałam o rozwodzie.

Teraz Tomek ma 10 lat i już zaczyna przebąkiwać, że chciałby się kiedyś przeprowadzić do taty. Mój eks dolewa oczywiście oliwy do ognia, nazywając Janusza "starym nudziarzem" i żartując z niego przy dziecku. Jestem tym zmęczona i zastanawiam się, co będzie, jeśli konflikty między moimi mężczyznami w przyszłości jeszcze się nasilą. Gdy jestem z każdym z nich z osobna, jest fantastycznie. Ale razem tworzą mieszankę wybuchową. Nie mam pomysłu, jak zapobiec ewentualnej katastrofie.

Janusz i Tomek powinni się lepiej poznać

Można zarzucać Januszowi, że nie umie zrozumieć dziecka, ale trzeba pamiętać, że jego położenie jest w tym układzie najtrudniejsze. Prawie z dnia na dzień stał się opiekunem kilkulatka, na którego wychowanie nie miał wcześniej wpływu i z którym nie był związany uczuciowo. Choć sobie nie radzi, nie jest wcale za późno, żeby naprawić tę sytuację. Wygląda na to, że pomimo iż razem mieszkają, wciąż słabo się znają. Na szczęście Tomek jest chłopcem i im będzie starszy, tym więcej będą mieli z ojczymem wspólnych zainteresowań. A może już obaj pasjonują się sportem, samochodami lub grami komputerowymi? Jeżeli lubią piłkę nożną, niech pójdą na mecz. Jeśli są fanami gier, mogą grać razem. Chodzi o to, żeby we dwóch spędzili ciekawie czas. A mama nareszcie trochę sobie odpocznie.

Ani duży, ani mały nie powinni być zwolnieni z dbania o dobrą atmosferę. Dziecko już od piątego roku życia jest w stanie wziąć pod uwagę uczucia innych i liczyć się z nimi. Potrzebna byłaby też poważna rozmowa z pierwszym mężem. Renata powinna mu wyjaśnić, że kpiąc z Janusza w obecności Tomka zachowuje się nieodpowiedzialnie. A najgorsze, że krzywdzi tym chłopca, który na co dzień musi jakoś dogadywać się z ojczymem.

Narodziny syna zmieniły relacje w domu - opowieść Magdaleny (41 lat)

Dawniej powtarzałam: "Rodzina patchworkowa? Halo, o co tyle hałasu! Da się tak żyć przy odrobinie tolerancji!". Wtedy naprawdę w to wierzyłam. Wyszłam za mąż za mężczyznę, który miał już syna i córkę. Dzieci Marka, Justyna i Jasiek, były jeszcze małe, ale kontaktowe i otwarte, więc prędko udało nam się zakumplować. Mówili mi po imieniu, traktowali jak koleżankę. Ludzie brali mnie za ich mamę, a kiedy wyjaśniałam, że jestem macochą, otwierali szeroko oczy ze zdziwienia. Kiedyś Justyna podarowała mi rysunek zatytułowany "rodzina". Byli na niej jej rodzice, brat i ja. Trochę z boku, ale jednak! Pamiętam, że bardzo się wtedy wzruszyłam.

Po jakimś czasie zaczęliśmy starać się z Markiem o własne dziecko. Udało się dopiero po dwóch latach, kiedy zaczynałam wpadać już w lekką panikę. Byliśmy ogromnie szczęśliwi, ale 8-letnia wtedy Justyna i 11-letni Jasiek nie zareagowali wcale tak, jak się spodziewałam. Ona rozpłakała się na tę wiadomość, a on naburmuszył. Przez całą ciążę próbowaliśmy ich przygotować do nowej sytuacji. Tłumaczyłam, że będę potrzebowała ich pomocy, że są starszym rodzeństwem, a malca trzeba przecież wielu rzeczy nauczyć. Kiedy na świecie pojawił się Kubuś, oboje zmienili się nie do poznania. Kiedy go karmiłam, nagle domagali się uwagi, zadawali mnóstwo pytań. Kiedy płakał, Justyna przedrzeźniała go i zakrywała mu buzię kocykiem. Byłam zdziwiona, skąd w nich tyle niechęci, ale wszyscy przekonywali mnie, że zazdrość o młodsze dziecko jest normalna i żebym się nie przejmowała.

Niestety, mimo że Kuba ma już pięć lat, ciągle go nie zaakceptowali. Owszem, tolerują, ale traktują oschle. Justyna powtarza, że Jasiek jest jej bratem, ale Kuba nie. Zachowują się, jakby musieli z nim rywalizować, choć są od niego znacznie starsi. Co gorsza, popsuły się też nasze wzajemne stosunki. Jasiek wszedł w okres buntu. Jest krnąbrny, zamknął się w sobie. Chce się widywać z ojcem na osobności, spotkania ze mną i Kubusiem nie wchodzą w grę. Narzeka, że mały jest rozpuszczony, bez przerwy wrzeszczy i tylko przeszkadza. Ja chyba w ogóle przestałam się dla niego liczyć.

Według Justyny w naszym domu ważny jest wyłącznie Kuba. Na wyjaśnienia, że przedszkolak wymaga po prostu więcej uwagi, mówi, że mały ma nas na co dzień, a ona nigdy nie mieszkała z tatą. Marek bardzo się tym gryzie. W obecności córki jest dla Kubusia mniej czuły, żeby jej nie drażnić. Nie mam zamiaru udawać, że dzieci męża są mi bliższe niż syn, ale lubię je i martwię się ich negatywnym nastawieniem.

O pozycję w rodzinie boją się mali i duzi

Zazdrość o brata lub siostrę dzieci przeżywają niezależnie od wieku. I nie ma znaczenia, czy jest to rodzeństwo biologiczne, czy przyrodnie. Starsze dzieci odczuwają zazdrość nawet silniej, gdyż pamiętają rodzinę z okresu przed pojawieniem się "nieproszonych" maluchów. Marek powinien zapytać, czego córka by od niego chciała. Może da się załatwić, żeby przebywała z nim więcej niż dotychczas. A może jej mama zgodzi się na to, by na jakiś czas Justyna zamieszkała z tatą?

Pozwólmy dzieciom wpływać na sytuację w domu. Niech każde raz w miesiącu wybierze, jak domownicy spędzą czas. W sobotę córka chce iść do kina, więc pójdziemy na film. Za tydzień syn proponuje wycieczkę do lasu itd. Powierzmy rodzeństwu zadanie do wspólnego wykonania. Ale oceńmy zbiorowy efekt, nie indywidualne wysiłki. Warto też zaprzyjaźnić się z inną rodziną "patchworkową". Niech dzieci zobaczą, że nie są w unikalnej sytuacji, i podpatrzą, jak sobie radzą z nią inni.

Jagoda Denisiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje