Od spotkania do rozstania

O rozstaniu z wyboru bądź z konieczności z drugą osobą można rozważać, jeśli dwoje osób było ze sobą emocjonalnie związanych. Brak zaangażowania wyklucza w sensie psychologicznym pojęcie rozstawania się.

Mimo składania sobie przyrzeczenia, iż będziemy ze sobą na zawsze, nigdy nie mamy stuprocentowej gwarancji trwałości związku. Ale czy to oznacza, żeby nie wiązać się z drugą osobą, bo grozi nam w każdej chwili rozstanie? Z takim nastawieniem wchodzą w związki osoby, które w okresie, zazwyczaj wczesnego dzieciństwa (znów ten Freud), przeżyły rozczarowanie, czekanie na kogoś, zawód miłosny w relacji do znaczących osób. Takie osoby wnoszą do aktualnego związku przede wszystkim nieufność, podejrzliwość i tak "aranżują" swoją relację z drugą osobą, aby w rezultacie doszło do rozstania, choć nie jest to ich przecież świadomą intencją.

Rozstanie to doświadczenie utraty, z czym wiąże się przeżywanie stanu depresyjnego. Jest to szczególny stan żałoby. Lecz nie utrata osoby jest tu głównym bohaterem naszej "depresji rozstaniowej". Tracimy po drodze wiele jeszcze innych cennych dla nas "obiektów".

I tak naprawdę to jest stawka, o którą toczy się gra emocjonalna w naszej psychice. Tracimy poczucie atrakcyjności. Spada nam samoocena. Często też traci się na chwilę szacunek do samego siebie. "No cóż, nie udało się", mówimy z rozgoryczeniem. Na szczęście utrata tych "obiektów" jest zazwyczaj chwilowa.

Można wyróżnić trzy rodzaje rozstawania się w zależności od osoby inicjującej decyzję. W każdej tej sytuacji można wyróżnić różne reakcje emocjonalne, które układają się w określone fazy.

Sytuacja pierwsza. Partner opuszcza ciebie

I faza - gwałtowna reakcja
W tej fazie człowiek łudzi się, że partner wróci. Czeka na cud: telefon, spotkanie, list, sms. Czasami próbujemy ten cud urealnić i sami wykonujemy nadaremne akty przekonywania partnera do powrotu. W tej fazie człowiek doświadcza przykrych symptomów świadczących o poważnych zakłóceniach ze strony układu nerwowego (zaburzenia snu, drażliwość, płaczliwość), pokarmowego (brak apetytu lub też nadmierne objadanie się) i inne. Tracimy też kontakt z rzeczywistością. Pojawiają się myśli samobójcze, a u osób o szczególnej wrażliwości próba samobójcza lub faktyczny akt samobójstwa.

W tej fazie niektóre osoby są nad wyraz oszczędne w wyrażaniu emocji. Jest to zjawisko odroczenia w czasie emocji. Człowiek zamiast rozpaczać po stracie, to udaje przed samym sobą i innymi, że się nic nie stało. Nie jest to dobre dla naszej kondycji psychicznej, bo emocje wracają po jakimś czasie ze zdwojoną reakcją i doświadczenie ich bywa bardziej obciążające aniżeli w okresie tuż po rozstaniu. Więc lepiej poddać się oczywistym w tym stanie emocjom niż udawać "mocnego" człowieka.

II faza - przebłyski świadomości
Jest to już przejaw dystansowania się od partnera, od siebie. Ale jeszcze dopada nas tęsknota za odnowieniem relacji.

III faza - powrót do rzeczywistości
Dostrzegamy coraz więcej sytuacji, iż możliwe jest życie bez osoby, która nas opuściła. Wracamy do zaniedbanych aktywności życiowych.

Reklama

IV - ulga i nawet zdziwienie sobą: "co ja takiego w nim/w niej widziałam/łem

Sytuacja druga. Ty opuszczasz partnera

I faza - naprzemienne poczucie winy i ulga oraz obsesyjna racjonalizacja własnej decyzji - mechanizm racjonalizacji, czyli uzasadnianie własnego zachowania ułatwia nam utrzymanie się w decyzji rozstania. Na marginesie, Albert Camus, powiedział, że tak naprawdę człowiek nie jest istotą racjonalną (rozumną), lecz jedynie jednostką racjonalizującą zazwyczaj idiotyczne zachowania.

II faza - względny spokój - osadzamy się w nowej rzeczywistości, budujemy nowy związek lub decydujemy się na życie samotne bez nowego partnera.

III faza - krytyczna - w tej fazie nagle może nas dopaść brak tej osoby, z którą się rozstaliśmy. Było nam potrzebne doświadczenie braku, aby zrozumieć swoją błędną decyzję. I wtedy chcemy wracać. Czasami jest to możliwe, czasami jest już za późno. Inni w tej fazie utwierdzają się w przekonaniu, iż podjęli dobrą decyzję.

Sytuacja trzecia. Rozstanie uzgodnione między partnerami

Oczywiście w pierwszej fazie kłębowisko różnych uczuć, a następnie pogodzenie się z faktem lub powrót do siebie.

Przyczyny rozstań bywają różne. Erotyczne zauroczenie intensywnie realizowane w początkowej fazie związku, wygasa. I wtedy partnerzy uświadamiają sobie, że decydując się na związek przytargali ze sobą swoją przeszłość. Czasami jest to bagaż, który zajmuje dużo miejsca w ich wspólnej przestrzeni życiowej. Odkrywają różnice w systemie wartości, poglądów, tradycji. Oczywiście są szanse na wzajemne wychowanie się, lecz jeśli te różnice są duże, to para zamiast budować związek, angażuje się w bezproduktywne misje edukacyjne.

Dobrze byłoby mieć takiego partnera, który by spełniał nasze wszystkie potrzeby i zaspakajał nasze pragnienia. Kłopot w tym, że nie ma takich doskonałych partnerów. Niektórzy ludzie nie chcą w to uwierzyć i "uganiają się" za niedościgłym ideałem, tracąc po drodze kolejne szanse poznania kogoś realnego.

Kluczem do dobrego związku i satysfakcjonującego obie strony jest permanentna zdolność do budowania i odbudowywania relacji, mimo konfliktów, mimo "ścierania się" w ważnych sprawach i drobiazgach. Być ze sobą to sztuka. To nie jest dane nam tak prostu. Książę na białym koniu istnieje, ale w naszej wyobraźni karmionej dziecięcą tęsknotą za poczuciem bezpieczeństwa i bezwarunkową miłością.

Zbliżonym wzorem do takiego ideału byłaby matka/ojciec, którzy kochają swoje dziecko i spełniają jego potrzeby. Gdy jest się dzieckiem, to w prawidłowo funkcjonującej rodzinie dziecko czuje się ważne, kochane i szczęśliwe. Lecz gdy jest się dorosłym to trudno oczekiwać od swojego partnera takiej rodzicielskiej troski i miłości. Partner nie ma ochoty być przedłużeniem funkcji któregoś z naszych rodziców. Owszem, zdarzają się takie związki dwojga osób i nawet nieźle prosperują. Ale muszą być spełnione dwa warunki: obydwie strony wiedzą kto jest "rodzicem" a kto "dzieckiem " w takiej relacji. Po drugie, obydwoje partnerzy chcą być w takiej relacji.

Nic w tym złego, że tęsknimy do idealnego związku. Ważne jest, abyśmy mogli być z parterem, który będzie blisko naszych oczekiwań, marzeń i systemu wartości. Jeśli marząc o takim partnerze nie stracimy kontaktu z rzeczywistością, to jest OK. Lecz jeśli nasze marzenie zacznie przybierać formę fantazjowania (jeden z mechanizmów obronnych, ucieczka w świat marzeń przed rzeczywistością), to jest to zwiastun kłopotów w relacjach z partnerem i zapowiedź samotnego życia.

Komunikacja pozawerbalna i werbalna jest nieodzowna w życiu pary, brzmi to jak truizm, choć w praktyce wiele związków to ignoruje. Komunikacja jest nam konieczna, miedzy innymi podczas uwodzenia, w akcie miłosnym. Gra języka ciała, spojrzeń, gestów dodaje uroku w nawiązywania kontaktu między kobietą a mężczyzną. Lecz dość szybko się okazuje, że bez używania słów, wymiany komunikatów werbalnych nie uda się nawiązać kontaktu, a potem umiejętnie go podtrzymać.

Słowa są też istotne dla człowieka, aby mógł wyrażać swoje pragnienia, potrzeby psychiczne i materialne. Jeśli chodzi o potrzeby psychiczne to nie ma większych różnic między kobietą a mężczyzną. Obie płci mają podobne oczekiwania, tęsknoty. Chcą być doceniani, szanowani, zauważani, rozumiani, akceptowani przez partnera. W sferze erotycznej chcą doświadczać satysfakcji, odprężenia, przyjemności. Kłopot w tym, że kobieta w odróżnieniu od mężczyzny inaczej te potrzeby wyraża. A największy dramat pary polega na tym, gdy prawie w ogóle nie mówią o swoich potrzebach.

Jakże często bywa tak, że kobieta czegoś domaga się od mężczyzny i zamiast mu to wprost powiedzieć, czyni niezrozumiale dla mężczyzny umizgi, zgłasza pretensje w sposób agresywny lub mówi do niego w taki sposób, aby wywołać w nim poczucie winy. Trudno się więc dziwić mężczyźnie "ogłupiałemu" od tej specyficznej komunikacji, że ma ochotę "wypisać się" z takiego związku.

Z kolei mężczyzna, mimo że ma pragnienia, potrzeby obawia się je komunikować. A nawet jak podejmuje "ryzyko" wyrażenia werbalnie swoich potrzeb to boi się, że kobieta go wyśmieje, "wypunktuje" mu słabość psychiczną, brak męskości.

Więc mężczyzna w obawie przed tymi deprecjonującymi komunikatami, raniącymi jego godność komunikuje kobiecie w sposób lakoniczny  swoje potrzeby. Często używa takich skrótów myślowych, że trudno "połapać" się kobiecie, o co mu tak naprawdę chodzi. Równie często w ogóle nie mówi, wycofuje się mając nadzieję, że ona się domyśli. I trudno się dziwić tym kobietom, które pewnego razu przestają się godzić na to wieczne odgadywanie myśli "zamkniętego w sobie" mężczyzny.

Wypowiadanie własnych myśli, potrzeb jest trudne, ale można się tego stosunkowo szybko nauczyć. Natomiast umiejętność słuchania drugiej osoby to jest dopiero sztuka! Oczywiście też można tego się nauczyć choć idzie trudniej i chwilami "jak po grudach". Jeśli umiemy słuchać to usłyszymy, co mówi i wyraża druga osoba. Druga osoba doskonale czuje, czy jest słyszana czy też nie. Każdy z nas potrafi odróżnić pozór od faktycznego słuchania/słyszenia. Człowiek będąc słyszanym dopiero wtedy czuje, że jest rozumianym. Poczucie rozumienia daje szanse na rzeczywiste porozumienie się dwóch osób oddalonych od siebie z powodu jakiegoś konfliktu.

O rozstaniu mówi Alina Henzel-Korzeniowska, psycholog-seksuolog, psychoanalityk, moderator: www.seksuolog.org.pl

Dowiedz się więcej na temat: partner | myśli | rozstanie | doświadczenie | rozstania

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje