Oszczędzanie czasu?

Czas to pieniądz, dlatego tak liczy się wydajność. Usiłując zrobić więcej w krótszym czasie, doprowadzamy do tego, że godziny i minuty,które wypełniają pory roku w naszym życiu, stają się naszym wrogiem.

Kiedy patrzymy na piasek w klepsydrze, symbolizujący upływ czasu, chcemy każdemu ziarenku nadać znaczenie. Po co? By ganiać w kółko, doprowadzając się do szaleństwa, czy też po to, by rozkoszować się nieskończonymi możliwościami kryjącymi się w czasie, tak jak zalążek dębu ukryty w żołędziu? Oszczędzanie czasu nie polega na niespokojnym wtłaczaniu w nasz dzień większej liczby zadań, ale na doświadczaniu istoty tego, co przynosi każda chwila.

Reklama

Przed kilkoma laty czytałam jeden z tych wszechobecnych artykułów prasowych na temat oszczędzania czasu. Wypełniały go "pomocne wskazówki".

Autor radził, że można oszczędzić cenne minuty, pokrywając włosy szamponem tylko jednokrotnie zamiast dwukrotnie. Pomyślałam o radosnych chwilach ze swojego dzieciństwa. Siedziałam w wannie, a mama delikatnie myła mi włosy szamponem dwa razy, aż były idealnie czyste. Nieświadomie doświadczałam czułości mojej matki za każdym razem, kiedy jako dorosła osoba myłam sobie włosy. Mimo wszystko zastosowałam się do wskazówki i pokrywałam włosy szamponem tylko raz, by wygrać z czasem. Rzeczywiście, wychodziłam spod prysznica dwie czy trzy minuty szybciej, ale byłam rozdrażniona. Czy do tego sprowadza się życie? Do szalonego wyścigu kończącego się zupełnym wyczerpaniem na mecie?

Następnego ranka zdecydowałam się nie spieszyć pod prysznicem. Przecież ciepła woda i pachnąca piana przynoszą jedną ze słodkich przyjemności życia. W gorącej parze rozluźniają się mięśnie i warto wybrać raczej rozkoszowanie się masażem niż imitację trzyminutowego mycia samochodu. Nie tylko dwukrotnie użyłam szamponu, lecz nawet guzdrałam się, czerpiąc największą możliwą przyjemność z tego małego a rewolucyjnego działania. Kiedy tak świadomie myłam włosy, leniwie niczym kot, zdałam sobie sprawę z tego, jak często nie skupiam uwagi na tym, co robię. Jestem wszędzie, tylko nie w danej chwili.

Czas ucieka i robi to bez mojego udziału,

bo ja znajduję się gdzie indziej. Ciało przebywa w jednym miejscu, zachowując pozory, ale mój umysł wędruje w inne rejony. Nawet szorując się pod prysznicem, zwykłam być wzorem wydajności i planowałam rozkład dnia lub rozmyślałam nad niedokończonymi sprawami. Potrafiłam wyjść z kabiny prysznicowej i wydzielać tak dużo adrenaliny, jakbym właśnie przepędziła szalonego Normana z Psychozy.

Dowiedz się więcej na temat: wydajność | włosy | oszczędzanie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje