Moja mama się zakochała

Karolina nie lubiła Konrada, chociaż był mily, taktowny i zawsze interesował się jej sprawami. Ale co miała powiedzieć: "Nienawidzę cię, bo zabierasz mi matkę"?

Wykąpmy Antosia - zaproponowała mama. Karolina bez sił opadła na kanapę. Zmęczyły ją ostatnie dni. Zerknęła na śpiącego obok kilkudniowego synka, efekt rocznych starań, spełnienie marzeń. A jednak czuła się przytłoczona, paradoksalnie zupełnie pozbawiona kobiecości. Jakby zniknęło dawne życie, a świat miał od tej pory rozgrywać się tylko na przestrzeni tych kilkudziesięciu metrów, z kotem, psem, ciągle psującym się gazowym piecem i niedomykającą lodówką.

Reklama

- Jak ty znosiłaś to całe macierzyństwo? - jęknęła Karolina. Mama roześmiała się. - Wykąpiemy go, a potem położysz się spać. Nowy dzień to nowe rozwiązania. Zrobię obiad i posprzątam przed przyjściem Pawła.

Kilka zniszczonych zeszytów

Karolina próbowała zasnąć, ale nie mogła. Zwinięta w kłębek przewracała się z boku na bok. Słyszała krzątającą się na dole mamę. "Trzask" - umyty garnek lądował w szafce. "Plask" - mop zanurzał się w wiadrze z ciepłą wodą. Karolina czuła się przy mamie bezpieczna. Wszystkie kobiety w jej rodzinie były pełne energii. Życie to ruch, rozwiązanie najtrudniejszych problemów to działanie. Pieczenie ciasta, mycie okien, szorowanie wanny, zakupy, praca, praca, jeszcze raz praca.

Karolina tylko raz widziała mamę naprawdę bezradną. Wtedy, gdy próbowała tłumaczyć córce, dlaczego nie zgodziła się, by zamieszkała z nią i Konradem. Wspomnienie narzeczonego mamy znów obudziło dawne emocje. "Teraz już nie zasnę na pewno", stwierdziła i sięgnęła do pudła leżącego pod łóżkiem. Wyciągnęła kilka zniszczonych zeszytów, dawne pamiętniki, "zapis przeszłości". "Ależ ty masz zamiłowanie do odgrzebywania minionych zdarzeń", mówił czasem Paweł. "Gdy poczytam o moich dawnych rozterkach, od razu mi łatwiej", uśmiechała się.

Wpis z października 1996 roku: "Byłam u mamy i Konrada. Cholerne gniazdko miłości. Dlaczego tak trudno patrzeć na swoją mamę z obcym mężczyzną w obcym mieszkaniu, gotującą mu obiad i głaszczącą jego obcą głowę?".

Moja mama czarodziejka

Karolina często powtarzała: "Mama to moja najlepsza przyjaciółka", "Ufam tylko jej". Odkąd pamięta, chciała być taka jak ona. Mądra, spokojna, poukładana. Chciała być perfekcjonistką, a przy tym wspaniałą i serdeczną osobą. Miała kilkanaście lat, gdy zrozumiała, że jej mama jest inna niż rodzice koleżanek: nie krzyczy, nie kontroluje, nie sprawdza lekcji. Pozwala na całonocne imprezy, chce rozmawiać o antykoncepcji i często powtarza: "Najważniejsze jest zaufanie, wierzę w twój rozsądek". Ale mama nie od razu była jej przyjaciółką.

"Opowiedz mi coś o sobie", poprosiła kiedyś 17-letnia Karolina. "Ale co?". "Coś ważnego, osobistego. O tym, co cię na przykład boli". Nie zdziwiło jej pytanie córki, nie roześmiała się, nie próbowała wymigać. Po prostu odpowiedziała: "Nie powinnam obarczać cię tym, co mnie boli". Sama potrafiła słuchać i pomóc rozwiązać niejeden problem. Gdy Karolina rozstała się ze swoim pierwszym chłopakiem, mama zabrała ją na tydzień do Londynu. Spały w pięknym pensjonacie w samym centrum, całe dnie spacerowały, robiły zakupy i przesiadywały w kawiarniach. Łatwo przyzwyczaić się do myśli, że ma się idealną matkę. Taką, na której zawsze można polegać.

Dowiedz się więcej na temat: rzeczy | miłość | matka | przepraszam | obiad | rodzice | ojciec

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje