Kto tu wygra: ona czy ja?

- Jak mamie się nie podoba, to proszę wyjść! - krzyknęłam na cały głos do tej jędzy, mojej teściowej.

   ONA urażona trzasnęła drzwiami i natychmiast opuściła moje mieszkanie. Byłam cała roztrzęsiona. Nie mogłam jej dłużej znieść. Kolejny raz wydziwiała i mnie krytykowała. Tym razem jednak poszło o to, że wykupiłam wycieczkę do Egiptu. To przecież była okazja! A ona stwierdziła, że jestem bezmyślna i rozrzutna. Potem poszła na całego i zaczęła mi wszystko wypominać. A to bałagan mam w domu, nie gotuję obiadów, nie dbam o męża. Rozpłakałam się ze złości.
Przecież jej tłumaczyłam, że sprzątam tylko w soboty, co jakiś czas muszę sobie kupić coś nowego, bo pracuję, a na codzienne gotowanie nie mam czasu.  Kiedy unowocześniłam mieszkanie, zlikwidowałam firany i zasłony, założyłam rolety, ONA oczywiście to skrytykowała. Oświadczyła, że nie mam gustu, a dom wygląda jak dworzec. Wściekłam się, tym bardziej, że to jest moje mieszkanie, bo to mąż się tu wprowadził. I wyrzuciłam ją za drzwi.  Ale ONA mnie nie słucha i w kółko powtarza swoje. Na każdym kroku stara się udowodnić, że nie nadaję się na żonę.
 - Mój Robercik zasługuje na kogoś lepszego! - wykrzyczała mi.
Która kobieta zniosłaby takie gadanie? Ta jędza opowiada o mnie niestworzone rzeczy. Wszystko, co zrobię, jest źłe. Nie radzę sobie ani w domu, ani w pracy, więc jej syn jest nieszczęśliwy. Ostro ścieramy się, bo ona ciągle mnie atakuje. Do tej pory milczałam, broniłam się, ale w końcu sama zaczęłam ją atakować. Jak nie, to fora ze dwora! To przecież mój dom. "Mamuśka"  wtrąca się w nasze życie, chce mieć głos decydujący w każdej sprawie. Teraz też zażądała, abym zrezygnowała z tej wycieczki. Bo spłacamy kredyt  i jeszcze przez 10 lat będziemy to robić. Zrezygnować? Jej niedoczekanie!       

Reklama

 

Przyznam, że po jej wyjściu było mi głupio i przykro. Robert zachowuje neutralność. Ale to ja jestem panią domu. Niech on wybiera między mną a matką. Mam do niego żal, że nie stara się jej powstrzymać, nie bierze mnie w obronę. Wręcz przeciwnie, zaraz chciał polecieć do biura turystycznego i zrezygnować z wycieczki. Bo ona tak chce! Potem urządził mi awanturę i miał do mnie pretensje!   

   Naprawdę nie wiem, czym się skończy. Jak długo będziemy walczyć? ONA jest o niego zazdrosna. Chce go mieć tylko dla siebie. Sama go wychowała i nie może znieść tego, że się ze mną ożenił. I teraz musi się nim z kimś dzielić. Po ostatniej awanturze unikam z nią kontaktu. Ona też przychodzi tylko wtedy, kiedy mnie nie ma. Ja do niej też nie chodzę. Czy to jest wyjście na dłuższą metę? Może wycofać się z tej wycieczki? Jolanta (32 l.)  

 

 

 


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje