Kocham cię genetycznie

Jenny kocha Johna, Ruth kocha Jonathana, a Barbara kocha Mitcha. John jest ojcem Jenny. Jonathan ojcem Ruth a Mitch - synem Barbary.

Ruth ma 25 lat. Adoptowano ją zaraz po urodzeniu. Podobnie jak wiele adoptowanych dzieci, postanowiła odnaleźć swojego ojca.

Nigdy nie zobaczę w nim ojca

Reklama

- Kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się na lotnisku, to było, jak powrót do domu. Poczułam się błogo i bezpiecznie. Po pierwszej spędzonej z nim dobie poczułam się tak, jakbyśmy znali się zawsze - opisuje Ruth*. Po kilku spotkaniach postanowili wyjechać do ciepłych krajów, żeby lepiej się poznać. Tam narodziło się miedzy nimi uczucie. Bynajmniej nie takie, które powinno łączyć ojca i córkę. Ruth opisuje, że dała porwać się fali uczuć, choć wiedziała, że są niewłaściwe. Zaczęła się nawet zastanawiać nad tym, czy jej biologiczna matka się nie pomyliła, podając imię ojca dziecka w akcie urodzenia.

Ruth i jej ojciec zaczęli sobie wmawiać, że ich rzekome pokrewieństwo to jakieś straszne nieporozumienie. Zaczęli snuć plany wspólnego życia. Ruth zamieszkała z ojcem po wakacjach. Zrobili test DNA, aby upewnić się, czy faktycznie są spokrewnieni. Był pozytywny i nie można było mówić o pomyłce. Ruth postanowiła zostawić ojca - kochanka. Dzień przed wylotem do domu w Anglii dowiedziała się, że jest w ciąży. Mimo to postanowiła odejść. Wróciła do ojca w szóstym miesiącu ciąży, nie mogąc poradzić sobie z samotnością i tragizmem całej sytuacji.

Po narodzinach synka jednak wróciła do Londynu. Została samotną matką. Chłopiec dowiedział się prawdy w wieku 9 lat. Kiedy skończył 13 lat wyprowadził się do ojca.

- Moje życie to koszmar. Musiałam o wszystkim powiedzieć moim adopcyjnym rodzicom, co całkowicie zniszczyło nasze relacje. Powtarzali, że to była jego wina, bo był starszy. To nie jest prawda. Ja też tego chciałam. To była miłość. W świetle prawa jednak popełniliśmy odrażającą zbrodnię kazirodztwa - mówi rozgoryczona Ruth.

Jak bratnie dusze

Jenny z Australii żyje w związku partnerskim z Johnem, swoim ojcem. Mają wspólnie dziecko. W ich domu mieszka także dwójka dzieci Jenny z poprzedniego związku. Kobieta nie widziała biologicznego ojca 31 lat. Zapragnęła go poznać w wieku 32 lat.

- Chciałam się dowiedzieć, kim jestem, a także przedstawić dwójce moich dzieci ich dziadka. Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia - opisuje kobieta. Jenny przyznaje, że dopiero po kilku miesiącach związku, zaczęli poważnie rozmawiać o tym, czym tak naprawdę jest relacja, która ich łączy. Oboje wiedzieli doskonale, że będą postrzegani jako ludzie w związku kazirodczym. Prawda o nich wyszła na jaw kiedy narodziło się ich dziecko.

- Nie wszystkie podobne do nas pary decydują się na potomstwo. Córeczka była nieplanowana - mówi Jenny. O czym kobieta niechętnie mówi to fakt, że już raz wcześniej była w ciąży ze swoim ojcem. Wówczas dziecko zmarło z powodu wrodzonej wady serca.

Przypadek Johna i Jenny był głośno komentowany w brytyjskich mediach. W 2007 roku postawiono ich nawet w stan oskarżenia. Ich dzieci trafiły wówczas do domu zastępczego.

Policję na parę nasłała siostra Johna, do czego namówiły ją była żona Johna, a także matka Jenny. - Nigdy w życiu nie związałabym się z mężczyzną, który mnie wychowywał - z moim ojcem. Lub z którymś z moich braci. Sama myśl o seksie z nimi jest odrażająca. Ale Johna nie widziałam przez 30 lat. Między mną, a nim nie powstała pierwotna więź uczuciowa, jaka łączy dziecko i rodzica. Taka jest różnica pomiędzy kazirodztwem, a GSA. Nie traktuję go jak ojca, dlatego mogłam się w nim zakochać - przekonuje Jenny.

Dzieci Jenny i Johna były pod opieką kuratora przez trzy tygodnie. Kiedy urzędnicy uznali, że dzieci są w tym domu szczęśliwe i nie dzieje im się krzywda, oddali je rodzicom.

- To prawo powinno się zmienić, a nie my. Ludzie powinni zrozumieć, że nie robimy niczego złego - podkreśla hardo Jenny.

"I am his mother, but he's not my son"

Barbara Gonyo i jej historia jest bodaj najbardziej znanym przykładem genetycznego pociągu seksualnego. Na podstawie swoich przeżyć Gonyo napisała książkę "GSA - forbidden love", która początkowo nosiła tytuł "I am his mother but he's not my son". Barbara, dziś 65 letnia kobieta, zaszła w ciążę w wieku 16 lat. Ameryka lat 50. (podobnie jak inne szerokości geograficzne) nie była najlepszym miejscem dla nastolatki do pokazywania się z ciążowym brzuchem. Kobieta opisuje w książce dokumentującej jej życie, że była bardzo zakochana w swoim chłopaku i chciała zatrzymać dziecko.

Odmienne zdanie na ten temat mieli rodzice nastoletniej Barbary. Wydalona ze szkoły za ciążę nastolatka miała poddać się aborcji. Usunięcie ciąży nie było wówczas w USA legalne, dlatego rozpoczęto poszukiwania lekarza, który zechce wykonać zabieg. Lekarz, do którego trafiła Barbara z matką, uświadomił kobiecie, że jeśli dziewczynka podda się aborcji, może już nigdy nie mieć dzieci. Stanęło na tym, że nastolatka donosi ciążę i odda chłopczyka do adopcji. Tak się też stało. Barbara, mimo, że została zmuszona do oddania chłopczyka do adopcji, miała udane życie rodzinne. Wyszła za mąż, urodziła trójkę dzieci.

Oddanego do adopcji syna odnalazła w wieku 42 lat po 26 latach rozłąki. I wtedy zaczęły się prawdziwe kłopoty. Po pierwszym spotkaniu, było kolejne i kolejne. Barbara zaczęła zmyślać powody, dla których mogłaby ściągnąć Mitcha do swojego domu.

- Przed każdym naszym spotkaniem szykowałam się jak na randkę, czułam ekscytację i podniecenie. To było jak miesiąc miodowy - opisuje autorka "I am his mother but he's not my son". - Byłam uwodzicielska, zalotna, flirtowałam. Czułam się, jakbym znowu miała 16 lat. To było silniejsze ode mnie - dodaje Gonyo.

Barbara uczęszczała na spotkania adopcyjnych grup wsparcia. Kiedy po raz pierwszy podzieliła się swoimi odczuciami względem syna, napotkała jedynie zakłopotanie. Jednak na kolejnych sesjach podobnymi odczuciami zaczęli się dzielić inni. Jedna z kobiet zwierzyła się, że jej mąż, który odnalazł córkę po latach, czuje do niej więcej, niż tylko ojcowskie uczucia. Wtedy Gonyo zobaczyła, że nie jest sama.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje