Mój chłopak się żeni...

Ale nie ze mną! Lecz ja nie poddaję się tak łatwo. Chcieć to móc, nie zrezygnuję - mówimy coraz częściej. Wbrew okolicznościom, wbrew innym ludziom, wbrew faktom? Czy o wszystkie marzenia warto walczyć? Gdzie jest punkt, w którym powinnyśmy się zatrzymać i powiedzieć: pas?

- Zobacz - Daria podaje kolorowe pismo otwarte na stronie ze zdjęciem Brada Pitta i Angeliny Jolie. - Takie niby kochające się małżeństwo i co? Facet wraca do poprzedniej miłości. No, przyznaj sama, to się zdarza. Czeka na potwierdzenie. Ma dwadzieścia dziewięć lat, mieszka sama, sama spędza walentynki, święta w wielkim mieście, wakacje nad ciepłym morzem. Od roku walczy o mężczyznę, który miesiąc temu się ożenił.

Reklama

Uparcie i otwarcie

Od razu wiedziała: to ktoś dla mnie. Ona praktyczna, zorganizowana - szefowa PR-u na obcasach, on - chłopak ze skrzypcami. Koncert sponsorował jej bank: kameralny zespół jazzowy, scena wybita czarnym pluszem, on w centrum, skupiony, cholernie przystojny i bez obrączki. - Aż mi się zrobiło ciepło tutaj - Daria kładzie rękę na brzuchu. - Wypiliśmy razem drinka, obiecałam, że pomogę przy organizacji następnego koncertu. Wracałam do domu zakochana na amen. Koleżanka szepnęła mi: "Słuchaj, ten twój skrzypek ma narzeczoną", ale Maciek nie mówił o żadnej innej dziewczynie. Nigdy. Dlatego jestem pewna, że ona nie jest dla niego ważna naprawdę. Ożenił się, bo znali się wiele lat. Sądzę, że to przyjacielski, bezpieczny układ. Zresztą założę się, że ona jest po prostu w ciąży. Ze mną łączyło go coś wyjątkowego - Darii błyszczą oczy. - Patrzył w taki specjalny sposób, trzeba było słyszeć, jak wymawiał moje imię. Ludzie nie zawsze umieją połapać się w swoich uczuciach. Jestem pewna, że on pewnego dnia zrozumie, że jesteśmy dla siebie stworzeni.

Lipcowa noc, świta. Daria i Maciek objęci wracają z imprezy, on niesie skrzypce i jej lekki płaszcz.

- Powiedział: "Zobacz, mamy idealnie zgrany krok. Jakbyśmy byli zrośnięci biodrami. Zaproś mnie na śniadanie, bliźniaczko". Kochaliśmy się przed i po śniadaniu, czyli po serkach topionych i grzankach z czerstwego chleba. Podgrzewaliśmy go na patelni. O rany, do dziś, jak widzę te trójkątne serki w sklepie, to mnie ściska w gardle. Potem wyjechał: letnie chałtury na wybrzeżu, rodzinne wizyty, powiedział.

Brnąc w ślepą uliczkę

W domu miała coraz więcej jego fotografii. Agnieszka, jej przyjaciółka, ściągała ją na ziemię: "Brniesz w ślepą uliczkę, nie wymyślaj rzeczywistości, której nie ma. Daj spokój z tym seksem, jedna czy dwie wspólne noce to nie dowód miłości. Maciej traktuje cię tylko jak wygodnego pomocnika w interesach. Jesteś na każde jego skinienie, ma z tego same korzyści. Otwórz oczy, dziewczyno". - Nie wierzę w to, nawet dziś - przyznaje Daria. - Może się mylę, może jestem marzycielką. Ale człowiek musi mieć marzenia. Ja czuję, że on jest dla mnie tym jedynym.

Zła wiadomość przyszła jesienią. - Ślub?! Wtedy się podłamałam. Głupio tak zadzwonić i robić mu wymówki, więc powiedziałam tylko: "Nie wiedziałam, że to coś poważnego". A on: "Zaraz poważnego! To nie dramat, to wesele. Ty zawsze będziesz moją bliźniaczką, prawda?". Więc nie mówcie mi, że mnie nie kochał... nie kocha - poprawia się Daria. - Oczywiście teraz już nie sypiamy ze sobą, ale jestem pewna, że do mnie tęskni. Daria wyciąga z notesu pocztówkę: - Przysłał mi, z podróży poślubnej. Podpisana: Maciek i Ania.

Dowiedz się więcej na temat: marzenia | szefowa | firma | oczy | chłopak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje