Miłość na zdjęciu

Jego zdjęcie trzymasz głęboko schowane w portfelu, czy też postawiłaś je sobie w dużej ramce na biurku, albo zrobiłaś z niego fototapetę na ekranie swojego monitora?

Wydawać by się mogło, że im większe uczucie, tym jego obiekt potrzebuje większej przestrzeni fotograficznej i większego upublicznienia.

Reklama

Zdjęcia ukochanych pojawiają się więc nie tylko w domu, ale i w pracy, żeby i tam przypominały nam tego, którego tak kochamy, za kim tęsknimy, do kogo wzdychamy. Przy okazji informują też innych, że mamy już kogo kochać, za kim tęsknić i do kogo wzdychać. W sposób mniej lub bardziej zamierzony pozwalamy więc innym na to, aby poznali nasz prywatne życie. Jeśli nawet nie mają ochoty o tym słuchać, to - chcąc nie chcąc - muszą widzieć dowody na to, że mamy adoratorów. "Przyparci do zdjęcia" prędzej czy później zapytają, kim jest ten przystojniak. I wtedy będziesz mogła już pochwalić się swoim mężczyzną.

A jeśli nie otaczasz się wszędzie jego zdjęciami albo nawet nie nosisz ich w portfelu, czy to znaczy, że traktujesz go obojętnie i masz problemy z wyrażaniem swoich uczuć? Nic bardziej mylnego - co najwyżej "masz problemy" z afiszowaniem się swoją miłością i skazywaniem innych na jej oglądanie. Trudno, koleżanki będą musiały poczekać, aż sama im kiedyś przedstawisz swojego partnera, albo zadowolić się zdjęciami swoich ukochanych.

Ilość jego zdjęć w zasięgu twoich oczu niestety nie zawsze przekłada się na siłę waszych uczuć. Po cóż ci fotografie wybranka na każdej ścianie i na każdej półce, jeśli żadne z nich nie powoduje szybszego bicia serca. Nie wywoła rumieńca na twarzy, gdy myślisz o tym, jak wtedy patrzył na ciebie. Zazdrość i zachwyt koleżanek w żaden sposób tego nie zastąpią...

Odwiedź też dział psychologia

Dowiedz się więcej na temat: miłość

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje